środa, 10 września 2014

Eli - Doktor +18

  Razem z Lin Young postanowiłyśmy, że podzielimy się zamówieniami; gdyż wyszło ich więcej niż byśmy tego chciały. (Miało być 10, a wyszło 18...) Niby nie dużo, ale my w miesiącu dodajemy po trzy scenariusze, a nie więcej. Pozwoliłam sobie, że zrobię +18, bo nikt dawno mnie o niego nie prosił. xD One shot dla Sashikee. Nie jesteś zła, prawda? xD Możliwe, że są błędy.



 - To będzie twoje łóżko - Powiedziała do ciebie starsza kobieta w białym ubraniu, zwana pielęgniarką, która pokazała na materac pod oknem. Oddział kardiologiczny, na którym leżałaś już nie pierwszy raz, był bardzo zaludniony. Nie mieli dla ciebie miejsca w normalnych salach, dlatego trafiłaś do mniejszej, trzyosobowej. Co pół roku przychodziłaś tutaj na tygodniowe badania. Standardowe procedury: monitorowanie na noc, EKG, echo, 24-godzinny holter. Minęło trzy lata, kiedy przeprowadzono u ciebie zabieg. Od tego momentu musiałaś stawiać się w szpitalu w umówionym terminie. Kucnęłaś przy torbie, mając nadzieje, że zdążyć się rozpakować przed przyjściem swojego lekarza prowadzącego. Pojedyncze rzeczy zaczęłaś wkładać do szafki z drzwiczkami koloru zielonego.  Swoje ubrania starannie ułożyłaś na półce, a bardziej przydatne rzeczy wrzuciłaś do szuflady na górze. Na blacie położyłaś komórkę, butelkę wody truskawkowej i jedną z książek, którą chciałaś przeczytać. 
Zauważyłaś, że jedno łóżko jest wolne. Natomiast na drugim, obok poduszki, leżały słuchawki podłączone do laptopa firmy Samsung. Miałaś nadzieje, że twoja nowa koleżanka będzie fajna i w podobnym wieku do ciebie. Ogólnie, rzecz biorąc, powinnaś być już na dorosłym, ale że skończyłaś osiemnaście dopiero osiem dni temu, oddziałowa stwierdziła, że ten ostatni raz jeszcze poleżysz na dziecięcym. 
Kiedy już sprawdzałaś swój telefon, czy ktoś do ciebie nie zadzwonił, w pokoju rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę. - Zza drzwi wyjawił się młody Azjata. Lekko cię to zszokowało, bo nigdy nie widziałaś tu rasy azjatyckiej, a w dodatku lekarza. Zaciekawiło cię skąd się wziął w polskiej służbie zdrowia. Skośnooki napotkał twój lekko zdziwione spojrzenie, ale nie przejął się nim i od razu wszedł do środka pomieszczenia. Wzrok wlepił w twoją kartę zdrowia, którą trzymał w dłoniach i już po chwili zjawił się przy twoich nogach. 
- Witam, nazywam się Kim KyoungJae. Jestem twoim lekarzem prowadzącym. - Podał ci rękę, którą od razu chwyciłaś. Jego dłoń była aksamitna, a zarazem zimna.  Mężczyzna widząc, że się zacięłaś, szybko powrócił do wcześniejszej postury i cierpliwie poczekał, aż znów skupisz się na tym co ma on do powiedzenia.
- A to nie prowadzi mnie już -
- Nie. Ponieważ skończyłaś osiemnaście lat, teraz ja cię przejąłem. - Lekko się uśmiechnął. 
 Po skonsultowaniu wszystkich twoich problemów zdrowotnych i objaśnieniu co i kiedy będziesz miała robione, miałaś nadzieję, że za pięć dni, w piątek, będziesz mogła wyjść do domu. Musiałaś jeszcze przejść się z KyoungJae do sekretariatu, w którym zostawił papiery, które miał ci wręczyć i na dziś - do pory obiadowej - miałaś spokój. 
Wchodząc do swojej sali zobaczyłaś, że twoja nowa koleżanka już leży na łóżku. Ubrana w czarne leginsy, niebieską tunikę i związane włosy w kucyk czytała jakąś lekturę. Oczywiście, że miałaś ochotę ją poznać, ale nie chciałaś przeszkadzać jej w tym co dotychczas robiła. Wtem, przerywając ciszę i szum liści szalejących za oknem rozbrzmiała melodyjny dzwonek twojego telefonu. Żwawo podeszłaś do szafki by ująć go w dłoń i nacisnąć zieloną słuchawkę. Przez tak dynamiczne wejście, niebieskooka spojrzała na ciebie z kamienną miną. 
Może gdy ją bliżej poznasz wyda się milsza z charakteru. 

 Od razu po obiedzie, "piguła" zaprosiła cię na badanie echo, na którym zarejstrowali ruchy twojego serca. 
- Do widzenia. - Rzuciłaś do profesora, który cię badał i wyszłaś z pomieszczenia. Złapałaś za drzwi i pokierowałaś się w stronę wind. 
- O, ____! Jak dobrze, że cię widzę. - Usłyszałaś głos lekarza prowadzącego. Odwróciłaś głowę, by móc go zobaczyć, a on w tym samym momencie złapał cię za ramie - równocześnie czując swoją niepewność przy jego osobie. 
- Chciał coś pan ode mnie? - Spytałaś półgłosem. Tak na prawdę, głupio było ci do niego mówić "Pan", ponieważ był od ciebie niewiele starszy. W jego wieku masz kilku takich znajomych. Oboje jesteście młodzi, więc nie widziałaś problemu - prócz tego, że on był 
doktorem. 
- Niezupełnie, jedyne co to to, że pokieruje się z tobą na oddział. - Odpowiedział zabierając dłoń z twojego ciała. Ukradkiem spojrzałaś na jego twarz, która teraz patrzyła na ludzi, którzy przechodzili obok was. Śliczne oczy, nos bez skazy i ładnie zarysowane usta. Nie miałaś swojego ideału, dlatego nietrudno było spotkać kogoś kto wpadł by ci w oko. Jednak musiałaś przyznać, że akurat w nim, było coś interesującego. Sięgną ręką do kieszeni białego kitla, równocześnie przyłapując cię na wpatrywaniu się w niego. Jego kąciki uniosły się ku górze, a okulary które przed chwilą wyjął, pojawiły się na nosie. W szkłach kontaktowych wyglądał poważniej i trochę go postarzały. Ale nie mogłaś zaprzeczyć, że wciąż miał ten sam urok co bez nich. 
Usłyszałaś dźwięk otwieranych, metalowych drzwi, dlatego gdy tylko zrobiło się miejsce by wejść do środka, ruszyłaś. Złowiwszy uchem kroki za sobą, wiedziałaś, że Azjata zrobił to samo co ty. Odwróciłaś się twarzą do lustra, która była w nim zawieszona, tak, że świetnie widziałaś jego i siebie. 
Mężczyzna po chwili spojrzał w twoje odbicie i bez mniejszego problemu, może nawet trochę chamsko, wciąż wpatrywał się w ciebie. I wiedziałaś, że nie raz przez ten moment spojrzał ci się na tyłek. Cieszyłaś się, że akurat dzisiaj założyłaś luźne dresy, które nie były obcisłe. 
- Przepraszam. - Rzekłaś przy czym dynamicznie odwróciłaś się w stronę Koreańczyka. Ten spojrzał na ciebie lekko zawstydzony, już wiedząc, że przyłapałaś go na gorącym uczynku i wbił wzrok w czubki butów. Poczułaś się trochę dziwnie, więc postanowiłaś nieco rozluźnić atmosferę. - Wiem, że nie powinnam się pytać, ale ile ma pan lat? Wygląda pan dosyć młodo. - Odważyłaś się zapytać. 
- Mam dwadzieścia siedem lat, a pracuje tu od niecałego roku. - Miałaś ochotę zapytać się skąd się tu wziął. Czy urodził się tutaj, czy po prostu przyjechał tu na studia i już został. Chłopak świetnie znał język polski, ale wyraźnie słyszalny był jego akcent.
 Wyszliście z żelaznej wciągarki. Podeszliście do drzwi od kardiologi, czekałaś aż Pan Kim zeskanuje kartę w jakieś małej maszynie. Usłyszałaś charakterystyczny brzdęk, który informował, że już można otworzyć. Azjata sprawnie przejął od ciebie klamkę od drzwi i otworzył je przed tobą.  
Przypominając sobie to co wydarzyło się kilka minut temu, miałaś stu procentową pewność, że w tym momencie też obczaił twoją pupę. Postanowiłaś to olać, ale gdzieś w środku trochę cie to irytowało. No bo w końcu to lekarz, tak? Fajnie, że jest młody i przystojny, ale kiedy robi komuś ekg i każe rozebrać się ze stanika to też bez większego problemu wpatruje się w kobiecy biust? 
Swobodnym krokiem szłaś przez korytarz mijając rodziców i dzieci. Nie chciałaś następnym razem wylądować na oddziale dla dorosłych. Tutaj, gdzie były dzieci, mogłaś się z nimi pobawić. Nie ukrywajmy, kochałaś maluszki. Gorzej kiedy płakały. Już miałaś skręcić do swojego pokoju, kiedy jego ręka - no bo kogo innego - przejechała na wysokości twoich łopatek. Przeszedł cię dreszcz zaskoczenia. Ten chłopak, albo już mężczyzna był dla ciebie jedną, wielką zagadką.

