czwartek, 21 sierpnia 2014

Siwon - O! Znalazłam moją walizkę!

 Cóż... Trochę czasu zajęło mi, aż zbiorę się do napisania czegokolwiek. Mam nadzieje, że się podoba i czekam na komentarze!!!~ <3



   Przemierzałaś kolejne kilometry tej samej, asfaltowej drogi, przy której stały podobne do siebie drzewa. Jechałaś autokarem z nieznajomymi ci ludźmi, którzy tak samo jak ty jechali do Gwangju. Twoim celem była trzymiesięczna praca w niewielkim, ale jakże dobrym hotelu, który znajdował się właśnie tam. Potrzebowałaś pieniędzy, więc kiedy nadarzała się okazja zebrania jej - podejmowałaś wyzwanie. Miałaś długie wakacje pomiędzy drugim, a trzecim rokiem studiów, dlatego wybrałaś się do innego miasta do pracy. Całe zarobki szły na opłacenie następnego roku nauczania. Co jak co, ale studia nie są tanie - biorąc pod uwagę to, że chodzisz wieczorami.
W podróży byłaś już dwie i pół godziny plus krótkie przerwy na zebranie ludzi z innych obszarów miasta, w którym mieszkałaś. Nie uniknęłaś pełnego pęcherza, bolących pleców i tak samo ubolewających pośladków. Powoli zaczynałaś kręcić się na małym, twardym siedzeniu, a kobieta, która siedziała koło ciebie posyłała ci "lekko" irytujące spojrzenia. Promienie porannego, lipcowego dnia wdzierały się przez okno, które zakrywała pomarańczowa - dziwnie brązowa - zasłona.
 Nagle się zatrzymaliście. Pierwsze o czym pomyślałaś to stacja benzynowa, ale kiedy zauważyłaś po drugiej stronie zza okna, że wciąż jesteście na drodze coś ci nie pasowało. Albo czystym przypadkiem zgasł im silnik, albo autokar się popsuł. Pasażerowie, w tym ty, cierpliwie, albo i nie, czekali na przebieg wydarzeń.  Po kilku ciężkich, dla ciebie, minutach, między siedzeniami pojawił się wasz kierowca.
- Niestety muszę państwa poinformować, że jedne z drzwi się zacięły i nie mogą się zamknąć. Nie mogę jechać z otwartymi drzwiami, więc postaram się je teraz naprawić, jednak może to zająć nawet do czterdziestu minut. - Zszokowana słowami tego starszego pana spojrzałaś na wyświetlacz. Nie mogłaś sobie pozwolić na półgodzinne spóźnienie, jeśli twoja szefowa pierwszego dnia zauważy twoje spóźnienie to od razu mogłaś pożegnać się z pracą.
Zgarnęłaś torbę z podłogi, twoim celem było wydostanie się z tego pojazdu i jak najszybsze dostanie się przed hotel.  Na przeciwko twej osoby znalazł się kierowca.
- Potrzebuje swoją walizkę - Grzecznie poprosiłaś, jednak on po prostu się w ciebie wpatrywał, jakby przetwarzał to co własnie powiedziałaś. - Szybko. - Warknęłaś dosyć nieprzyjemnie, ale wiedziałaś, że to jedyny sposób, aby ten koleś wreszcie zrobił to na co czekałaś. Ciekawscy ludzie patrzyli przez okno jak otrzymujesz swój bagaż. Złapałaś za rączkę i odeszłaś kilkanaście metrów od autokaru, aby na spokojnie móc złapać stopa. Wyciągnęłaś rękę w dobrze każdemu znanym geście, aby ktoś łaskawie się zatrzymał. Po około dziesięciu minutach i kilkudziesięciu przejeżdżających autach, żadne się nie zatrzymało. Powoli kończyła się twoja cierpliwość, a czas nieubłaganie leciał. Zrezygnowana spoczęłaś na szarej walizce, ale chwile później się z niej podniosłaś usłyszawszy z niej dziwny dźwięk - nie chciałaś jej zepsuć, była ci jeszcze potrzebna. Ręka powoli zaczęła opadać, a ty niecierpliwie opierałaś się to na lewej, to na prawej nodze.
Na szczęście, chwilę później, koło ciebie zatrzymał się czarny Jeep. Nie widziałaś kierowcy, ponieważ promienie słońca cię oślepiały. Z dłoni zrobiłaś daszek i czekałaś na rozwój wydarzeń. Z auta wyszedł wysoki, przystojny mężczyzna w koszuli w kratę. Jak zaczarowana wpatrywałaś się w jego oczy.W twoim mieście nie było takiego towaru, a jeśli już takowy się znalazł to nie miałaś z nim kontaktu.
 Poprawiłaś granatowy t-shirt, który dziś postanowiłaś założyć. Postanowiłaś poczekać, aż on się pierwszy odezwie.
- Mówisz po koreańsku? - Upewnia się zauważając twoje nie skośne oczy.
- Mieszkam tu od kilku lat, więc jako tako umiem się dogadać. - Odpowiedziałaś bez problemu posyłając mu jeden ze swoich uśmiechów.
- To dobrze, bo nie za dobrze władam językiem angielskim. Gdzie jedziesz? - Spytał, ciekawsko się w ciebie wpatrując.
- Gwangju. - Rzuciłaś szybko.
- Tak się składa, że ja też tam zmierzam. Wskakuj do samochodu, a ja wpakuję walizkę do bagażnika. - Patrzyłaś na niego uważnie, zapamiętując każdą część jego twarzy. Musiałaś szybko dokonać wyboru czy będziesz z nim bezpieczna. Koreańczyk wyglądał na miłego i raczej nie sądziłaś, że mógłby cię gdzieś wywieźć. Jednak mama zawsze mówiła ci, że nie powinnaś ufać nieznajomym.
- Za ile powinniśmy być w centrum Gwangju? - Spytałaś kiedy chłopak zamykał bagażnik.
- Za jakieś czterdzieści minut. - Spojrzałaś szybko na tablice rejestracyjną i  zapisałaś ją w wiadomości dodając, że jedziesz z tym chłopakiem i za około 40 minut powinnaś zadzwonić do swojej przyjaciółki, do której właśnie wysłałaś sms-a.
 Ostrożności nie za wiele - w głowie rozbrzmiewa głos rodzicielki.
Kiedy już usiadłaś, zatrzasnęłaś drzwiczki i cierpliwie czekałaś aż siedzący koło ciebie, no właśnie, jak on się nazywa? Nie ważne, czekałaś aż przyłączy się do aut jadących, tym razem na autostradzie.
  Jechaliście dopiero pięć minut, ale ty się nie odezwałaś. Twoje zakłopotanie było wręcz namacalne. Zazwyczaj byłaś osobą otwartą, więc cię to zszokowało. Niezauważalnie spojrzałaś w lewo na mężczyznę. Świadomie, albo i nie, uśmiechał się pod nosem. Oczy miał lekko zmrużone, a na gładkim czole powstała zmarszczka pomiędzy brwiami. Wyraźnie był skupiony na jeździe.
- Nie powiedziałaś mi jak się nazywasz. - Rzucił w przepaść zwaną ciszą, zaskakując cię przy tym. Wiedział, że mu się przyglądasz? A może jednak nie widział? Ale przecież to nie było nic złego... Przecież każdy może sobie popatrzeć.
- Zupełnie jak ty. - Odpowiedziałaś poprawiając się na siedzeniu.
- Ach, no tak. - Szybko na ciebie zerknął. - Choi Siwon. -Zrobił pauzę na zaczerpnięcie powietrza. - Podałbym ci rękę, ale nie chcę ryzykować naszym zdrowiem.
- ______ ____.

   Tak jak wspominał Siwon, po wyznaczonym czasie wysadził cię w centrum. Koreańczyk znał trochę to miasto, dlatego pokierował cię na najbliższe metro. Z wcześniejszego, domowego, studiowania gdzie właśnie dziś będziesz musiała wsiąść i po ilu przystankach wysiąść; wiedziałaś, że metro będzie za pięć minut to na miejscu będziesz za piętnaście, a miałaś dwadzieścia pięć minut.
Azjata nalegał, aby podwieźć cię tam gdzie miałaś zamiar dotrzeć, ale ty grzecznie odmówiłaś. Już i tak sporo ci pomógł. W oczekiwaniu na transport udało ci się wykonać telefon do przyjaciółki i wyjaśnienia całej sytuacji.
Metro na szczęście nie było zatłoczone, a ludzie w nim dość szczupli, więc bez problemu znalazło się miejsce dla ciebie i... O cholera! Zapomniałaś wziąć od niego swojej walizki! Trzymając się jednej z rur pojazdu zaczęłaś myśleć i lekko panikować. Miałaś tam prawie wszystko. Jednak na szczęście pieniądze, dokumenty i komórkę przy sobie. ALE CO Z TEGO JAK NIE WIEDZIAŁAŚ JAK JĄ ODZYSKAĆ.Był w nim laptop, ubrania i inne potrzebne rzeczy. Nie miałaś tyle gotówki by móc kupić sobie nowe rzeczy. Wolną ręką złapałaś się za głowę. Myśl ___, myśl. Cholera, nie wiem. Trudno. Postanowiłaś spytać się przełożonej co powinnaś zrobić, może ona będzie miała jakiś dobry pomysł, a nie taką pustkę jak ty teraz.