  Przez następne dwa dni. Twój lekarz prowadzący nieustannie pojawiał się na twoim oddziale i kiedy tylko mógł, wchodził do twojego pokoju pytając się "Jak się czujesz?". Musisz przyznać, że w poniedziałkową noc trochę o nim myślałaś i szczerze mówiąc teraz podobały ci się jego zachowania w stosunku do ciebie. Na obiedzie, kiedy przechodził przez stołówkę wysłał ci buziaka. A gdy mijałaś go w drodze do łazienki - on rozmawiał z rodzicami, któregoś z dzieci - mruknął do ciebie okiem, po czym gdy już się myłaś. Uchylił trochę drzwi krzycząc przez lecącą wodę byś się nie utopiła. Oczywiście przy tym ostatnim wydarzeniu miałaś ochotę go udusić za to, że tak bezkarnie mógł zobaczyć cię nago.

 Dziś była środa, a ty po ciepłym prysznicu wskoczyłaś pod miłą pierzynkę. Spoglądałaś w sufit i myślałaś o nim. Czemu się tak do ciebie zaleca? Czy wszystkie swoje pacjentki tak traktuje? Może on po prostu robi sobie z tego żarty, albo jest zwykłym podrywaczem.
Nie wiedziałaś, ale chciałaś się tego dowiedzieć. Nie miałaś na to czasu, z dnia na dzień coraz bardzie ci się podobał, a to przez jego głupie zachowanie. Myśląc o tym teraz, na spokojnie chciało ci się śmiać z jego żałosnych prób poderwania ciebie. Czy nie byłaś dla niego za młoda?
Jasne, że nie. W końcu, gdybyście na prawdę się w sobie zakochali to różnica wieku nie ma znaczenia, prawda? Odwróciłaś się plecami do wejścia, próbując pozbyć się go z głowy. Dziś go nie widziałaś, ale to dla ciebie lepiej. Może to tylko los z ciebie drwi i chcę pokazać ci jak głupia jesteś, że w każdym chłopak, który ci się spodoba tworzysz historyjkę miłosną? Zacisnęłaś powieki, żeby wyrzucić te głupie myśli ze swojej głowy i zastąpić je czymś innym. Na przykład rozmyślaniem o swoich rodzicach i przyjaciółkach. Ciekawe co robią. Marta, bo tak nazywała się twoja koleżanka z sali szpitalnej wyszła na pobranie krwi i teraz spokojnie na nią czekałaś, aby porozmawiać z nią o błahych tematach. Pomimo tego, że było jakoś po dwudziestej drugiej poczułaś, że chce ci się spać. W jednej chwili zmieniłaś plany i postanowiłaś zasnąć.
Jak na złość, dosłownie chwile później Marta weszła zatrzaskując głośno drzwi.
- Marta... Mogłabyś robić to trochę ciszej. - Łagodnie rzuciłaś w powietrze. Nie widziałaś jej, bo jak wcześniej wspomniałam byłaś odwrócona twarzą ku parapetowi.
- A jak to nie Marta? - Powiedział męski głos łapiąc za twoje odkryte ramie. Drgnęłaś na jego dotyk. Bardzo dobrze wiedziałaś, że to on.
- Co pan robi? - Zerwałaś się do siadu. Mężczyzna zrobił to samo co ty na twym łóżku i spojrzał ci głęboko w oczy. Nie przerwałaś kontaktu wzrokowego, bowiem jego oczy były tak śliczne, że nie mogłaś przestać się w nie patrzeć. Koreańczyk zaczął się do ciebie nachylać. Jego silne ramiona, które ułożył po obu stronach twojego ciała, trzymały go aby się nie przewrócił.
W twojej głowie zapaliło się czerwone światło - większe niż to, które stoi przy ulicy - ale kompletnie je olałaś.  To była chwila, w której wszystko z twojej głowy wyparowało, a ty poddałaś się przystojnemu Azjacie.
Powoli nachylałaś się ku niemu. Między wami była cisza, chodź dało się uchwycić dźwięk pikającej maszyny za ścianą. Najwyraźniej kogoś już przypięli na noc. Wasze nosy się dotknęły, a na swoich przedramionach poczułaś ciarki. To nie był twój pierwszy pocałunek, jednak trochę się bałaś. W końcu byliście w szpitalu, a przed tobą siedzi lekarz! Powieki opadły na dół, kiedy byliście na prawdę blisko. Z ust zrobiłaś dzióbek, fizycznie byłaś przygotowana na powitanie jego miękkich warg; lecz gdy przysunęłaś się bliżej, nic nie poczułaś. Zrobiłaś to jeszcze raz, ale nic prócz powietrza na swoich ustach nie czułaś. Zdezorientowana otworzyłaś oczy i zobaczyłaś, że Pan Kim siedzi kilka centymetrów od ciebie z głupim uśmieszkiem wymalowanym na twarzy. Spojrzałaś na swoje palce, które były splecione. Byłaś zdezorientowana i bardzo zawstydzona. On sobie robi z ciebie jaja! Mężczyzna wielce rozbawiony uderzył dłońmi w kolana i wstał na równe nogi.
- Chciałbym podpiąć cię pod monitor. - Rzucił pokazując palcem na kabelki z monitorem zawieszone na ścianie nad twoją głową.  Byłaś już po kąpieli, dlatego miałaś na sobie piżamę, a stanik już dawno leżał w szafce. Położyłaś się na plecach, przez co sutki nieco odstawały przez bluzkę. Zażenowana położyłaś na nich kosmyki swoich włosów, bo przykrycie się kołdrą odpadało. Przecież musiał przykleić ci do ciała elektrody, a później je podpiąć do kabelków. Jak w transie patrzyłaś na jego długie palce, które próbowały rozwiązać poplątane kable.
- Gotowe. - Powiadomił cię z uśmieszkiem, który od tamtego momentu nie schodził z jego ust. Natomiast na twojej twarzy wyraźnie można było wyczytać grymas. Naciągnęłaś lekko dekolt koszulki, ponieważ Azjata musiał nakleić naklejki na twoją klatkę piersiową po prawej i po lewej stronie. Następnie odsłonił twój brzuch by móc przykleić trzecią elektrodę pod lewą piersią.
 Będąc na tym oddziale dużo razy musiałaś się rozbierać - jeśli chodzi o górną część garderoby i bielizny - ale ten koleś pierwszy raz podłączał cię do jakiej kolwiek maszyny, poza tym prawie byś się z nim pocałowała.
 To było dość niezręczne, jeszcze gdy nie mógł cię podłączyć i przybliżył się do twojego dekoltu. Wiedziałaś, że robi to specjalnie, ale nie chciałaś już się odzywać.
- Dzięki, widzimy się jutro. - Złapał cię za nos i lekko go pociągnął. Zmarszczyłaś czoło w wyrazie ukazania swojego zdezorientowania.

   Z kanapką w ręku wyszłaś ze stołówki. W drodze przez korytarz spotkałaś małego szkraba, którego z chiny nie mogłaś zapamiętać imienia. Chwile z nim porozmawiałaś i poczłapałaś do swojego łóżka. Marta przyszła trochę wcześniej od ciebie, dlatego kiedy ty minęłaś próg, ona już słodko spała. Dziewczyna, z tego co zauważyłaś, jedyne co tutaj robiła - pomijając badania - to spała, czytała książki lub grała w jakąś grę. Jednak nie była taka zła. Ceniłaś spokój, dlatego dziękowałaś, że nie wylądowałaś w sali z jakąś dziesięcioletnią dziewczynką, która ciągle by gadała.
Zdążyłaś ułożyć się z kanapką na łóżku, kiedy coś, a  raczej ktoś wparował do waszego pokoju, zakłócając wasz spokój. Spojrzałaś na swojego doktora, a on na ciebie. Posłałaś mu pytające spojrzenie.
- ____, chodź na ekg.- Powiadomił i w natychmiast opuścił mnie i moją koleżankę. Tym samym wzrokiem spojrzałam na Martę, która tylko podniosła i opuściła ramiona.
- Czyżby dziś doktorek miał zły humor? - Zaśmiała się nastolatka.

 KyoungJae czekał na ciebie przed drzwiami wyjściowymi z kardiologi. Nie chcąc aby się niecierpliwił rzuciłaś się w ich kierunku i chwilę później zmierzaliście po schodach do pokoju EKG.
- Czemu się nic nie odzywasz? - Zagadnęłaś do mężczyzny, który był przed tobą. Widziałaś jego plecy, dlatego nie mogłaś ocenić, czy dobrze zrobiłaś, że się odezwałaś.
- Po prostu. - Odpowiedział. Pokierowaliśmy się w lewą stronę, a zaraz potem w prawo do małego korytarza. - Od kiedy jesteśmy na ty? - Postanowiłaś już nic nie mówić.
Drzwi otworzył małym, srebrnym kluczykiem. Pchnął drzwi  i wreszcie na ciebie spojrzał, dając ci do zrozumienia, że właśnie cię przepuszcza. Chłopak zamknął drzwi na klucz, myśląc, że tego nie zobaczysz. Twoja pewność siebie trochę zmalała, po co on zamyka te drzwi? Może, żeby nikt nie wszedł, kiedy ty będziesz leżeć bez stanika? Absurd, przecież wszyscy pukają.
- Usiądź. - Pokazał palcem na leżankę za tobą. Zrobiłaś to o co prosił. Azjata podszedł do ciebie, byliście dość blisko siebie. - Zdejmij bluzkę. - Dodał, po czym napotykając twoje spojrzenie przeszedł do maszyny, która miała monitor i różne przyciski zamiast klawiatury. Chwyciłaś za koniec t-shirtu, przerzuciłaś go przez głowę i wstałaś, by móc go złożyć i położyć na blacie obok. Na swoim brzuchu poczułaś jego duże, tym razem ciepłe dłonie.
- _____, ja już tak nie mogę. - Powiedział zagłębiając się twarzą w twoją szyję.  Skrzyżowałaś ręce i położyłaś je na jego. Spletliście nawzajem palce, a ty przyciągnęłaś go do siebie. Chyba już wiedziałaś po co zamknął zamki.
- Czego nie możesz? - Spytałaś się, by dokładniej dowiedzieć się o co mu chodzi. Odwróciłaś się do niego, lekko unosząc głowę by móc go podziwiać. Z tak bliska był jeszcze piękniejszy. Pomimo tego, że wczoraj, jak mieliście się pocałować, też widziałaś go blisko; jednak wtedy było ciemno, a w środku twojego organizmu szalały hormony.
- Nie mogę patrzeć na ciebie. - Spojrzał na ciebie, a ty poczułaś się dziwnie. Co to miało znaczyć? Zrobiłaś dziwną minę i już chciałaś się wyswobodzić z uścisku, gdy dodał. - Nie mogę na ciebie patrzeć i nawet cię nie dotknąć. Nie będziesz mieć EKG, ale to jedyne miejsce jakie mi się nasunęło, byśmy mogli zostać sami. Mam nadzieje, że ty też coś do mnie czujesz, i że nie przeszkadza ci różnica dziewięciu lat między nami.
- Oczywiście, że mi nie przeszkadza. Jakbym mogła nie czuć do ciebie nic a nic. Jesteś przystojny i mądry, a twoje zachowanie mnie trochę śmieszy, ale to pomińmy. Nie znam cię długo, ale moglibyśmy coś z tym zrobić. - Na jego ustach zawitał uśmiech. W przypływie emocji ujął twarz i zatopił się w twoich ustach. Jego wargi smakowały gumą do żucia. Położyłaś swoje ręce na jego bicepsie i zatopiłaś się w tym doznaniu. Czułaś coś w tym pocałunku. Chciałaś czegoś więcej dlatego swoim językiem rozchyliłaś jego wargi by móc wtargnąć do jego buzi. KyoungJae przeniósł dłonie na twoje pośladki, a ty swoimi paznokciami jeździłaś przez całą długość jego rąk. Zmysłowo, z pasją wymieniliście się rolami i teraz to on spotkał się z twym językiem. Ssał i dotykał go. Odepchnęłaś się tyłkiem od blatu tak, że staliście na środku pokoju. Chwyciłaś dłońmi jego koszulę na poziomie klatki piersiowej. Siłowałaś się z nią, dopóki nie pomógł ci doktorek. W tym samym momencie przerwał pocałunek, a  z jego ust wydobył się cichy chichot. Ucałował cię i owinął ręce wokół talii by przenieść się na łóżko w wersji biednej. Chciałaś się podeprzeć, ale coś ci się nie udało, bo zleciała rolka papieru kuchennego, która rozwinęła się na ziemi. Skośnooki naparł na ciebie, przez co musiałaś całkowicie się położyć. Lewą nogę miałaś zgiętą, bo na prawej wylądował Eli, który składał pocałunki na żuchwie. Chłopak zatopił rękę pod twoim dresem, drażniąc skórę na udzie. On sam został już w bokserkach. Z jego zachowania wyczytałaś, że się nie przejmował częściową nagością. Ty pragnęłaś w tym momencie tego samego co on, jednak lekko się zawstydziłaś kiedy pozbył się twych spodni. Właśnie tam, gdzie poczułaś przez wasze materiały jego nabrzmiałego członka, twoja kobiecość zaczęła pulsować, a tobie zrobiło się cholernie gorąco. Zrzuciłaś całe włosy na prawe ramie i zaczęłaś ssać mu obojczyki. Mężczyzna złapał za miseczkę stanika i pociągną ją lekko w dół przez co jedna z piersi uwolniła się z niej, a on swoim językiem zaczął drażnić sutek. Drugą wziął w swoją dużą dłoń i zaczął ją co chwila ściskać i puszczać. Twój oddech przyspieszył a chłopaka kolano wylądowało między twymi udami. Czując, że już długo tak nie wytrzymasz, zaczęłaś poruszać biodrami o jego nogę. Przynajmniej to dawało ci chwilę, na zaczerpnięcie głębokiego oddechu. Z trudem odpięłaś stanik, który zaczął ci przeszkadzać. Rzuciłaś go gdzieś w powietrze. Teraz, mało obchodziło cię to gdzie się znajdujesz.Wciąż się pod nim ruszając, przeniosłaś tam też swoją dłoń. KyoungJae zaczął lizać twoje obojczyki, później między nimi, pomiędzy piersiami, aż do pępka i linii majtek.
- To już nam nie będzie potrzebne. - Powiedział i jednym ruchem ściągnął twą bieliznę. Gdy chciałaś znów go pocałować, w pokoju rozległo się pukanie.
- Eli, wiem że tam jesteś! Wyjdź tutaj, potrzebuje cię! - Wykrzyczał męski głos.
- Nie możemy później? - Odpowiedział zirytowany chłopak, składając pocałunki na twoich ramionach. Przymknęłaś oczy i próbowałaś zapomnieć, że tak na prawdę jesteście w szpitalu i w każdej chwili ktoś mógłby wejść do pomieszczenia. Na pewno ktoś inny ma drugi klucz.
- Nie możemy! - Chłopak wypuścił głośno powietrze.
- Za pięć minut! Robię badanie! - Kiedy to usłyszałaś zaśmiałaś się w jego szyję.
- Czekam. - Odburknął lekarz za drzwiami.
- Nie mamy dużo czasu. - Ponaglił KyoungJae i zdjął bokserki jednym ruchem. Azjata zaczął powoli. Czubkiem penisa zaczął jeździć koło twojego wejścia. Hormony zaczęły pracować, dlatego głośno zaczerpnęłaś powietrza, po czym z twych ust wydobył się niekontrolowany jęk.
- Cii, musimy być cicho. - Upomniał chłopak. - Bo jeszcze nas usłyszą. - Skupiona na tym aby być cicho przygryzłaś wargę. Koreańczyk zdecydowanie wszedł w ciebie z całą siłą, a ty zraz z nim przesunęłaś się na skraj "łóżka".  Chłopak szybko i dynamicznie poruszał się w tobie. To nie był twój pierwszy raz, więc od razu poczułaś rozkosz. Przyciągnęłaś go do siebie. Rękoma jeździłaś po jego plecach, zatopiłaś się w jego wargach. Kochaliście się w szpitalu, jakiś koleś stał za drzwiami, a najlepsze było to, że swojego teraźniejszego partnera znasz niecałe cztery dni. Oplotłaś go swoimi nogami. Na jego nosie pojawiły się krople potu, które spadając trafiały na twą szyję.
- Ja.. już... nie..- Powiedziałaś cicho, dyszałaś cały czas ze zmęczenia, ale nigdy tego nie zapomnisz.
- Czekaj.. - Odpowiedział brązowooki i zrobił jeszcze kilka szybkich wejść w środek twojego ciała.
Ostatni raz pocałowałaś go najczulej jak potrafiłaś, a chłopak wyjął członka razem z prezerwatywą. Zaplątał ją na końcu, tak aby biała ciecz nie wydostała się na zewnątrz i wsadził je do spodni. Przecież gdyby ktoś zobaczył ją w koszu, byłoby to podejrzane. Oboje, szybko ubraliście się i przed wyjściem chłopak wziął cię w ramiona.
- Serduszko masz sprawne. - Wpił się w twoje usta, przy czym bardzo mocno przycisnął cię do swojego ciała.