 Wykończona i trochę spocona dotarłaś do hotelu, na drugim końcu centrum tego miasta. Myślałaś, że lepiej przeżyjesz tą podróż, ale to nie ważne.  Jak F1 wystartowałaś do obracanych drzwi głównych mijając jednego z pracowników. Podeszłaś do recepcji.
- Dzień dobry, ____ ____. Ja przyjechałam tu, na trzymiesięczną pracę jako pokojówka. Chciałabym spotkać się z panią Goo. Recepcjonistka o kruczoczarnych włosach zlustrowała cię od stóp do głów zatrzymując się na twej twarzy.
- Już szukam. - Odpowiedziała miłym - nie wydaje ci się - głosem. Poklikała w klawiaturę, czegoś wypatrywała w ekranie. - Tak, jest pani tu zapisana. Zapraszam do windy - Pokazała na nią ręką. - Na drugie piętro do drzwi numer trzydzieści cztery. Tam znajduję się biuro pani Goo.  - Odpowiedziałaś jej niezbyt szczerym uśmiechem i pokierowałaś się tam gdzie ci kazała. Przez chwilę nawet zapomniałaś o swojej zgubie, jednak kiedy znów pojawiła się ona w twojej głowie popędziłaś przez korytarz. Był on w odcieniach kawy, przyjemne dla oczu barwy, jednak ty, nigdzie nie patrząc i lustrując tylko numerki na drzwiach sunęłaś przez całą jego długość. Nagle się pojawił, te dwie, szukane przez ciebie cyferki. Trzy i cztery... spadły jak grom z jasnego nieba. Zdecydowanie i mocno kilka razy zapukałaś pięścią o drewno. Po kilku sekundach z środka usłyszałaś kobiecy głos mówiący - proszę!
Już nie tak pewnie wyjrzałaś głową zza uchylonych wrót i wzrokiem sunęłaś po pokoju szukając koreanki, jednak nigdzie jej nie widziałaś.
- Tutaj, tutaj. - Nakierowała miła, ciepła barwa. Przeszłaś przez próg i jak się okazało, jej biurko było za otwieranymi drzwiami tak, że skutecznie ją uniewidoczniało.
Na skórzanym fotelu siedziała skośnooka, szczupła kobieta po trzydziestce. Widząc ciebie ciepło się uśmiechnęła, po czym wstała by podać ci rękę.
- Spodziewałam się ciebie. - Powiedziała. - W sumie nie mamy o czym rozmawiać, bo wszystko załatwiłyśmy wcześniej. Załatwiłam ci pokój na pierwszym piętrze, numer dziesięć. - Wręczyła ci klucz i ręką przejechała po twych plecach, lekko pchnęła cię w stronę drzwi. - Zaczynasz od jutra, siódma trzydzieści w szatni. Masz być już przebrana. - Nie wiesz jak i kiedy, ale znalazłaś się za jej drzwiami. Pani Goo miała już zatrzaskiwać drzwi.
- Chwila! - Krzyknęłaś podnosząc jedną rękę. Spojrzała na ciebie pytająco. - Jak tu jechałam to niestety byłam zmuszona wziąć stopa i jechałam z nieznajomym mężczyzną. Tak byłam przejęta tym, żeby się nie spóźnić, że zapomniałam wziąć od niego mojego bagażu, wie pani co mogę teraz zrobić? - Spytałaś pełna nadziei.
- Hmm - Wpatrywała się w jeden punkt na ścianie, wyraźnie się zastanawiając. - Może spróbuj popytać w rzeczach znalezionych. Szkoda, że nie masz jego numeru. No wiesz, tego kierowcy. Przykro mi, nic więcej nie mogę ci podpowiedzieć, ale mam nadzieję, że go znajdziesz. - Stojąc na sama, na środku długiego korytarza przypomniało ci się, że masz jego numer rejestracyjny. Szczęśliwa, szybko zjechałaś windą na dół, chciałaś jak najszybciej znaleźć się ponownie przy recepcji, żeby zaczerpnąć trochę informacji.
 Uchylające się drzwi od windy, wpuściły orzeźwiające powietrze dostające się przez ciągle otwierające się główne drzwi. Ruszyłaś pełną parą do czarnowłosej recepcjonistki, jednak coś, a może jednak ktoś ci to uniemożliwił.
Tuż przy końcu jednego z korytarzy zauważyłaś skręcającego mężczyznę, tak samo ubranego i na dodatek za sobą ciągnął identyczną walizkę do twojej, a w drugiej ręce miał inną, zieloną. Jak torpeda zerwałaś się w jego stronę. Ludzie stojący w tym samym pomieszczeniu dziwnie na ciebie patrzyli. W ciągu kilku sekund pokonałaś większą odległość i właśnie teraz znalazłaś się na zakręcie - tam, gdzie, chyba, był Siwon. Myślałaś, że uda ci się go zobaczyć, jednak na darmo. Tuż za zakrętem, okazało się, że znajdują się drzwi do windy. Serio?

 Zniechęcona swoją późną reakcją, powróciłaś do recepcji ze zwieszoną głową. Kosmyki włosów już nie spadały na twą twarz, gdyż wcześniej zebrałaś je do szybkiego kuca.
- Przepraszam. - Powiedziałaś z wyraźnie udawaną uprzejmością. Ta sama koreanka podniosła wzrok znad monitora, obdarzając cię zimnym spojrzeniem.
- Tak? - Powiedziała przez zaciśnięte zęby.
- Czy mogłabym wiedzieć w jakim pokoju przebywa Siwon....Choi...Choi Siwon?
- Nie ma takiej możliwości. - Odpowiedziała od razu przewracając oczyma.
- Jak to nie ma?! - Powiedziałaś ciut za głośno, bo niektóre spojrzenia przystanęły na tobie. Zawstydzona, podparłaś policzek o otwartą dłoń, by było cię mniej widzieć.
- Nie mogę ci od tak powiedzieć gdzie mieszka każda osoba o której chcesz wiedzieć. To wbrew zakazom. - Naciskała na ostatnie zdanie. Wyraźnie odczułaś, że nie jesteś tu mile widziana.
Pizda. Tym słowem określiłabyś czarnowłosą dziewczynę stojącą w recepcji. Zdenerwowana i nie wiedząca co zrobić poszłaś do swego pokoju. Przecież nie będziesz chodzić po wszystkich piętrach i pukać do każdych drzwi. Rzuciłaś się na duże łóżko ze śnieżnobiałą pościelą i wpatrywałaś się w sufit tego samego koloru co pościel. Ustaliłaś, że twoja posada dużo ci pomoże, bo poprzez chodzenie i sprzątanie pokoi, będziesz mogła rozejrzeć się, czy gdzieś nie ma rzeczy należącej do ciebie.

 Wykorzystując wolne popołudnie skoczyłaś na rynek kupić pastę do zębów, szczotkę, bluzkę na jutro i jakąś piżamę. Do kąpieli wykorzystasz ręcznik hotelowy i darmową próbkę żelu pod prysznic w jednej z drogerii. Na koniec nie wiedziałaś jak i w którą stronę powinnaś wrócić. W skutek czego w pokoju zjawiłaś się po dwudziestej pierwszej. Zaraz po orzeźwiającym prysznicu, nałożyłaś na nagą skórę białą, luźną bluzkę z krótkim rękawem. Do tego zwyczajne czarne majtki i położyłaś się pod ciężką pierzyną. Oparłaś głowę na dwóch poduszkach. Mrok panujący w tym pomieszczeniu rozświetlał mały cień żarówki, zamkniętej pod brązowym abażurem. Mam nadzieję, że Siwon nie zaglądał do środka. Pomyślałaś. Koreańczyk mógł być od ciebie o jakieś cztery-pięć lat starszy. Przewróciłaś się na prawy bok, twarzą do ściany, która za zakrętem łączyła się z drzwiami wejściowymi. Wyciągnęłaś dłoń, by wyłączyć lampę, po czym zasnęłaś z prośbą szybkiego odzyskania swojego bagażu.

 Obudził cię seksowny głos Justin'a Timberlake'a dochodzący z budzika twojego telefonu. Zirytowana, na ślepo zaczęłaś szukać swojej komórki, by wyłączyć muzykę. Godzina siódma,a ty musiałaś wstać, by zdążyć się wyszykować. Po wyjściu z łazienki założyłaś jasne jeansy i wczorajszy zakup. Zwykła bluzka na ramiączka w białe paski. Ponieważ twój żołądek na razie protestował o spożyciu jakiegokolwiek jedzenia, postanowiłaś zjeść w przerwie na lunch. Już pozytywnie nastawiona na swą nową pracę opuściłaś swój pokój, zamknęłaś drzwi przesunięciem karty i powędrowałaś do szatni dla pracowników.
Mijając szary, dość zimny korytarz i przewijających się pracowników hotelu; wreszcie przekroczyłaś jedne z wrót podpisanych jako "Szatnia damska". Znajdując się już w pomieszczeniu, prawie żadna dziewczyna nie zwróciła na ciebie uwagi. Wszystkie w pośpiechu zakładały swe stroje, a ty podeszłaś do szafki numer siedem. Otworzyłaś ją i zauważywszy czarny wieszak z szarą sukienką zapinaną na środku białymi guziczkami do kolana. Zdobiły ją białe wykończenia rękawów i tego samego koloru kołnierz. Na półce ujrzałaś mini fartuszek do przepasania sobie przez pas.
Zauważając, że już ta godzina szybko zmieniłaś strój i jak na zawołanie, do szatni weszła Pani Goo.