 Jako pierwszy otworzył drzwi i wypuścił cię z pokoju. Minęłaś lekarza w podeszłym wieku, który najwidoczniej czekał na KyoungJae. Posłałaś mu promienny uśmiech i wróciłaś na kardiologie.
- ____ - Krzyknął do ciebie Koreańczyk.  Spojrzałaś na niego czekając co chce ci powiedzieć. - Jutro też przyjdź na EKG! - Machnęłaś zadowolona głową i poleciałaś w stronę schodów.

~Rin

sobota, 6 września 2014

Jaejoong -Kto ma lepiej kobieta czy mężczyzna?

Nita Lee ♥
Przepraszam, że trochę zmieniłam plan zdarzeń, ale scenariusz również jest o tańcu tak jak chciałaś. Prawdę mówiąc nie lubię pisać one shotów, które zostały mi podyktowane jak mają przebiegać, jednak na Twoją prośbę zrobiłam to. Mam nadzieję, że się podoba i jeśli to możliwe osoba, która przeczyta moje wypociny niech da chociaż jeden, krótki komentarz, abym wiedziała, że warto pisać dalej ;) Uwierzcie mi to naprawdę zachęca ♥ Drugą ważną informacją jest to,że od teraz ZAMYKAM  KOLEJKĘ 



Każdy  powie, że potrafi tańczyć, ale czy na prawdę tak jest ? Wszyscy go wychwalają, a mnie jakoś nie powala. Tańczę podobnie jak on, lecz nikt tego nie dostrzega, bo co? Bo jestem dziewczyną i nie nadaję się do zespołu. Któregoś dnia wszyscy zobaczą, że jestem od niego lepsza. To nie tak, że się chwalę, po prostu uważam, że kobieta jak i mężczyzna powinni mieć równe uprawnienia. Faworyzują płeć męską, bo podobnież lepiej się ruszają. Nie  prawda, nikt mi tego nie wmówi.  Pewnego dnia gdy przechodziłam koło sali treningowej zobaczyłam go ćwiczącego. Nic nadzwyczajnego, wiadomo jego ruchy są płynne i dobrze dopracowane, ale zobaczcie jakich ma trenerów. Ja natomiast muszę uczyć się sama przed laptopem, oglądając różne filmiki. Z nadzieją, że może coś osiągnę wybrałam się na kasting. Przyjmowali obje płcie. Każdy miał podobno szanse, ale w końcowym rezultacie okazało się, że wybrali tyko chłopców. Wytwórnia stwierdziła, że wyjdzie im to na lepsze, jeśli tylko przepuszczą mężczyzn. Od tamtego dnia pluje na tych wszystkich menadżerów i szefów, są do dupy i tego nie ukrywajmy. Wymuszają na swoich gwiazdach by robili wszystko co im rozkażą, mają się przystosować, bo jak nie to wypad z tej branży, nic dziwnego, że wszyscy wyglądają na takich idealnych. Ciekawa jestem czy wyglądali by tak samo gdybym miała spędzać z nimi każdą chwilę, no proszę was, nikt nie jest doskonały. Wracając do podglądania chłopca idealnego, bo tak nazwę osobę, którą wychwalają i podziwiają tłumy dziewcząt, mianowicie jest to na pewno starszy ode mnie chłopak, którego wszyscy nazywają Jaejoong, niekiedy Hero Jaejoong. Któregoś dnia postanowiłam iść do wytwórni, żeby wydrzeć się na nich i powiedzieć co o tym wszystkim myślę, o tej całej dyskryminacji i oszustwie jakiego doświadczyłam. To co zobaczyłam było przypadkowe, po prostu usłyszałam dobiegającą dosyć głośno muzykę z pobliskiej sali treningowej. Nie mogłam się oprzeć nie zobaczyć kto to, więc dyskretnie, przyglądając się czy nikt mnie nie dostrzeże, przybliżyłam się do prostokątnej szybki w drzwiach. W tedy właśnie zobaczyłam tego artystę. Duży gnojek, który miał szczęście, nie znam go osobiście, ale słysząc o nim w telewizji  jak się zachowuje nie przyciąga mojej uwagi. Rozpieszczony typek, który nigdy w życiu nie miał pod górkę. Przyglądałam mu się chwilę. No dobra, rusza się nie najgorzej, ale co z tego, jak mówiłam wcześniej jemu wszyscy pomagają. Z moich rozmyśleń oderwała mnie przemiła przefarbowana na blond Azjatka, która niosąc butelkę wody dla chłopaka zapytała co tutaj robię. Uśmiechnęłam się do niej tłumacząc, że wcale go nie podglądam i  na pewno nie jestem jego fanką. Na początku nie uwierzyła mi i sądząc po jej minie uważała mnie za kompletną wariatkę. No tak, jak nie można lubić takiego typa jak on. Jest ładny ma talent, śpiewa, jest aktorem, podobnież ładnie rysuje i długo by jeszcze wymieniać, ale nie ma no to czasu. Kobieta chwilę jeszcze posłuchała mnie poczym dotykając mojego ramienia lekko odepchnęła mnie na bok, aby dostać się do sali. Najpierw spojrzałam na nią morderczym wzrokiem, oznajmiającym, że jeśli dotknie mnie jeszcze raz to pożałuje, ale potem stwierdziłam, że przecież stałam jej na drodze. Omotana całą sytuacją jak głupia zamiast odejść załatwiać swoje sprawy patrzyłam na kolesia, który właśnie odbierał plastikową butelkę pijąc wodę jak gdyby wszyscy na niego patrzyli, a on grał w reklamie, pokazując jak wspaniały trzyma produkt. Kurde, czy wszystkie gwiazdy muszą udawać takich wspaniałych? Zastanawiałam się, gdy przede mną pojawił się blondyn.


-Przyszłaś po autograf? Czy nie wiem o jakimś wywiadzie?-kropelki potu spływały mu po czole, przetarł je chusteczką kontynuując swoją wypowiedź.-Teraz jak widzisz ćwiczę, przyjdź za piętnaście minut.-zniewalający uśmiech pożegnał mnie w progu drzwi.


-Poczekaj, ja nie ..- i kolejny raz zostałam potraktowana jak jakieś gówno. Czy ja wyglądam na fankę, która piszczy gdy go widzi ? No dobra, może nie wiedziałam co powiedzieć gdy podszedł, ale to nie zmienia faktu, że pomylił mnie z osobą, którą nie jestem. Na dodatek drzwi otwierały się tylko pod wpływem magicznej karty <tak ją nazywałam>, którą mieli tylko pracownicy lub gwiazdy. Próbowałam walić w drzwi,ale chłopakowi nagle zachciało się tańczyć i włączyć na maxa muzykę dudniącą w moich uszach. Wkurzona, chyba dłużej niż dwadzieścia minut czekałam pod drzwiami, nasłuchując czy już skończył. Zmęczona ciągłym patrzeniem czy nie wyszedł zamierzałam się poddać i nie tłumaczyć mu tej pomyłki, jednak jak na zawołanie pojawił się patrząc swoimi nieco większymi od innych Azjatów oczami. 



-Co ty tam robiłeś? Miałeś za piętnaście minut wyjść, ale ty wolałeś nie kulturalnie postąpić i zostawić na pastwę losu przed drzwiami dziewczynę, która.. *No właśnie po co ja tu w ogóle czekałam?* 

-Czy mogłabyś mówić do mnie trochę grzeczniej? Znamy się?

-Ty mnie nie, ja ciebie owszem.-powiedziałam olewatorsko.

-Nieważne.-westchnął.-Jak mówiłem teraz jestem gotowy, żebyś przeprowadziła ze mną wywiad. 

-I  właśnie w tym rzecz jak już się pewnie tamta pani domyśliła.-pokazałam na blondynkę stojącą jeszcze w sali.-nie masz zaplanowanego żadnego wywiadu. Czy ja wyglądam na dziennikarkę?-pokazałam na siebie palcem, nie oczekując odpowiedzi.-Jestem tutaj przypadkowo i jak głupia czekałam, abyś wyszedł z tej durnej sali, żebym mogła ci to wyjaśnić, ale teraz jak się nad tym zastanowię, przecież mogłam odejść.- Jaejoong wpatrywał się we mnie nie spuszczając ze mnie wzroku.-Mam rozumieć, że nic mi nie odpowiesz?-zapytałam, mając nadzieje, że może w końcu doczekam się jakichkolwiek słów. *Głupi dupek*- pomyślałam. Odwróciłam się odchodząc. Gdy byłam już przed budynkiem zrozumiałam, że zmarnowałam tyle czasu na czekaniu, że nie mogę już w dzisiejszym dniu załatwić jakichkolwiek spraw. Czekając na metro zobaczyłam przed sobą w najlepsze obściskującą się parę. Na peronie nie było nikogo po za mną i nimi. Nie wiem, czy wkurzał mnie sam fakt, iż im powodzi się lepiej i mają wsparcie w drugiej osobie , czy do takiej złości doprowadził mnie ten głupek z wytwórni. Obok mojej ławki leżała puszka po coca-coli, chwyciłam ją wymierzając w nich, rzuciłam, po czym odwróciłam wzrok tak jakbym tego nie zrobiła. Oboje spojrzeli się na mnie po czym wstali i ruszyli dalej. Przynajmniej już nie będę musiała na nich patrzeć. W końcu pojawiło się metro, wsiadłam do niego po czym od razu zostałam popchnięta w kąt. Jak ja nienawidzę jeździć tym czymś. Jak tylko zostanę sławna kupię sobie swoje auto i nie będę przejmowała się wszystkimi wokoło, albo jeszcze lepiej mój szofer będzie mnie woził wszędzie gdzie tylko zapragnę. Moje marzenia nie były jakieś wielkie, ale zawsze przed tym jak zasypiałam myślałam o tym co będzie gdy już zostanę rozpoznawalna przez wszystkich. Na jutro miałam plany, aby znowu wybrać się do tego wielkiego budynku, tym razem nie zatrzymując się przy jakichkolwiek drzwiach, prócz tych właściwych. 



Jak mówiłam nazajutrz weszłam do tej samej wytwórni, w której zostałam dwa razy źle potraktowana. Wstałam dosyć wcześnie, więc od razu postanowiłam załatwić swoje sprawy i nie marnować czasu. W drzwiach powitał mnie bardzo napakowany ochroniarz, który ze straszną miną pokierował mnie do windy. Jego czarne okulary przypominały te które nosił James Boond. W myślach zaśmiałam się wyobrażając sobie jak ten wielki goryl ubrany w body i sukienkę tańczy balet. Nic dziwnego, że nie miałam za dużo przyjaciół skoro na co dzień myślałam o takich głupotach. Wzięłam głęboki wdech i wsiadłam do windy. Odkąd byłam mała, wchodząc z mamą do niej  miałam schizy, że w pewnym momencie się zatnie, a ja będę musiała umrzeć jak jakiś debil z głodu. No wiecie, w tedy byłam dość małą dziewczyną zaledwie pięciolatką, która nie wiedziała zupełnie nic jak i nie miałam za dużo w głowie. Usłyszałam piknięcie otwierających się metalowych ścian. Spojrzałam ostatni raz w lustro poprawiając włosy i ruszyłam długim korytarzem do ostatnich drzwi. Stojąc już przed nimi zapukałam w miarę mocno waląc o drewno dwa razy, na wypadek gdyby koleś był głuchy, kto wie, wszystko jest możliwe. Słyszałam pogłoski, że ten cały szef, ma aparat słuchowy, by lepiej słyszeć, może akurat w tym momencie go zdjął i znowu jak głupia będę musiała tu sterczeć kilka dobrych minut a nawet godzin. O nie,po moim trupie!-wykrzyknęłam. To było dziwne, bo przecież ludzie omijający mnie nie znają moich myśli, a tu nagle taki okrzyk. Jednak osoba w środku miło mnie zaskoczyła i od razu usłyszałam słowo "proszę". Myślę, że tylko teraz usłyszę ten wyraz, bo znając  takich jak on pewnie nie zna zwrotów grzecznościowych. Chowając się przed dociekliwymi spojrzeniami zamknęłam za sobą drzwi. Starszy człowiek zaprosił mnie na fotel przed nim. Zrobiłam tak jak mi kazano. Zaczynając rozmowę już wiedziałam, że nie pobędę tu długo. Minęło zaledwie dwadzieścia minut, gdy ten straszy człowiek chciał zawiadomić ochronę, przypominając sobie tego strasznego goryla od razu się uspokoiłam i z miną pełną nienawiści opuściłam pokój. Oparłam się o ścianę tarmosząc swoje pół długie włosy. Tak się wkurzyłam, że walnęłam w pomalowany cement po czym poczułam ściskający mnie ból brzucha. Nie no co jest? Przecież walnęłam ręką to nie możliwe, że zamiast dłoni boli mnie brzuch. Mam już jakieś urojenia! Jednak nie mogąc znieść potwornego cierpienia lekko się kuląc biegłam w poszukiwaniu toalety. Nie była daleko, ale też nie dość blisko, by zastanawiać się, które drzwi otworzyć. Weszłam do pierwszych z brzegu, rzucając się na jakąkolwiek otwartą kabinę. Co prawda wepchnęłam się i słyszałam kłócących się za ścianą ludzi, no ale sami rozumiecie, przecież tyle bym nie wytrzymała. Wreszcie poczułam ulgę. Przekręciłam zamek otwierając drzwi, przed sobą zobaczyłam mężczyznę. 

-Aaaa.. zboczeniec!-zawołałam starając się uderzyć go w twarz.-Nie wiem pan, że do damskiej ubikacji się nie wchodzi, trochę szacunku stary zboku!-Chwilę później zrozumiałam, że popełniłam największy błąd w moim życiu. Skręciłam głowę w prawo dostrzegając kolejkę mężczyzn czekających na załatwianie swoich spraw. Chyba nie mogli uwierzyć co właśnie się stało, bo każdy z nich opuścił szczękę pokazując, że są w szoku. Moje oczy zrobiły się tak niewyobrażalnie duże jakbym była w jakieś kreskówce. Po chwili usłyszałam śmiech dochodzący z przed lustra gdzie ktoś mył ręce. Zgięłam się w pół jako wyraz przeprosin za to co się przed chwilą stało. O dziwo straszy pan, którego przed chwilą oskarżyłam o pedofilie przyjął moje przeprosiny kazał mi umyć ręce i wyjść jak najprędzej z tego miejsca, ponieważ jak już się każdy domyślił byłam w męskiej ubikacji. Podziwiam tego gościa gdyby mi się coś takiego przytrafiło kazałabym tej osobie klękać przede mną, żeby się nauczył, iż tak nie można. Szybciutko podbiegłam do umywalki biorąc trochę mydła na ręce. Znowu w moich uszach rozbrzmiał ten sam upierdliwy śmiech jaki przed chwilą miałam okazje usłyszeć. Po woli odwracałam głowę w kierunku tej osoby. Na dobór złego musiał to być on. W najgorszej sytuacji w jakiej mogłam się znajdować ten o to człowiek musiał to wszystko widzieć. Nie dosyć, że wyszłam na idiotkę to jeszcze musiałam zobaczyć jego rozbawiony wyraz twarzy. Spojrzałam w jego stronę robiąc głupią minę, po czym jak najszybciej wyszłam z pomieszczenia. Oczywiście natręt nie zostawił mnie w spokoju i poszedł za mną. Po dłuższej chwili gdy zrozumiałam, że nie chce przerwać mnie śledzić odwróciłam się kierując w jego stronę.


-Czy do cholery jasnej możesz przestać za mną chodzić?!-wykrzyknęłam unosząc się lekko na palcach, abym chociaż mogła spojrzeć jakoś w jego oczy. Ten wybuchnął śmiechem. 


-Byłaś niesamowita! A jak waliłaś tego kolesia to dopiero było coś, szkoda, że tego nie nagrałem!-zrobił smutną minę łapiąc za moje barki przyciskając w dół, żebym już całymi stopami dotykała podłogi. Pogłaskał mnie po głowie, po czym dodał.-Przepraszam, za wczoraj, wiem ile musiałaś czekać, ale to nie było z mojej winy, tamta pani, którą widziałaś rozmawiała ze mną o sprawach finansowych. Przeciągnęło się, a ja kompletnie straciłem rachubę czasu.