 Twoja szefowa, każdej ze sprzątaczek przydzieliła piętro do sprzątania. Hotel miał 24 piętra, a zatrudnionych było dwanaście. Ty dostałaś dziewiętnaste i dwudzieste. Chwyciłaś za jeden z metalowych wózków, na których było to co jest niezbędne do pracy. Czysta pościel, worek na śmieci, szczotka, mop i woda, uprane ręczniki, ścierki, co tylko chciałaś.
Od swojej pracodawczyni dostałaś kartę, która pasuje do wszystkich czytników. Zdarzały się pokoje, bardzo, ale to makabrycznie brudne, które niestety trzeba było wyczyścić. Wysprzątałaś już dwadzieścia trzy pokoje i zostało ci jedynie pięć. Miałaś nadzieje, że w którymś z nich ujrzysz swą walizkę, bo jak na razie nic nie było.
Tak jak za każdym razem, najpierw zapukałaś by upewnić się czy ktoś tam jest, bo jeśli takowe by wystąpiło to musiałaś krzyknąć "Wymiana pościeli, czyste ręczniki!". Nie słysząc żadnej odpowiedzi, tylko głuchą ciszę, użyłaś karty i weszłaś do pomieszczenia.  Stanęłaś na środku i chwyciłaś za pościel, aby ją zmienić. Zdaje się, że nie ma właściciela tego pokoju. Nie chciałaś rozglądać się po nim - jak po wcześniejszych dwudziestu trzech - ale teraz postanowiłaś spojrzeć.
O! W rogu zauważyłaś coś znajomego. Rzuciłaś pościel i podeszłaś bliżej. TAK! W kącie, za szafą, stała twoja walizka. Chwyciłaś uchwyt i pociągnęłaś do siebie, aby opuściła róg pomieszczenia.
Do twojej głowy dotarło to, że jest to pokój Siwon'a, bo to w końcu on miał twoją walizkę. Żeby się upewnić odpięłaś suwak bagażu, by zobaczyć czy na pewno są w nim twoje rzeczy.
Pozwoliłaś sobie o spojrzenie w jego szafki, no bo w końcu coś za coś - on też powinien się starać znaleźć ciebie i oddania tego co twoje.
 Otworzyłaś dużą, czarną szafę w której były jedynie koszule w każdym kolorze. W kratkę, w paski, gładkie - jakie tylko chcesz. Żeby nie zapomnieć, ustawiłaś walizkę przy wejściu. Ten apartament był trzy razy większy od twojego. Ciekawe jaką ma łazienkę. Pomyślałaś i  poszłaś w stronę wielkich drzwi. Chwyciłaś za klamkę i pociągnęłaś w dół, popychając ją w tym samym czasie.
Nieoczekiwanie zobaczyłaś stojącego przed lustrem Siwona z przewieszonym ręcznikiem na biodrach, który się golił.
-Kurwa! - Krzyknęłaś po polsku, tak aby nie zrozumiał. Koreańczyk tylko spojrzał na ciebie i po chwili wrócił do swej czynności. Może on wiedział, że jesteś w pokoju?
- Przepraszam, ja tylko chciałam posprzątać.
- Dlatego zaglądasz do mojej szafy? - Speszona jego tonem opuściłaś głowę, jednak kiedy kątem oka na niego zerknęłaś zobaczyłaś, że się śmieje.
Nie słuchając swojego mózgu pozwoliłaś sobie zjechać na dół, na jego brzuch. Idealne linie oddzielające każdy mięsień od siebie.
- Kiedy kończysz? - Spytał, wyrywając cię z podziwiania jego sześciopaku. Spojrzałaś w jego oczy i już wiedziałaś, że zauważył twoje wcześniejsze podglądanie. Poprawiłaś włosy jak gdyby nigdy nic i wyprostowałaś się.
- Zostało mi jeszcze kilka pokoi, więc za niecałą godzinę powinnam skończyć. - Odpowiedziałaś łapiąc ręką za framugę.
- W jakim pokoju jesteś? - Wytarł pozostałości pianki w ręcznik.
- Dziesięć, ale po co ci to wiedzieć?
- Świetnie. Idź sprzątać inne pokoje, a za godzinę spotkamy się w twoim pokoju, ok?
- Okej... - Rzuciłaś cicho. Podeszłaś do drzwi.
- Nie bierz walizki! Przyniosę ci ją. - Wyciągnięta ręka powróciła do stanu pierwotnego. Zmarszczyłaś brwi, po co ma ci ją przynosić, jeśli zarówno sama mogłabyś ją wziąć. Zamykając drzwi wejściowe, usłyszałaś jego głos.
- Ładne masz nogi! - Zatrzasnęłaś wrota z lekkim uśmiechem na ustach.

 Nareszcie! Posprzątałaś tyle pokoi w cztery godziny, a teraz najchętniej poszłabyś spać. Podeszłaś do małego, drewnianego stoliczka, włączyłaś radio i usiadłaś na małym, szarym fotelu; który stał obok niego.
Stukając paznokciami o blat, czekałaś aż twój nowy kolega odda ci walizkę. Chwilę później, rozległo się pukanie.
- Proszę! - Krzyknęłaś, wyłączając właśnie jedną z piosenek BTS. Siwon kroczył ku tobie, a zaraz przy łóżku odstawił bagaż.
-Chodź, pójdziemy na obiad. - Zaproponował.
- Dobra, ale daj mi się przebrać. - Odpowiedziałaś, czując narastający głód w żołądku.  Chłopak kiwną głową i usiadł na materacu odprowadzając cię wzrokiem do łazienki. Utrzymywałaś z nim kontakt wzrokowy, aż do zatrzaśnięcia drzwi.

 Wysiadłaś z jego auta. Przystanęłaś na chwilę, aby Choi mógł cię dogonić. Szłaś z nim ramie w ramie po betonowym parkingu. On - ubrany w czarną, o dziwo, zwyczajną, przylegającą koszulkę, szare jeansy i buty New Balance. Ty - w białych sandałkach, szarej, bawełnianej spódnicy z wyższym stanem i białej podkoszulki. Mocno trzymałaś rączki swej mysiej torebki. Najprawdopodobniej byliście w centrum miasta. Podejrzewałaś , że możecie zmierzać w stronę jednej z tutejszych restauracji.
W jej wnętrzu przeważał kolor beżowy, przez co całe pomieszczenie wydawało się bardzo rodzinne i przyjemne dla oczu. Zajęliście jeden z dwuosobowych stolików przy ścianie, na której znajdowało się ogromne lustro. Kelnerka, zaraz po tym jak zajęliście miejsca wręczyła wam menu, a ty od razu je otworzyłaś. W sumie to ciągle nie znałaś koreańskiej kuchni, dlatego zdałaś się na gust swojego towarzysza. Do tego zamówiliście jakieś picie i czekaliście na zamówienie. Koreańczyk opowiedział ci jak to chciał dostać się do jednej z wytwórni, ale mu się nie udało i właśnie tak został zastępcą prezesa z jednej z firm. Usłyszałaś też, że zbiera pieniądze dla potrzebujących i przed snem czyta biblię - co cię zdziwiło, bo ty aż taka religijna nie jesteś.
Ty mu opowiedziałaś o swojej rodzinie, o tym jak się tu znalazłaś, i że właśnie teraz dorabiać by starczyło ci na kolejny rok studiów.
- Wiesz... w sumie mógłbym ci pomóc finansowo.  - Zaoferował. Cicho się zaśmiałaś.
- To miło z twojej strony, ale muszę odmówić. Źle bym się czuła, gdyby ktoś dawał mi pieniądze od tak. Poza tym... nie znasz mnie.
- Zdziwiła byś się. - Odważnie odpowiedział, patrząc ci w oczy.
- Jak to? - Zapytałaś wyraźnie zaskoczona. Teraz to cię dopiero zaciekawił.
- _____ od dwóch lat próbowałem do ciebie zagadać. Poznać cię. Kiedy jechałem do Gwangju i zobaczyłem, że łapiesz stopa, wiedziałem, że to był dar od boga. W każdej modlitwie prosiłem, abym mógł cię poznać. Kiedyś widziałem cię kilka razy w jednym ze sklepów z twoją koleżanką. Tak ślicznie wyglądałaś kiedy się śmiałaś. Od razu przykułaś moją uwagę. - Na światło dziennie, po raz pierwszy zobaczyłaś słodką stronę Choi'a Siwon'a. - A teraz, gdy ja cię poznałem, a ty mnie. Nie ma mowy, żebym nie mógł ci pomóc... Możemy zrobić tak, jak dziś wieczorem ze mną wyjdziesz na miasto to w ramach podziękowań opłacę ci studia. - Zrobił maślane oczka. - A jeśli się nie zgodzisz to i tak dam ci pieniądze. - Dodał po chwili łapiąc swoją dłonią twoją, która leżała na stole niedaleko szklanej szklanki z wodą.

~Rin

A! Zapomniałam dodać! W imieniu Lin Young i moim DZIĘKUJEMY ZA PONAD 100 000 WYŚWIETLEŃ! 
(Chyba was kocham) :)

czwartek, 7 sierpnia 2014

Changjo - Kawa~prześladowca


                                                       Love Lala ♥

 
                        


Wszystko rozpoczęło się cztery miesiące temu kiedy to zaczęłaś być z chłopakiem ze swojej klasy. Z normalnego związku powstała dziwna relacja prześladowania. Zaczął za tobą chodzić i kontrolować to z kim idziesz i gdzie. Powoli odczuwałaś nacisk z jego strony. Próbowałaś to parę razy zakończyć, ale nie byłaś w stanie, ponieważ nie potrafiłaś zranić jego uczuć. Dziś-dwudziesty ósmy luty miałaś się z nim spotkać. Ubrałaś się w granatowy sweterek zapinany na małe guziki, pod to założyłaś czarną bluzkę, rurki opinające twoje nogi optycznie ci je wyszczuplały, włosy lekko skręcone opadające na plecy, spięte jedną małą spinką na boku. Umówiłaś się z nim przy wielkim zegarze o godzinie siedemnastej. Byłaś na miejscu trochę wcześniej, aby jakoś się przygotować i przemyśleć co chciałabyś powiedzieć. W końcu się pojawił, szedł spokojnie i powoli w twoją stronę. Przytulił cię na przywitanie przyjaźnie się uśmiechając.

-Musimy ze sobą zerwać.-powiedziałaś szybko, tak, aby było już po wszystkim.

-Ale jak to? Co ja zrobiłem?

-Musze już iść.-odwróciłaś się idąc przed siebie przyspieszając kroku. Chłopak złapał cię za dłoń ciągnąc do siebie.

-Przepraszam.-wyrwałaś się z jego uścisków. Pobiegłaś do przodu chcąc zgubić ciemnookiego. Zauważyłaś go w oddali, z brakiem chęci ponownego spotkania z natrętem wsiadłaś do jednego z aut, zniżając się na siedzeniu.

-Przepraszam, co pani robi ?

-Ja..ja.-rozglądałaś się przez szybę sprawdzając, czy przypadkiem chłopak cię nie zauważył.-myślę, że pan jedzie do miasta, a tak się składa, że ja również tam potrzebuje dotrzeć, czy mógłby mnie pan podwieźć?Proszę.

-Tak się składa, że mógłbym. Jestem Choi Jong Hyun. 

-Dziękuje, a ja ______-dyskretnie zapięłaś pasy.


-Widzę, że chowa się pani za swoim wielbicielem.-zaśmiał się wyjeżdżając na drogę. 


-Można tak powiedzieć.-przez resztę drogi nie odzywałaś się patrząc w szybę samochodu.-To gdzie cię podwieźć?-zapytał.


-W sumie możesz mnie tu wysadzić.-zjechaliście na pobocze, nie wiedziałaś za bardzo gdzie jesteś, ale sądząc po twojej dobrej orientacji w terenie zaraz się dowiesz patrząc na pobliską tabliczkę z nazwą miasta.-Dziękuję.-schyliłaś głowę w ramach wdzięczności. Mężczyzna odjechał,a ty szłaś poboczem przyglądając się otaczającym cię kolorowych budynkom. Po jakiś dwudziestu minutach byłaś już u swojej mamy, którą zamierzałaś odwiedzić, po spotkaniu z można już powiedzieć byłym chłopakiem. Windą wjechałaś na dziewiąte piętro. Już po chwili zdejmowałaś buty. Szukając mamy w najbliższym pomieszczeniu pobiegłaś do niej obejmując ją w pasie i mocno ściskając.-Moje dziecko, zaraz mnie udusisz.-śmiejąc się odwzajemniła uścisk nie wiedząc o co chodzi. -Mamusiu, czy to wszystko musi być takie skomplikowane, czemu nie możemy mieszkać razem? Czemu zawsze natrafiam na złych chłopaków, którzy albo mnie prześladują, albo są debilami troszczącymi się tylko i wyłącznie o siebie? 


-Kochanie, masz dopiero <wiek> lat, to jasne, że wszystko przed tobą, zobaczysz jeszcze spotkasz tego jedynego, a co do mieszkania, wiesz przecież jaki jest ojciec, dwa lata temu kiedy nie zgodziłaś się wyjść za jego kandydata, którego tak cenił obraził się i nie chce utrzymywać z tobą kontaktu, jest egoistycznym i aroganckim dupkiem, ale wciąż pozostaje twoim ojcem i tego nie zmienisz. Przez resztę popołudnia użalałaś się nad swoim życiem, nie często ci się to zdarzało, więc raz na jakiś czas nie zaszkodzi. 


***


<Twoje mieszkanie>

Szykowałaś się do kąpieli, było około godziny dwudziestej pierwszej. Zajęło ci to nie więcej niż piętnaście minut. Rozścieliłaś łóżko i dokładnie wyszczotkowałaś swoje zęby. Włączyłaś telewizor przeglądając wszystkie możliwe kanały. Po pół godzinnym oglądaniu zasnęłaś. Rano twoje nudne życie wyglądało wciąż tak samo jak dotychczas. Jedząc śniadanie słuchałaś radia w którym mówili o najciekawszych zdarzeniach młodych gwiazd czy wpadkach stylistycznych. Przeżuwając płatki zastanawiałaś się nad sensem plotkowania na temat prywatnego życia wszystkich sławnych osób. Po co utrudniać sobie sytuację, skoro każdy może być szczęśliwy, nawet jeśli prowadzi takie nudne i przeciętne życie jak ty. Patrząc przez okno zauważyłaś, że pogoda jest piękna, niebo niebieskie nie kiedy przelatujące małe, białe chmurki przypominające kształtem postacie z bajek. Włożyłaś na siebie zwiewną sukienkę. Robiąc małe porządki w kuchni usłyszałaś dzwonek do drzwi. *A to kto? Przecież nikogo nie zapraszałam*-zdziwiona zastanawiałaś się kierując w stronę drzwi wejściowych. Podnosząc się na palcach zobaczyłaś przez oczko w drewnie kto zawitał do ciebie. Jednak nie wiedziałaś co to za człowiek, przekręciłaś zamek i otworzyłaś ukazując wysokiego chłopaka.

-W czym mogę pomóc?-spojrzałaś się pytająco.Mężczyzna uśmiechnął się.-Nie wpuścisz mnie do środka?

-Znamy się?-Czując niepewność złapałaś za klamkę ciągnąć w swoją stronę by móc je zamknąć. Brunet włożył buta w szparę, której już po chwili miało nie być.

-Może się pan odsunąć?

-Nie, bo mam do ciebie sprawę. 

-Od kiedy jesteśmy na ty?

-Wpuście mnie to się dowiesz.- Po chwili zastanowienia postanowiłaś zaryzykować i wpuścić nieznajomego. Chłopak wszedł do środka rozglądając się po pomieszczeniu. Wciąż śledziłaś go wzrokiem, aż usiadł na jednym z pobliskich foteli w salonie. Nagle z jego plecaka podróżnego wyjął średniej wielkości torbę prezentową. Zajęłaś miejsce na przeciw niego. Brunet położył przedmiot na stole przysuwając go do ciebie.

-Co to takiego?

-Otwórz i zobacz.-zaśmiał się po czym założył nogę na nogę. Złapałaś i otworzyłaś tajemniczy prezent. Przed twoimi oczami ukazał się twój czerwony portfel i dokumenty również należące do ciebie.

-Skąd to masz? Czy my... się już wcześniej spotkaliśmy?

-Nadal mnie nie pamiętasz?-pomachałaś głową na potwierdzenie pytania.-Dokładnie wczoraj wsiadłaś do mojego auta, podwiozłem cię niedaleko tego miejsca. Potem na siedzeniu w moim samochodzie zobaczyłem te rzeczy, domyśliłem się, że należą do Ciebie, a żeby móc ci je oddać musiałem zajrzeć do środka.

-Skoro tak, to dziękuje.-spojrzałaś na niego po czym delikatnie skłoniłaś głowę.

-Widzę, że gdzieś się wybierasz.- powiedział wstając z miejsca.

-ymm.. miałam iść na spacer, bo jest ładna pogoda.-jeszcze raz spojrzałaś na prawie bezchmurne niebo.

-No dobrze, to ja już ci nie przeszkadzam.

-Poczekaj!-zawołałaś.- Może chcesz iść ze mną na kawę?-zapytałaś troszkę speszona.

Changjo zgodził się niemalże od razu. Założyłaś balerinki i wyszliście do kawiarni kilometr od twojego domu. Po drodze za dużo nie rozmawialiście. Gdy już dotarliście na miejsce zajęliście stolik przy oknie.

-To jaką kawę chcesz?-zapytałaś wstając z miejsca.

-Ymm.. nie znam się na kawach, weź tą samą co ty. - Po chwili już wróciłaś ze swoim ulubionym zestawem.Chłopak przyjął picie patrząc w filiżankę.

*Perspektywa Changjo*

~`I jak ja mam jej teraz powiedzieć, że nie lubię kawy?! Odważyła się nawet zaprosić mnie na kawę z własnego pomysłu. Dobra, może nie będzie taka zła.-Pomyślałem. Złapałem za ucho od kubka i wziąłem duży łyk, aby mieć mniej do wypicia potem. Szybko przełknąłem nie dobrą ciecz uśmiechając się do uroczej dziewczyny.No nie,czemu musiała mnie zapytać czy mi smakowała? Nie lubię okłamywać ludzi.

-No wiesz, ona była .. ymm..

-Cześć!-zawołała jakaś dziewczyna w krótkich, brązowych włosach prawdopodobnie znajomą ____. Wstałem witając się z nieznajomą, w sumie była nawet ładna i uratowała mnie od wpadki przed dziewczyną która mi się podoba.

*Wracamy do narracji*

Nagle zobaczyłaś swoją dawną koleżankę.-Oo.. Co ty tu robisz? - zapytałaś ściskając ją mocno.

-Wczoraj wróciłam z Ameryki, ale widzę, że jesteś zajęta. Zadzwonię do ciebie i się umówimy.- powiedziała kierując się do wyjścia. Minęły dwie godziny od czasu wejścia do kawiarni,po mimo tego, że w waszych małych szklaneczkach nie było już żadnego picia, wciąż nie chcieliście zmieniać lokalizacji. W końcu przerwał wam telefon chłopaka. Musieliście się pożegnać, bo wracał do pracy. Poszliście na przystanek, wymieniliście się numerami telefonów i ruszyliście w swoje strony. Ty również dostałaś telefon o pomoc swojej siostrze przy robocie. Czasem przychodziłaś do jej biura, żeby pomagać przy ułożeniu papierów, czasem też przynosiłaś pracownikom kawę lub coś do jedzenia. Dzisiaj zrobiłaś to samo i zakupiłaś wszystkim ciepły napój. Wchodząc do wielkiego budynku przywitałaś się z ochroniarzami. Czekając na windę obok ciebie pojawiła się kobieta wyższa od ciebie, obje weszłyście do pomieszczenia. Poprawiłaś swoją fryzurę i już po chwili wysiadłaś.