-A więc, dlatego w sali dudniła głośni muzyka?-ironicznym tonem skomentowałam całe wytłumaczenie. 

-Kobieto, czy ty słyszałaś co przed chwilą powiedziałem? Przeprosiłem co jeszcze mam zrobić, po za tym.. chyba pięć minut cię nie zbawiło.

-A jednak nie wiesz jak bardzo..-dodałam po czym chciałam się odwrócić, ale on zaczął mówić.

-Tak w ogóle, czemu tu jeszcze raz jesteś? Chciałaś się ze mną spotkać?-zniżył się do mojego wzrostu patrząc mi w oczy.-kolejna gafa z mojej strony wybuchłam śmiechem do tego stopnia, że parsknęłam na chłopaka pozostawiając na jego twarzy moją ślinę. 

-Spotkać z tobą? hahaha, śmieszny jesteś..-po chwil jednak przypomniałam sobie po co tu byłam i o okrutnym wyrzuceniu mnie z gabinetu szefa wytwórni.Mina mi zrzedła, chłopak zauważając to zapytał-Chcesz pogadać?Nie wiem co w tym momencie we mnie wstąpiło, ale zgodziłam się. Poszliśmy do kawiarni, w sumie nigdy wcześniej nie wiedziałam, że mają tu coś takiego, no ale mniejsza z tym. Zajęliśmy stolik i zamówiliśmy wodę.W pierw się przedstawiłam mówiąc najważniejsze informacje jeśli chodzi o moją osobę po czym opowiedziałam całą historię od kastingu,aż po dzisiejsze wydarzenie. Na początku nie usłyszałam niczego prócz głośnego stęknięcia. 

-Ty to masz pecha!-zawołał.Blondyn oparł brodę o pięść dłoni, która spoczywała łokciem na stole. -W sumie.. jakby się temu wszystkiemu przyjrzeć i powoli zanalizować, można zgłosić to nawet do sądu, ale z drugiej strony niczego im nie udowodnisz. Może ja ci pomogę? Co ty na to?

-Dziękuję za dobre rady, ale czemu niby miałbyś zaoferować mi pomoc, przecież się nie znamy?

-Choćby dlatego, że wczoraj na mnie czekałaś, żeby wyjaśnić tak błahą sprawę, po za tym czymś mnie przyciągasz do siebie.-chyba w tedy stałam się czerwona i zrobiło mi się strasznie gorąco. Wiem, że do niedawna uważałam go za głupka, ale przez to jak stara mi się pomóc ujrzałam go w innym świetle. Przyjęłam jego ofertę i razem udaliśmy się do jego szefa. 



Jaką ja jestem szczęściarą! Uśmiech nie chciał zejść mi z twarzy, wyglądałam jak dziewczynka, która pierwszy raz w życiu próbuje kolorowego lizaka. Chłopak przyglądając się jak jestem szczęśliwa również popadł w stan zadowolenia.Udało się! Po długim czekaniu na jakąkolwiek odpowiedź ze strony starszego człowieka, w końcu usłyszałam zadowalającą mnie informacje. Zgodził się,abym uczestniczyła w życiu wytwórni, jednak był pewien haczyk, skoro przyszłam tutaj z Jaejoong'iem to z nim będzie wiązała się moja przyszłość. Oczywiście chodziło tutaj o przyszłość mojego debiutu. Miał mi pomóc i nauczyć wszystkiego co przyda mi się w przyszłości. Myślałam, że ten pomysł nie przypadnie mu do gustu, jednak mężczyzna z zadowoloną miną przyjął ofertę a nawet dodał parę słów " Kto wie może nawet kiedyś będziemy występować na tej samej scenie"- spojrzał na mnie po czym dziękując mojemu nowemu dyrektorowi wyszłam z gabinetu w raz z moim nowym "partnerem". Od jutra miałam zacząć nowe życie, ale czy byłam na to gotowa? Zobaczymy już niebawem. 



Minął miesiąc mogę powiedzieć, że jestem nową dziewczyną, poznałam wiele wspaniałych osób, które ułatwiały mi wszystkie wydarzenia w moim życiu łatwe jak i ciężkie. Czasem miałam wrażenie, że nie dam rady, ale potem przychodził mi z pomocą mój wspaniały chłopak. Tak, wiem, pewnie już się domyślacie kto to taki. Oczywiście, że to Hero Jaejoong jest na prawdę kochany. Z czasem zbliżaliśmy się do siebie, codzienne treningi doprowadzały mnie do szału, w kółko myliłam kroki i byłam na prawdę zła na siebie. Pamiętam jak kiedyś uważałam, że mogę być równie dobra jak on, a nawet lepsza. Po tym czasie straciłam pewność siebie i zauważyłam jak wiele mi brakuje. Jednak z jego pomocą dałam radę nauczył mnie wszystkiego, miał do mnie taką cierpliwość, aż dziwie się, że ode mnie nie uciekł. Często się kłóciliśmy i nigdy w życiu nie pomyślałabym, że może coś między nami być. Dzisiaj zapowiada się równie dobry dzień. Wreszcie dostałam propozycję wywiadu, trochę się tego obawiałam, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Właśnie czekałam przed wejściem na scenę w końcu usłyszałam moje imię. Pewna weszłam oczekując trudnych pytań. Przed sobą zobaczyłam mojego chłopaka zaskoczona podeszłam przywitać się z prowadzącą. Zawsze zastanawiałam się co będzie jeśli już przyznamy się do naszego związku. Jak zwykle każdy kazał nam to ukrywać, więc nie wiedziałam co w tej sytuacji zrobić czy go przytulić, a może lepiej podać dłoń lub kiwnąć głową? To wszystko utrudnia moje życie. Rozum kazał mi podać mu dłoń. Ten szybko widząc moją reakcje pociągnął mnie do siebie. Mocno obejmując mnie szepnął mi do ucha "Wszyscy już o nas wiedzą, nie musimy udawać, nie mogłem tak dłużej". Moja radość była większa, niż wyglądała. Na prawdę się cieszyłam, ale byłam w szoku. Po za tym zastanawiałam się, czy nie będzie to wyglądało na jakąś szopkę, żebym szybciej stałą się sławna? Stałam tam i słyszałam tylko głośne szumiące w uszach oklaski z widowni. A co jeśli jakieś psychofanki mnie dopadną i coś mi zrobią? Hero chyba czytał mi w myślach.

-Nie martw się nikt ci nie zrobi krzywdy, nikt nie będzie uważał, że chcesz się przeze mnie wybić. Od dziś jesteś oficjalnie moją dziewczyną, dlatego też jeśli ze mną zerwiesz będziesz miała kłopoty.-zaśmiał się po czym przy wszystkich musnął czule moje czoło. Ciarki przeszły mi po całym ciele. Chciałam już być w swoim domu przykrywając się czterema warstwami koców, jednak to nie był koniec. Musieliśmy udzielić wywiadu, zadawali nam głupie pytania takie jak "Całowaliście się już?", "Jak się poznaliście?", "Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?"- gdy odpowiadaliśmy na te wszystkie pytania w trakcie przypominały mi się wszystkie sytuacje jakie z nim przeszłam, poplucie go, czekanie na niego ponad dwadzieścia minut, scena w ubikacji to wszystko sprawiało, że czułam się lepiej. Teraz wiem, że nie będziemy musieli się ukrywać z naszymi uczuciami, najdziwniejsze jest to, że spotkałam go w takich okolicznościach, jednak nigdy nie zmieniłabym biegu zdarzeń.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Siwon - O! Znalazłam moją walizkę!