-Cześć wszystkim! - zawołałaś donośnym głosem do wszystkich pracowników siedzących przy biurkach. Każdemu po kolei podawałaś picie mówiąc jego imię i zadając pytanie "co u nich słychać ? " Potem pojawiła się przed tobą twoja siostra, która zaprosiła cię do jej gabinetu.

-Co słychać siostra? Chcesz kawę?

-Wszystko dobrze, ja nie chce, ale możesz ją zanieść do mojego wspólnika. Jest w tamtym pokoju, jakbyś mogła tam iść ?

-Jasne.-uśmiechnęłaś się biorąc jedną z kaw.Zapukałaś do drzwi po chwili słysząc odpowiedź. Wchodząc do środku zobaczyłaś wielki fotel, zasłaniający postać siedzącą na nim. Położyłaś picie witając się z nieznajomym.

-Dzień dobry, przyniosłam kawę.- uśmiechnęłaś się plącząc ręce z tyłu.

-Znowu kawa? - mężczyzna mówił to odwracając się w twoją stronę. Przed tobą pojawił się kolejny raz w tym samym dniu Changjio.

-Myślę, że jesteśmy na siebie skazani. Wciąż cię spotykam.-zaśmiałaś się patrząc na osobę która szybko się uniosła z miejsca.

-Najwyraźniej tak.-potarmosił włosy z tyłu głowy.-Co tu robisz?

-Przyszłam pomagać siostrze i przyniosłam ci kawę.

-Dziękuje. Zobaczymy się potem?

-Tak, teraz idę układać papiery.-wróciłaś do swoich zadań. Cały dzień, który poświęciłaś na pomocy siostrze nie był taki zły, wszystko co robiłaś stawało się z każdą minuta przyjemniejsze odkąd widziałaś współpracownika swojej siostry. Nie ukrywajmy podobał ci się. W głowie miałaś cały czas jego pytanie "Zobaczymy się potem?", niestety nic z tego nie wyszło, wydawał się wobec ciebie stanowczy i starający cię unikać. W kolejnych dniach przychodziłaś do biura codziennie jednak bez skutku, wszystko co do ciebie powiedział to "cześć". Przynosiłaś mu kolejne porcje twojej ulubionej kawy, jednak zdawało ci się, że nie chce cię widzieć. W końcu już nie wytrzymałaś, musiałaś zadać mu pytanie dlaczego cię unika.Z hukiem weszłaś do pomieszczenia, w którym się znajdował.Zapytałaś się go o nurtujące cię pytanie, po czym usłyszałaś odpowiedź, iż teraz ma naprawdę dużo pracy i masz poczekać na niego jak skończy. Zdenerwowana opuściłaś miejsce, w którym przebywałaś.Po kilku godzinnym czekaniu w końcu chłopak pojawił się przed tobą, łapiąc cię za rękę i podążając do przodu. Wyprowadził cię z budynku idąc do pobliskiego parku.

-Bardzo Cię przepraszam, że nie poświęcałem tobie czasu, ani uwagi, ale to spotkanie, które będę miał jutro zadecyduje czy wciąż będę tu pracować czy nie. Jak tylko to się skończy dopilnuje, że ci to wynagrodzę. Podobasz mi się i to się nie zmieni, więc bądź spokojna -podszedł do ciebie łapiąc twoją głowę i całując w czoło, po czym odszedł wracając do pracy.Zrozumiałaś, że to nie ty zrobiłaś błąd po prostu  bardzo się martwi o przedłużenie umowy w firmie. Postanowiłaś, że na czas jego pracy nie będziesz stawała mu na drodze i ograniczysz spotkania z nim. Wieczorem gdy już leżałaś w łóżku, cieszyłaś się ponieważ miałaś nadzieje, że gdy  go jutro zobaczysz  ucieszy się na twój widok i będzie tak jak dawniej.  Następnego dnia po południu poszłaś zobaczyć się z siostrą no i oczywiście chciałaś sprawdzić jak ciemnookiemu poszła rozmowa. Szukając go wzrokiem nigdzie nie mogłaś go ujrzeć. *Może wyszedł wcześniej* Siedziałaś w biurze do jakieś dwudziestej czekając na chłopaka. Nie zjawił się. Zmęczona i senna poszłaś do parku przed wieżowcem. Siadając na ławce zobaczyłaś smutnego bruneta patrzącego się w chodnik. Zauważając go podbiegłaś do niego kucając przed nim. 

-Co się stało? Miałeś czekać na mnie w biurze, siedzę tam od rana zastanawiając się jak ci poszła rozmowa.

-Rozmowa?-popatrzył ci w oczy nie zwracając już uwagi na kafelki za tobą. 

-No o pracę.

-Aaa.. wciąż jestem szefem.

-To czemu zamiast świętować siedzisz tutaj i jesteś smutny ?-usiadłaś koło niego. 

-Moja mama jest chora, leży teraz w szpitalu. To wszytko przeze mnie. W te parę dni kiedy myślałem tylko o etacie zaniedbałem wszystko wokół siebie. Nie miałem pojęcia, że potrzebuje mojej pomocy, całymi dniami i nocami przesiadywałem w biurze, nawet się nie zastanawiając jak bliscy mi ludzie teraz się czują. 

-Przestań!- uścisnęłaś go na tyle mocno, że chłopak nie mógł złapać tchu.-Powinieneś teraz być przy niej, a nie użalać się na ławce i obwiniać siebie. Postąpiłeś jak dzieciak, to prawda, ale czasu nie da się cofnąć. Idź do mamy do szpitala, posiedź z nią, porozmawiaj. Na pewno poczuje się lepiej w twojej obecności. 

-Cieszę się, że tamtego dnia weszłaś do mojego auta, gdyby nie to nie siedzielibyśmy tu razem. Pójdziesz razem ze mną do szpitala?

-Ale czy to nie będzie dziwne? Przecież nie jestem kimś z rodziny. 

-Jak to nie jesteś? Przecież oficjalnie moja mama może uważać cię za synową.-zaśmiałaś się słysząc te słowa. Changjo złapał cię za rękę. Odwiedziliście jego mamę, po kilkakrotnej wizycie w szpitalu kobieta czuła się lepiej. Zostałaś nawet zaproszona na obiad, jego bliscy traktowali cię jako członkinie ich rodziny. Non stop spędzałaś czas ze swoim chłopakiem. Oficjalnie zaczęłaś pracować w biurze, codziennie przynosiłaś brunetowi kawę, która w dziwnych okolicznościach po chwili znikała.  Za dwa dni miały być twoje urodziny. Azjata dzisiejszego wieczoru zaprosił cię do siebie. Wystroiłaś się zakładając zwiewną i bardzo słodką sukienkę. Zapukałaś do środka, mężczyzna otworzył ci po czym wpuścił cię do domu. Usiadłaś na kanapie. Rozmawialiście gdzie chciałabyś świętować swoje urodziny. Opowiedziałaś mu, że co roku urządzałaś dwa razy przyjęcia, ponieważ w pierwszy dzień spędzałaś go z tatą, a w drugi z innymi. Kiedyś gdy jeszcze byłaś mała zawszę przejmowałaś się opinią taty, byłaś małą córeczką tatusia, jednak po tym jak sam wybrał ci kandydata na męża, a ty odmówiłaś, wszystko się zmieniło. 

-Zamknij oczy.-powiedział siedząc przed tobą. Zaczęłaś się stresować, w głowię miałaś przeróżne myśli, że chłopak naglę cię pocałuję lub rzuci się na ciebie jak głodny pies, jednak on zaczął śpiewać ci urodzinową piosenkę, otworzyłaś powoli oczy patrząc na niego niosącego w rękach tort z truskawkami i rozpalonymi świeczkami. 

-Pomyśl życzenie.- z powrotem zamknęłaś oczy wypowiadając swoje małe zachcianki.-Chciałabym,aby..-chłopak dotknął twoich ust, dotykaliście swoich nosów, pocałunek zaczął być coraz głębszy. Ssałaś jego górną wargę, kiedy chłopak łapał cię w pasie. Po tym wydarzeniu przytuliłaś się do niego szepcząc mu do ucha "dziękuję". Robiło się późno, zjadłaś z nim kawałek tortu po czym wyszłaś udając się do swojego mieszkania. Chłopak sprzątając ze stołu zauważył mały notesik leżący na ziemi. Najpierw się zaśmiał.-Znowu zostawiła u mnie swoje rzeczy.-Podniósł przedmiot otwierając go na jednej z kartek, tam zobaczył zdjęcie ciebie z twoim tatą, obok tego widniał opis dnia. Były to twoje urodziny, co roku gdy go z nim świętowałaś udawałaś się do wesołego miasteczka, wsiadałaś na karuzelę przyglądając się jak gwiazdy na niebie mrugają robiąc się coraz jaśniejsze. Mężczyzna postanowił odnowić wspomnienia i specjalnie z okazji twoich urodzin wynajął wesołe miasteczko. Nie była to mała kwota, ale według niego byłaś warta jeszcze więcej. W końcu dobiegł czas twoich urodzin. Changjo uprzedził cię tylko, żebyś na ten dzień nie robiła sobie planów. Weszliście do wesołego miasteczka, biegłaś na wszystkie kolejki. Chłopakowi robiło się nie dobrze, ale cały czas wchodził z tobą na kolejne, przyglądając się twojemu szerokiemu uśmiechowi. Wygrał nawet dla ciebie misia, nie był z byt duży, ale nawet to i lepiej, bo zmieścił się do twojego małego plecaczka. W końcu wybiła godzina twojego urodzenia. Brunet zaprowadził cię do miejsca,w którym co roku spędzałaś czas ze swoim ojcem , nagle z ciemności zapaliły się światełka z karuzeli, która zaczęła się kręcić, przed wejściem na nią widniał wielki napis "WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ________!"Byłaś wzruszona, łza spłynęła ci po policzku, przytuliłaś mocno chłopaka nie chcąc go puścić. 