 Cóż... Trochę czasu zajęło mi, aż zbiorę się do napisania czegokolwiek. Mam nadzieje, że się podoba i czekam na komentarze!!!~ <3



   Przemierzałaś kolejne kilometry tej samej, asfaltowej drogi, przy której stały podobne do siebie drzewa. Jechałaś autokarem z nieznajomymi ci ludźmi, którzy tak samo jak ty jechali do Gwangju. Twoim celem była trzymiesięczna praca w niewielkim, ale jakże dobrym hotelu, który znajdował się właśnie tam. Potrzebowałaś pieniędzy, więc kiedy nadarzała się okazja zebrania jej - podejmowałaś wyzwanie. Miałaś długie wakacje pomiędzy drugim, a trzecim rokiem studiów, dlatego wybrałaś się do innego miasta do pracy. Całe zarobki szły na opłacenie następnego roku nauczania. Co jak co, ale studia nie są tanie - biorąc pod uwagę to, że chodzisz wieczorami.
W podróży byłaś już dwie i pół godziny plus krótkie przerwy na zebranie ludzi z innych obszarów miasta, w którym mieszkałaś. Nie uniknęłaś pełnego pęcherza, bolących pleców i tak samo ubolewających pośladków. Powoli zaczynałaś kręcić się na małym, twardym siedzeniu, a kobieta, która siedziała koło ciebie posyłała ci "lekko" irytujące spojrzenia. Promienie porannego, lipcowego dnia wdzierały się przez okno, które zakrywała pomarańczowa - dziwnie brązowa - zasłona.
 Nagle się zatrzymaliście. Pierwsze o czym pomyślałaś to stacja benzynowa, ale kiedy zauważyłaś po drugiej stronie zza okna, że wciąż jesteście na drodze coś ci nie pasowało. Albo czystym przypadkiem zgasł im silnik, albo autokar się popsuł. Pasażerowie, w tym ty, cierpliwie, albo i nie, czekali na przebieg wydarzeń.  Po kilku ciężkich, dla ciebie, minutach, między siedzeniami pojawił się wasz kierowca.
- Niestety muszę państwa poinformować, że jedne z drzwi się zacięły i nie mogą się zamknąć. Nie mogę jechać z otwartymi drzwiami, więc postaram się je teraz naprawić, jednak może to zająć nawet do czterdziestu minut. - Zszokowana słowami tego starszego pana spojrzałaś na wyświetlacz. Nie mogłaś sobie pozwolić na półgodzinne spóźnienie, jeśli twoja szefowa pierwszego dnia zauważy twoje spóźnienie to od razu mogłaś pożegnać się z pracą.
Zgarnęłaś torbę z podłogi, twoim celem było wydostanie się z tego pojazdu i jak najszybsze dostanie się przed hotel.  Na przeciwko twej osoby znalazł się kierowca.
- Potrzebuje swoją walizkę - Grzecznie poprosiłaś, jednak on po prostu się w ciebie wpatrywał, jakby przetwarzał to co własnie powiedziałaś. - Szybko. - Warknęłaś dosyć nieprzyjemnie, ale wiedziałaś, że to jedyny sposób, aby ten koleś wreszcie zrobił to na co czekałaś. Ciekawscy ludzie patrzyli przez okno jak otrzymujesz swój bagaż. Złapałaś za rączkę i odeszłaś kilkanaście metrów od autokaru, aby na spokojnie móc złapać stopa. Wyciągnęłaś rękę w dobrze każdemu znanym geście, aby ktoś łaskawie się zatrzymał. Po około dziesięciu minutach i kilkudziesięciu przejeżdżających autach, żadne się nie zatrzymało. Powoli kończyła się twoja cierpliwość, a czas nieubłaganie leciał. Zrezygnowana spoczęłaś na szarej walizce, ale chwile później się z niej podniosłaś usłyszawszy z niej dziwny dźwięk - nie chciałaś jej zepsuć, była ci jeszcze potrzebna. Ręka powoli zaczęła opadać, a ty niecierpliwie opierałaś się to na lewej, to na prawej nodze.
Na szczęście, chwilę później, koło ciebie zatrzymał się czarny Jeep. Nie widziałaś kierowcy, ponieważ promienie słońca cię oślepiały. Z dłoni zrobiłaś daszek i czekałaś na rozwój wydarzeń. Z auta wyszedł wysoki, przystojny mężczyzna w koszuli w kratę. Jak zaczarowana wpatrywałaś się w jego oczy.W twoim mieście nie było takiego towaru, a jeśli już takowy się znalazł to nie miałaś z nim kontaktu.
 Poprawiłaś granatowy t-shirt, który dziś postanowiłaś założyć. Postanowiłaś poczekać, aż on się pierwszy odezwie.
- Mówisz po koreańsku? - Upewnia się zauważając twoje nie skośne oczy.
- Mieszkam tu od kilku lat, więc jako tako umiem się dogadać. - Odpowiedziałaś bez problemu posyłając mu jeden ze swoich uśmiechów.
- To dobrze, bo nie za dobrze władam językiem angielskim. Gdzie jedziesz? - Spytał, ciekawsko się w ciebie wpatrując.
- Gwangju. - Rzuciłaś szybko.
- Tak się składa, że ja też tam zmierzam. Wskakuj do samochodu, a ja wpakuję walizkę do bagażnika. - Patrzyłaś na niego uważnie, zapamiętując każdą część jego twarzy. Musiałaś szybko dokonać wyboru czy będziesz z nim bezpieczna. Koreańczyk wyglądał na miłego i raczej nie sądziłaś, że mógłby cię gdzieś wywieźć. Jednak mama zawsze mówiła ci, że nie powinnaś ufać nieznajomym.
- Za ile powinniśmy być w centrum Gwangju? - Spytałaś kiedy chłopak zamykał bagażnik.
- Za jakieś czterdzieści minut. - Spojrzałaś szybko na tablice rejestracyjną i  zapisałaś ją w wiadomości dodając, że jedziesz z tym chłopakiem i za około 40 minut powinnaś zadzwonić do swojej przyjaciółki, do której właśnie wysłałaś sms-a.
 Ostrożności nie za wiele - w głowie rozbrzmiewa głos rodzicielki.
Kiedy już usiadłaś, zatrzasnęłaś drzwiczki i cierpliwie czekałaś aż siedzący koło ciebie, no właśnie, jak on się nazywa? Nie ważne, czekałaś aż przyłączy się do aut jadących, tym razem na autostradzie.
  Jechaliście dopiero pięć minut, ale ty się nie odezwałaś. Twoje zakłopotanie było wręcz namacalne. Zazwyczaj byłaś osobą otwartą, więc cię to zszokowało. Niezauważalnie spojrzałaś w lewo na mężczyznę. Świadomie, albo i nie, uśmiechał się pod nosem. Oczy miał lekko zmrużone, a na gładkim czole powstała zmarszczka pomiędzy brwiami. Wyraźnie był skupiony na jeździe.
- Nie powiedziałaś mi jak się nazywasz. - Rzucił w przepaść zwaną ciszą, zaskakując cię przy tym. Wiedział, że mu się przyglądasz? A może jednak nie widział? Ale przecież to nie było nic złego... Przecież każdy może sobie popatrzeć.
- Zupełnie jak ty. - Odpowiedziałaś poprawiając się na siedzeniu.
- Ach, no tak. - Szybko na ciebie zerknął. - Choi Siwon. -Zrobił pauzę na zaczerpnięcie powietrza. - Podałbym ci rękę, ale nie chcę ryzykować naszym zdrowiem.
- ______ ____.

   Tak jak wspominał Siwon, po wyznaczonym czasie wysadził cię w centrum. Koreańczyk znał trochę to miasto, dlatego pokierował cię na najbliższe metro. Z wcześniejszego, domowego, studiowania gdzie właśnie dziś będziesz musiała wsiąść i po ilu przystankach wysiąść; wiedziałaś, że metro będzie za pięć minut to na miejscu będziesz za piętnaście, a miałaś dwadzieścia pięć minut.
Azjata nalegał, aby podwieźć cię tam gdzie miałaś zamiar dotrzeć, ale ty grzecznie odmówiłaś. Już i tak sporo ci pomógł. W oczekiwaniu na transport udało ci się wykonać telefon do przyjaciółki i wyjaśnienia całej sytuacji.
Metro na szczęście nie było zatłoczone, a ludzie w nim dość szczupli, więc bez problemu znalazło się miejsce dla ciebie i... O cholera! Zapomniałaś wziąć od niego swojej walizki! Trzymając się jednej z rur pojazdu zaczęłaś myśleć i lekko panikować. Miałaś tam prawie wszystko. Jednak na szczęście pieniądze, dokumenty i komórkę przy sobie. ALE CO Z TEGO JAK NIE WIEDZIAŁAŚ JAK JĄ ODZYSKAĆ.Był w nim laptop, ubrania i inne potrzebne rzeczy. Nie miałaś tyle gotówki by móc kupić sobie nowe rzeczy. Wolną ręką złapałaś się za głowę. Myśl ___, myśl. Cholera, nie wiem. Trudno. Postanowiłaś spytać się przełożonej co powinnaś zrobić, może ona będzie miała jakiś dobry pomysł, a nie taką pustkę jak ty teraz.