-Dziękuję ci bardzo, jesteś najwspanialszym chłopakiem jakiego miałam!

-Skoro już tak mówimy sobie prawdę to ja też chciałbym cię o coś prosić, wiem jak bardzo lubisz kawę, ale nie przynoś mi jej już więcej.-zaśmiał się.-Tak na prawdę nigdy jej nie lubiłem, ale piłem ją ze względu na ciebie, bo miałaś wymówkę, żeby do mnie przychodzić i mi ją dawać, w tedy mogłem cię widzieć, nawet jeśli ciężko pracowałem.-Po tym kiwnęłaś głową i razem z chłopakiem udaliście się na karuzelę, patrząc w niebo i przyglądając się milionom gwiazd.




czwartek, 24 lipca 2014

Suho - Flower

      Scenariusz pisany z mojej perspektywy, ponieważ jest mi tak wygodniej pisać. :) Oczekujcie następnego scenariusza w połowie sierpnia, bo razem z Lin jedziemy w piątek na obóz! :) Dziś scenariusz z Suhaczem, ale przez najbliższe miesiące nie napisze nic z którymś z chłopaków z exo, chyba, że Lin Young.



   Nie wiem czemu było to dla mnie takie trudne...Starałam się iść noga za nogą, ale wciąż się potykałam lub gibałam. Ha ha, ten chodnik jest taki nierówny...Swoją drogą muszę powiedzieć mamie, że to ja przed wyjściem stłukłam lustro w przedpokoju, ale to przez SooYeon, która po mnie przyszła i mnie na nie popchnęła, wówczas, kiedy ja trzymałam wielki dzban ze szkła.

- Sia la la la - Zaczęłam śpiewać z MinYoung, która złapała się mnie za ramie. Lekko pochyliwszy się w przód beknęłam, czym wywołałam śmiech całej reszty.
- Ej - Odezwała się Yuri, zatrzymując się w miejscu z dłonią przy ustach. - Stop! - Krzyknęła stając na nogach w rozkroku i podnosząc ręce do góry. - Wciąż się gibała to na lewo, to na prawo. Reszta dziewczyn, w tym ja, zwróciłyśmy na nią uwagę.
- Chciałam powiedzieć, że was koch- beknęła - kocham was. - Poprawiła się i na jednej nodze zaczęła nisko podskakiwać w stronę jakiegoś budynku.Albo się wygłupiała, albo nachlała jak świnia, bo nawet teraz nie umiała porządnie stanąć na dwóch kończynach.

  Dzisiejszego wieczoru, około dwudziestej, wszystkie spotkałyśmy się przy jednym z seulskich klubów. Był piątek, a naszych rodziców, jakimś dziwnym sposobem wszystkich, nie było w domu. Więc jako, że chciałyśmy posmakować nocnego życia, postanowiłyśmy wybrać się na imprezę. Mnie samej jakoś to nie przekonało. Oczywiście raz na jakiś czas mogę się wybrać na taką zabawę, ale jakoś nie przekonuje mnie to, żeby każdego wieczoru upijać się do nieprzytomności. Właśnie tego wieczoru oblewałyśmy urodziny Yuri.
 Z mojego zamyślenia wyrwały mnie dźwięki i odgłosy typu "bleee" lub "buaah", więc zaciekawiona kto je robił spojrzałam się w stronę skąd dochodziły. Właśnie tego się obawiałam przed wyjściem, a mianowicie ujrzenia którejś z dziewczyn wymiotującej pod jakimś szarym murem. Gdybym nie była pijana od razu rzuciłabym się jej na pomoc i zapytała "Czy wszystko w porządku?", jednakże nie jestem, poszłam do jubilatki, wcześniej wymijając się z MinYoung, która szła w pomocy do SooYeon.

- Yuri - Powiedziałam melodyjnie przedłużając jej imię. Dziewczyna spojrzała na mnie lekko przekrwionymi oczyma. Wodziła za mną wzrokiem, gdy ja szłam w kierunku jakiegoś balkonu, znajdującego się na parterze w dziesięciopiętrowym wieżowcu. Mocno chwyciłam za barierkę, a jedną stopę wsadziłam pomiędzy metalowe szczebelki.  Nabrałam siły i odepchnęłam się od ziemi. Zgrabnie przerzuciłam jedną i drugą nogę tak, że na niej siedziałam. Zeszłam z niej i wzrokiem zaczęłam wodzić po parapecie, na którym znajdowały się różne odmiany kwiatów.Jednak moje zainteresowanie zyskała żółta nasturcja, która znajdowała się pomiędzy jej koleżankami w kolorze czerwonym. Kilkuminutowe przyglądanie się tym roślinkom lekko mnie wytrzeźwiło. Ktoś, kto tu mieszka musi naprawdę kochać ogrodnictwo. Ucisnęłam rękę w pięści na zielonej łodyżce i pociągnęłam do góry, by ją wyciągnąć. Odwróciłam się od poręczy i wyciągając dłoń z owym kwiatem, nachyliłam się nad nią. Yuri, w czarnej, kusej sukience, podeszła do mnie. Uśmiechnęła się do mnie, a ja wręczyłam jej mój prezent, którego wcześniej nie otrzymała.
  Z powodu niezbyt ciekawej sytuacji finansowej, nie miałam jak i za co kupić jej naprawdę fajnego prezentu. Dlatego był nim mój kwiatek, a przedwczoraj przyszła do mnie na nocowanie i spędziłyśmy miło czas na słuchaniu muzyki, czasem do niej tańcząc.

-Dziękuje - Powiedziała jubilatka wdychając zapach rośliny.
- Cała przyjemność po mojej stronie - Odpowiedziałam nadal będąc w zgięciu. Barierka niefortunnie wbijała mi się w brzuch, ale pomimo tego było mi wygodnie.  Dlatego postanowiłam tkwić w takiej figurze.
- A po mojej nie - Odezwał się nieznany głos.  Męski.  Myślałam, że moja głowa wystawia mnie na próbę i chce pokazać, że na dziś wypiłam za dużo alkoholu. Jednak, gdy niedaleko moich pośladków poczułam coś innego od razu się wyprostowałam. Odwróciłam się w stronę wejścia na balkon i momentalnie odskoczyłam wpadając na metalową rurę. Przede mną stała postać. Postać młodego mężczyzny, ledwo po dwudziestce. Był ode mnie, może, o połowę głowy wyższy. Nie chcąc i bojąc się coś do niego powiedzieć, bo w końcu heloł... Jest druga w nocy. Chwyciłam się metalowego czegoś i już chciałam zeskoczyćz jego "posiadłości', ale zatrzymała mnie jego zimna ręka.
- Nie tak szybko  - Zacisnął dłonie wokół mojego przedramienia. - Czemu zerwałaś kwiatka z mojej doniczki? Wiesz, że mogę nasłać policję?
- Ha ha, nie bądź śmieszny... Z powodu głupiego kwiatka?- Zaczęłam chichotać. Ten chłopak, albo próbował udawać śmiesznego, albo naprawdę był głupi.Odwróciłam się do niego plecami, ale nie zauważyłam żadnej z dziewczyn.
- Kurde - Przeklęłam je w myślach, mówiąc to pod nosem.To one będą odpowiadać w sądzie, jak ten koleś mnie zgwałci  i porzuci w lesie. O co mu w ogóle chodzi? Ponownie stałam z nim twarzą w twarz. Oparta na jednej nodze, zaplotłam ręce na piersi i spojrzałam na niego.
- Co chcesz?
- Zasadź mi tego kwiatka - Oparł się o parapet przeszywając mnie na wylot. Pod wpływem jego spojrzenia odwróciłam wzrok na brązową doniczkę.
- Chyba sobie jaja robisz.W ogóle to czy ty nie powinieneś spać o tej godzinie? - Spytałam. - Najwyraźniej nie, tylko po nocy stoisz przy oknie i patrzysz czy nikt nie kradnie ci roślin. - Odpowiedziałam sobie sama.
- To nie twoja sprawa, zasadź mi tego kwiatka! - Podniósł głos wyraźnie zniecierpliwiony. Zrobił krok ku mnie. Znalazł się w świetle pobliskiej latarni. Mocno rozjaśnione włosy spadały na jego oczy, przez co, co chwile je poprawiał. Miał na sobie szarą bluzę z kapturem i cienkie niebieskie spodenki do kolana. Nie miał butów, bo po co komu do noszenia po domu.
- A skąd mam ci go wziąć?! Przecież Yuri go zabrała! - Wykrzyczałam, żeby w końcu zrozumiał. Nie wiem czy był głuchy, czy nie mył uszu, ale chyba nie ogarnął co do niego mówiłam.
- Teraz to mnie nie obchodzi. Masz mi zasadzić tą nasturcję. - Nakazał, a potem złapał mój nadgarstek i pociągnął do drzwi prowadzących do jego mieszkania.
- Co ty robisz? Zostaw mnie! - Zaczęłam się szarpać i kopać jego nogi. Chłopak lekko zgiął kolana pod wpływem mojej stopy, ale mnie nie puścił. Trzymał mocno, przez co przeszkadzał mi w ucieczce od niego. Co on sobie myśli? Zapierałam się, aby zająć mu jak najwięcej czasu do doprowadzenia go do salonu.
- Jezus, no chodź! - Wydarł się na mnie. Nabrał siły i zdecydowanym ruchem pociągnął mnie na tyle daleko, że wylądowałam na środku pokoju - siedząc na brązowym dywanie.
- Po co mnie tu wciągnąłeś? - Zapytałam bardziej spokojnie Koreańczyka, który właśnie zamykał balkon.
- Proste. Zostaniesz tutaj do rana i wtedy pójdziemy do sklepu, kupisz mi kwiatka i mi go zasadzisz. - Powiedział podchodząc do jasno-drewnianej szafy.
- Co? Ja wychodzę.- Żwawo wstałam z siadu i poprawiłam bluzkę. Zaczęłam iść (chyba) w stronę korytarza, ale przerwał mi jego głos.
- Nigdzie nie wychodzisz.- Poczułam jego rękę na swoim barku i lekkie pociągnięcie, tak, że cofnęłam się o kilka kroków. Chłopak mnie wyprzedził i zamknął drzwi na klucz. Kiedy to zrobił, nie ukrywam, wystraszyłam się. Pierwszy raz go widzę, jest noc, a on zamknął mnie w jednym ze swoich pokoi. Ale chyba zapomniał, że jest tutaj balkon, więc kiedy stąd wyjdzie i mnie tu zostawi, ja z niego po prostu wyskoczę. Ciemnooki rzucił we mnie kocem i poduszką, którą przed chwilą wyjął z mebla.
- Ale my się nawet nie znamy...- Jęknęłam cicho.
- Jak masz na imię?- Zapytał blondyn odwracając się do mnie, kiedy ja siadałam na niewielkiej kanapie. Zmarszczyłam brwi.
-_____ - Powiedziałam niepewnie. Przecież w pięć minut się nie poznamy.
- A ja JunMyeon, miło mi.- Odpowiedział lekko przymykając drzwi od pomieszczenia. Najwyraźniej szedł do swojej sypialni. Cwaniacko się uśmiechnęłam, myśląc, że za niecałą godzinę się z nim pożegnam. - Widzisz, już się znamy.- Dodał trzymając za klamkę.-A, i nie myśl sobie,że nie będę słyszał jak będziesz chciała wyjść balkonem, albo drzwiami głównymi. Mam bardzo dobry słuch, więc ci to nie wyjdzie.

   Nie miałam się w co przebrać, więc zostałam w samej bluzce, która miała dać pozory, że jednak spędzę tu noc. Spodnie położyłam pod kanapą razem z butami. Tunika, którą jakimś cudem udało mi się wkasać w czarne rurki zakrywała moje majtki. Zgasiłam światło i położyłam się dając mu do zrozumienia, że już odpłynęłam. Niestety alkohol, który wypiłam jakieś półtorej godziny temu wciąż we mnie buzował, więc gdy moja głowa dotknęła miękkiego jaśka, powieki stawały się ciężkie. Nie _____, nie możesz zamknąć oczu! Krzyczała moja podświadomość, tym samym budząc mnie z przymulenia. Nogami odtrąciłam otulającą mnie kołdrę i usiadłam w siadzie skrzyżnym. To była męczarnia. Stanęłam, i na paluszkach, najciszej jak umiałam, podeszłam do drzwi, aby upewnić się, że spokojnie mogę stąd uciec.
 Pomimo tego, że go nie znałam, nie odczuwałam jakiegoś niepokoju. Blondyn mimo iż pokazał mi swoje kwiatowe uniesienie, wyglądał dosyć miło i sądzę, że byłby dobrym przyjacielem. Ostrożnie uchyliłam wrota, patrząc przez szparę, która się utworzyła. Było ciemno, więc mogłam stwierdzić, że nie będzie mnie słyszał, ponieważ zrobię to prędko i cicho. Kiedy byłam już w połowie drogi do wyjścia ewakuacyjnego, zakręciło mi się w głowie, dlatego natychmiast obiema rękoma złapałam się za skronie, cicho wpuszczając powietrze przez zęby. Kiedy ból minął zgarnęłam szybko jeansy i podeszłam do białej klamki. Z pionu ustawiłam ją poziomo, dzięki czemu drzwi były otwarte, ale również wydały z siebie dość głośny dźwięk. Zamknęłam oczy modląc się, żeby tego nie usłyszał. Nie tracąc więcej tej nocy, zrobiłam duży krok i już miałam zakładać nogę na barierkę, kiedy usłyszałam jego głos.
- _____, czyżbyś chciała uciec? - Zapytał. Miałam plan, żeby go olać i przeskoczyć przez przeszkodę jak gazela, jednak wiedziałam, że jest ode mnie szybszy i silniejszy, dlatego zanim ja bym przerzuciła obie nogi na drugą stronę on już czekałby na mnie na dole. - I to jeszcze w samej bluzce? Ubrałabyś się chociaż... Poza tym zostawiłabyś u mnie obcasy. - Pokazał na parę czarnych szpilek w rogu salonu. Zupełnie zapomniałam o tym, że jedyne co zasłania mój tyłek to czerwone majtki, które kupiła mi moja mama. Ostatecznie stałam na balkonie o trzeciej w nocy w samych majtkach, zgrabiona, żeby przedłużyć bluzkę, by zasłoniła co nie co; a Koreańczyk stał na przeciwko mnie w salonie w bokserkach z napisem " Jestem seksi" ( serio? ) i bluzce na ramiączka w jednym z odcieni brązu. Włosy miał w nieładzie, przez co słowa na jego bieliźnie zaczęły mówić prawdę. W tym momencie stał się dla mnie bardzo przystojny. Moi rodzice nie byliby zadowoleni,  a koleżanki umierały z zazdrości dowiadując się, że po godzinie znajomości oboje widzieliśmy siebie bez spodni.
- To może ja wejdę. - Powiedziałam lekko speszona widząc, że auta, które tu przejeżdżały widziały mnie w takim, a nie innym stanie. Nachylając się w jego stronę, wskoczyłam w rurki i spojrzałam na niego. W jego oczach odbijał się blask ulicznych lamp, a on przyglądał mi się równie tak samo jak ja jemu.
- Chodź. -  Powiedział łagodnie, nie urywając kontaktu wzrokowego. Chciałam spytać, czemu mnie nie wypuści, ale już znałam na to odpowiedź. Stwierdziłam, że owy chłopak nic mi nie zrobi. Nie był jakoś umięśniony, a nawet jeśli, to ja też miałam siłę.  Mój ojciec był trenerem boksu, więc gdy byłam mała uczył mnie podstawowych ruchów plus uczęszczałam na zajęcia samoobrony.  Wzięłam swoje obuwie i poszłam za Azjatą. Przeprowadził mnie przez kremowy przedpokój. Otworzył przede mną drzwi, więc weszłam jako pierwsza.
- Nie chcę, żebyś znów uciekła. W nocy jest nieprzyjemnie, a ja nic ci nie zrobię. Lepiej, żebyś spała u mnie, wtedy będę cię miał na oku. - Chłopak wyszedł z sypialni, a ja, że byłam ciekawska poszłam za nim. Chciałam zobaczyć po co poszedł. Jednym okiem wyjrzałam zza framugi. Jak się okazało blondyn szedł do drzwi wejściowych, aby przekręcić w nich zamek. Usłyszałam dźwięk sms-a swojej komórki. Sięgnęłam po nią, żeby zobaczyć kto normalny pisze o trzeciej w nocy, chodź domyślałam się, że to jedna z moich przyjaciółek.

Od : SooYeon
Do : ______
Gdzie ty jesteś? Wszystko w porządku?

 Nie myśląc dłużej czy mam odpisywać puknęłam na ekran, by ukazała się klawiatura. Sprawnie wystukałam "Jestem u tego chłopaka. Spokojnie, nie jest agresywny. Powiedziałam mu, że tego kwiatka zasadzę mu rano, a teraz pozostanę u niego, bo sama nie będę wracać w nocy." Literki mi się mieszały, głowa pobolewała, a stopy wciąż bolały od kilkugodzinnego noszenia szpilek. Usiadłam na dywanie, opierając się o niebieską ścianę. Chciało mi się spać, ale z drugiej strony miałam ochotę potańczyć. Nigdy więcej nie pije nic innego oprócz piwa i wina.
- Czemu siedzisz na podłodze? - Spytał chłopak, kiedy wchodził do pomieszczenia w którym się znajdowałam.
- O, JunMyeon, wystraszyłeś mnie. - Przestraszył mnie swoją nagłą obecnością. Wstałam podpierając się o ścianę. - Rozbolała mnie trochę głowa.
- Chcesz tabletkę? Ostatnio też miałem z tym problem, więc zostało mi kilka. - Pokiwałam głową i znów zostałam sama. Podeszłam do jego biurka. Lampka, komputer, książka i ramka ze zdjęciem. Chwyciłam ją w dłonie, ale wcześniej sprawdziłam czy idzie. Był tam dwie osoby na górskim tle. Pierwsza była podobno do chłopaka, u którego jestem teraz w mieszkaniu. Zaś druga to dziewczyna. Również Azjatka, czarne warkocze sięgały jej aż do żeber. Ubrana była w zwiewną, zieloną sukienkę, obejmowała JunMyeon'a. Czyżby to była jego dziewczyna? Co prawda Koreańczyk miał wtedy ciemną grzywkę i wyglądał na młodszego, ale gdyby jej nie miał to po co miałby trzymać ich wspólne zdjęcie? Kiedy usłyszałam stawiane na meblu kubki, a koło nich małą, białą tabletkę; od razu odłożyłam nieswoją rzecz.
- Sorki, nie chciałam. Ja po prostu, byłam ciekawa kto tam jest. Kto stoi koło ciebie. - Zaczęłam się tłumaczyć. Nie chciałam, żeby uważał mnie wścibską dziewczynę w dodatku, że przez sytuacje, która miała miejsce kilka minut temu. To jak jego oczy błyszczały, zaczął mnie pociągać. Byłoby mi smutno, gdyby okazało się, że to jego miłość.

- Nic się nie stało, ale następnym razem po prostu zapytaj.  - Wysłał mi blady uśmiech. Poszedł w kierunku łóżka stojącego za mną i opadł na nie.
- Nie muszę pytać, zapewne to ktoś ważny w twoim życiu. - Spojrzałam na niego, kiedy sięgałam po lek. Koreańczyk przytaknął. - Jak ma na imię twoja dziewczyna? - spytałam. A jak, co mi szkoda.  Pewnie i niestety go już nigdy nie spotkam, więc muszę być odważna i walić prosto z mostu.
- Nieee, to nie moja dziewczyna. - Zaprzeczył, pocierając o siebie dłonie i opuszczając dłonie w cichym uśmiechu. Zdziwiłam się.
-To kto? Na twoją matkę mi nie wygląda. - Zażartowałam, po czym zaczęłam się śmiać. I tak chwilę później przestałam widząc kamienną minę mojego towarzysza. - Sory, najwyraźniej alkohol jeszcze we mnie płynie. - Klapłam koło niego.
- To jest Jimin. Była jedną z opiekunek w domu dziecka, w którym się wychowałem. - Ręką przejechał po swojej twarzy. - W sumie to nie wiem, po co ci to mówię. Znamy się jakieś sześćdziesiąt minut, a ja już opowiadam ci moją gorszą historię. - Wstał do pionu, kręcąc się w różne strony. - Tak na prawdę nie chcę ci tego w ogóle mówić, ale to jak na mnie patrzysz i  to jak ja cię widzę...Po prostu, nie mogę ci odmówić. - Głos stopniowo zniżał. Jednak dzieląca nas cisza pozwalała mi na dokładne usłyszenie tego, czego niezbyt chciał i wstydził się przyznać. W mojej głowie pojawił się mętlik. - Nie żeby go wcześniej nie było, ale nie wiedziałam co odpowiedzieć.  Znacząco odkaszlnęłam, aby pokazać mu moje... zawstydzenie?
- Nie ważne. - Powiedział szybko i zbyt głośno, bo moja głowa dała mi jeden, mocny cios. - ______, dobrze się czujesz?
- Tak, jest ok. Ale nie mów tak głośno. Może połóżmy się już spać, jeśli nie chcesz mnie wypuścić.
- Musisz się z tym pogodzić. - Chłopak posłał mi ciepły uśmiech.
- Już się z tym pogodziłam, ale tylko troszeczkę. - Również się uśmiechnęłam i na słowo "troszeczkę" pokazałam charakterystyczny do tego gest na palcach.
Miałam ochotę poprosić, aby opowiedział mi więcej o swoim dzieciństwie, ale po tym co przed chwilą powiedział miałam wątpliwość. Nie mógł mi się oprzeć, dlatego mi to powiedział...Ale tak naprawdę tego nie chciał. Postanowiłam olać swoje zainteresowanie i pobyć w ciszy.
Najwyraźniej nie pasowało to blondynowi, bo zaczął pytać się mnie o nazwisko, zainteresowania, co właściwie robię w Korei i inne.

- Masz. - Zwrócił się do mnie, podając mi kołdrę, która została w dużym pokoju. - Pomimo tego, że wiem, że już nie uciekniesz to ja i tak będę spał na podłodze przy drzwiach, a ty zajmij moje łóżko.
- Ale...-
- Nie ma żadnego ale, ty jesteś moim gościem, więc nie będziesz spać na ziemi. - Powiedział rozkładając gruby, zielony koc na panele.
- No, ale...-
- Koniec konwersacji, możemy porozmawiać o czymś innym. - Rzucił poduszkę na jeden koniec materiału i nie wiem po co, usiadł na niej.
- Jasne... Więc zamieńmy się miejscami do spania. - Chłopak słysząc moją propozycje z pozycji leżącej wstał do siadu i spojrzał na mnie karcącym wzrokiem.
- Czego nie rozumiesz w zdaniu "Koniec konwersacji"? - Zapytał z uśmiechem i wstał, podszedł do mnie kucając kilka centymetrów przed moimi kolanami. - Tak jak było przed chwilą będzie idealnie. Ty się wyśpisz, ja... chyba też i będziemy zadowoleni, a teraz jestem naprawdę zmęczony, bo miałem nockę w pracy i moim marzeniem jest sen, więc połóżmy się, ok? - Pokiwałam głową na zgodę. Koreańczyk  powrócił na swoje wcześniejsze, a ja ze zrezygnowaniem i naburmuszeniem pochyliłam się do tyłu, by wygodnie ułożyć się na miękkim materacu. W miarę równym czasie oboje nakryliśmy się kołdrą. Położyłam się po lewej stronie, dlatego miałam dobry widok na skośnookiego, który odwrócił się ode mnie plecami. Postanowiłam zasnąć na lewym boku. Pierzynę zawinęłam między nogi, a jeden z rogów złapałam w dłoń. Było mi miło, ciepło i wygodnie, jednak to nie tuliło mnie do snu. Myślałam nad tym czy blondynowi było źle w sierocińcu. Czy miał tam przyjaciela, prócz tej niani. Ciekawiło mnie całe jego życie. Chłopak, którego poznałam niecałe dwie-trzy godziny temu, miał jedynie dobre intencje.
Ma rodzeństwo? Co z jego rodzicami? Oprócz ogrodnictwa, co go interesuje? Gdzie pracuje? Kim chciałby zostać w przyszłości? Ma jakieś talenty? Było masa pytań jakie chciałam mu zadać, ale po głębszym zastanowieniu się, stwierdzałam, że to nie miałoby sensu. Rano kupie mu tą nasturcję, a gdy ją zasadzę, będzie po kłopocie. Pożegnam się z nim i każdy pójdzie w inną stronę.
Co ja w ogóle gadam? Nie, nie będzie dobrze, bo on na prawdę mi się spodobał. Nawet gdy nie poprosi o numer to któregoś dnia, przyjdę niezapowiedzianie, ale normalnie, drzwiami. O! Albo znów wyrwę kwiatka. Moje rozmyślenia wzięły nade mną górę, dlatego w ogóle nie zwróciłam uwagi na to, że non stop się wiercę.
- Nie możesz zasnąć? - Spytał Jun Myeon zaspanym głosem odwracając się w moją stronę.
- Tak jakby. - Powiedziałam cicho. - Nie możemy się po prostu zamienić?
- Nie. - Odpowiedział stanowczo, ale nadal przyjaźnie. Wiedziałam, że tak łatwo nie odpuści, więc w głowie szybko wymyśliłam jakby tu go udobruchać i wrzucić na to łóżko.
Nie lubiłam jak ktoś musiał czuć się niewygodnie, gdy w tym czasie ja miałam bardzo komfortowe miejsce.
- No to...- Wahałam się. Nie wiedziałam czy to zaproponować, czy to nie wyjdzie dziwnie. Zauważyłam, że patrzył na mnie z cierpliwością. - Pomyślałam sobie, że...Ale to jest dziwneee.... - Zajęczałam poprawiając kołdrę. Blondyn nic nie mówił, ale wiedziałam, że nic nie powie. - No jeśli ty nie chcesz, żebym spała na podłodze, a ja nie chcę, żebyś spał tam gdzie teraz leżysz to oboje możemy spać na łóżku. Materac jest duży, a mi to chyba nie przeszkadza. - Powiedziałam z małą gulą w gardle.
- Może? - Powtórzył. - To przeszkadza ci czy nie? - Spytał wydostając się spod pierzyny.
- No... nie przeszkadza. - Odpowiedziałam, drugie zdanie mówiąc ciut odważniej. Chłopak jak na zawołanie wstał i zebrał cały bałagan z paneli i położył go niedaleko mnie. Uniosłam się na łokciach, aby lepiej widzieć co robi. W mojej głowie było jedno pytanie. Czy ja mu się podobam? Tego niestety nie wiedziałam, mogłam tylko przypuszczać. Było mi to trudno określić, bo blondyn niby mi coś powiedział, ale po ostatnim zdaniu już nic takiego nie zrobił. Ułożył wszystko na swoim miejscu, tak, że mieliśmy dwa oddzielne nakrycia. Oboje leżeliśmy na plecach, nikt nic nie powiedział, oboje zapatrzeni w zupełnie nieinteresujący, biały sufit.
- Chciałabym cię o coś zapytać. - Powiedziałam. Blondyn przekręcił do mnie głowę, aby pokazać mi, że słucha. - Ale nie patrz się na mnie, bo się wstydzę. - Dodałam szybko, dzięki czemu Azjata powrócił do wgapiania się w ścianę z lekkim uśmiechem. Zapewne śmiał się ze mnie.
Brzuch dosyć dziwnie mi drżał, a ja czułam się jakbym miała do siebie przyczepioną bombę, która denerwująco tyka i zaraz ma wybuchnąć. - Chciałbyś się ze mną jeszcze kiedyś spotkać? Wiesz...Tak na kawę, za dnia.
- Czemu by nie... - Odpowiedział z odczuwalną radością. Sama się do siebie uśmiechnęłam. Dumna z tego, że odważyłam się zapytać i szczęśliwa, że on też chcę się spotkać.

  Nocna lampka powoli stawała się zbędna, ponieważ zza zasłony zaczęły przedostawać się pojedyncze promyki rażącego słońca. Nie mam pojęcia ile już tak leże, ale razem z JunMyeon'em nie śpimy od kilku godzin. Leżymy w ciszy, czasem zerkając na siebie i wymieniając się uśmiechami.
- Powinniśmy iść spać. - Zachęcił Suho. Zgodziłam się. Jedną ręką poprawiłam upijającą mnie poduszkę i powoli zamknęłam oczy.
- Możesz wyrywać mi te kwiatki z balkonu. Ile chcesz, wyrywaj do woli. Jeśli to ma sprawić, że będziemy się częściej spotykać. - Wyrwał mnie jego kojący głos z pół-snu.

~Rin