 Wykończona i trochę spocona dotarłaś do hotelu, na drugim końcu centrum tego miasta. Myślałaś, że lepiej przeżyjesz tą podróż, ale to nie ważne.  Jak F1 wystartowałaś do obracanych drzwi głównych mijając jednego z pracowników. Podeszłaś do recepcji.
- Dzień dobry, ____ ____. Ja przyjechałam tu, na trzymiesięczną pracę jako pokojówka. Chciałabym spotkać się z panią Goo. Recepcjonistka o kruczoczarnych włosach zlustrowała cię od stóp do głów zatrzymując się na twej twarzy.
- Już szukam. - Odpowiedziała miłym - nie wydaje ci się - głosem. Poklikała w klawiaturę, czegoś wypatrywała w ekranie. - Tak, jest pani tu zapisana. Zapraszam do windy - Pokazała na nią ręką. - Na drugie piętro do drzwi numer trzydzieści cztery. Tam znajduję się biuro pani Goo.  - Odpowiedziałaś jej niezbyt szczerym uśmiechem i pokierowałaś się tam gdzie ci kazała. Przez chwilę nawet zapomniałaś o swojej zgubie, jednak kiedy znów pojawiła się ona w twojej głowie popędziłaś przez korytarz. Był on w odcieniach kawy, przyjemne dla oczu barwy, jednak ty, nigdzie nie patrząc i lustrując tylko numerki na drzwiach sunęłaś przez całą jego długość. Nagle się pojawił, te dwie, szukane przez ciebie cyferki. Trzy i cztery... spadły jak grom z jasnego nieba. Zdecydowanie i mocno kilka razy zapukałaś pięścią o drewno. Po kilku sekundach z środka usłyszałaś kobiecy głos mówiący - proszę!
Już nie tak pewnie wyjrzałaś głową zza uchylonych wrót i wzrokiem sunęłaś po pokoju szukając koreanki, jednak nigdzie jej nie widziałaś.
- Tutaj, tutaj. - Nakierowała miła, ciepła barwa. Przeszłaś przez próg i jak się okazało, jej biurko było za otwieranymi drzwiami tak, że skutecznie ją uniewidoczniało.
Na skórzanym fotelu siedziała skośnooka, szczupła kobieta po trzydziestce. Widząc ciebie ciepło się uśmiechnęła, po czym wstała by podać ci rękę.
- Spodziewałam się ciebie. - Powiedziała. - W sumie nie mamy o czym rozmawiać, bo wszystko załatwiłyśmy wcześniej. Załatwiłam ci pokój na pierwszym piętrze, numer dziesięć. - Wręczyła ci klucz i ręką przejechała po twych plecach, lekko pchnęła cię w stronę drzwi. - Zaczynasz od jutra, siódma trzydzieści w szatni. Masz być już przebrana. - Nie wiesz jak i kiedy, ale znalazłaś się za jej drzwiami. Pani Goo miała już zatrzaskiwać drzwi.
- Chwila! - Krzyknęłaś podnosząc jedną rękę. Spojrzała na ciebie pytająco. - Jak tu jechałam to niestety byłam zmuszona wziąć stopa i jechałam z nieznajomym mężczyzną. Tak byłam przejęta tym, żeby się nie spóźnić, że zapomniałam wziąć od niego mojego bagażu, wie pani co mogę teraz zrobić? - Spytałaś pełna nadziei.
- Hmm - Wpatrywała się w jeden punkt na ścianie, wyraźnie się zastanawiając. - Może spróbuj popytać w rzeczach znalezionych. Szkoda, że nie masz jego numeru. No wiesz, tego kierowcy. Przykro mi, nic więcej nie mogę ci podpowiedzieć, ale mam nadzieję, że go znajdziesz. - Stojąc na sama, na środku długiego korytarza przypomniało ci się, że masz jego numer rejestracyjny. Szczęśliwa, szybko zjechałaś windą na dół, chciałaś jak najszybciej znaleźć się ponownie przy recepcji, żeby zaczerpnąć trochę informacji.
 Uchylające się drzwi od windy, wpuściły orzeźwiające powietrze dostające się przez ciągle otwierające się główne drzwi. Ruszyłaś pełną parą do czarnowłosej recepcjonistki, jednak coś, a może jednak ktoś ci to uniemożliwił.
Tuż przy końcu jednego z korytarzy zauważyłaś skręcającego mężczyznę, tak samo ubranego i na dodatek za sobą ciągnął identyczną walizkę do twojej, a w drugiej ręce miał inną, zieloną. Jak torpeda zerwałaś się w jego stronę. Ludzie stojący w tym samym pomieszczeniu dziwnie na ciebie patrzyli. W ciągu kilku sekund pokonałaś większą odległość i właśnie teraz znalazłaś się na zakręcie - tam, gdzie, chyba, był Siwon. Myślałaś, że uda ci się go zobaczyć, jednak na darmo. Tuż za zakrętem, okazało się, że znajdują się drzwi do windy. Serio?

 Zniechęcona swoją późną reakcją, powróciłaś do recepcji ze zwieszoną głową. Kosmyki włosów już nie spadały na twą twarz, gdyż wcześniej zebrałaś je do szybkiego kuca.
- Przepraszam. - Powiedziałaś z wyraźnie udawaną uprzejmością. Ta sama koreanka podniosła wzrok znad monitora, obdarzając cię zimnym spojrzeniem.
- Tak? - Powiedziała przez zaciśnięte zęby.
- Czy mogłabym wiedzieć w jakim pokoju przebywa Siwon....Choi...Choi Siwon?
- Nie ma takiej możliwości. - Odpowiedziała od razu przewracając oczyma.
- Jak to nie ma?! - Powiedziałaś ciut za głośno, bo niektóre spojrzenia przystanęły na tobie. Zawstydzona, podparłaś policzek o otwartą dłoń, by było cię mniej widzieć.
- Nie mogę ci od tak powiedzieć gdzie mieszka każda osoba o której chcesz wiedzieć. To wbrew zakazom. - Naciskała na ostatnie zdanie. Wyraźnie odczułaś, że nie jesteś tu mile widziana.
Pizda. Tym słowem określiłabyś czarnowłosą dziewczynę stojącą w recepcji. Zdenerwowana i nie wiedząca co zrobić poszłaś do swego pokoju. Przecież nie będziesz chodzić po wszystkich piętrach i pukać do każdych drzwi. Rzuciłaś się na duże łóżko ze śnieżnobiałą pościelą i wpatrywałaś się w sufit tego samego koloru co pościel. Ustaliłaś, że twoja posada dużo ci pomoże, bo poprzez chodzenie i sprzątanie pokoi, będziesz mogła rozejrzeć się, czy gdzieś nie ma rzeczy należącej do ciebie.

 Wykorzystując wolne popołudnie skoczyłaś na rynek kupić pastę do zębów, szczotkę, bluzkę na jutro i jakąś piżamę. Do kąpieli wykorzystasz ręcznik hotelowy i darmową próbkę żelu pod prysznic w jednej z drogerii. Na koniec nie wiedziałaś jak i w którą stronę powinnaś wrócić. W skutek czego w pokoju zjawiłaś się po dwudziestej pierwszej. Zaraz po orzeźwiającym prysznicu, nałożyłaś na nagą skórę białą, luźną bluzkę z krótkim rękawem. Do tego zwyczajne czarne majtki i położyłaś się pod ciężką pierzyną. Oparłaś głowę na dwóch poduszkach. Mrok panujący w tym pomieszczeniu rozświetlał mały cień żarówki, zamkniętej pod brązowym abażurem. Mam nadzieję, że Siwon nie zaglądał do środka. Pomyślałaś. Koreańczyk mógł być od ciebie o jakieś cztery-pięć lat starszy. Przewróciłaś się na prawy bok, twarzą do ściany, która za zakrętem łączyła się z drzwiami wejściowymi. Wyciągnęłaś dłoń, by wyłączyć lampę, po czym zasnęłaś z prośbą szybkiego odzyskania swojego bagażu.

 Obudził cię seksowny głos Justin'a Timberlake'a dochodzący z budzika twojego telefonu. Zirytowana, na ślepo zaczęłaś szukać swojej komórki, by wyłączyć muzykę. Godzina siódma,a ty musiałaś wstać, by zdążyć się wyszykować. Po wyjściu z łazienki założyłaś jasne jeansy i wczorajszy zakup. Zwykła bluzka na ramiączka w białe paski. Ponieważ twój żołądek na razie protestował o spożyciu jakiegokolwiek jedzenia, postanowiłaś zjeść w przerwie na lunch. Już pozytywnie nastawiona na swą nową pracę opuściłaś swój pokój, zamknęłaś drzwi przesunięciem karty i powędrowałaś do szatni dla pracowników.
Mijając szary, dość zimny korytarz i przewijających się pracowników hotelu; wreszcie przekroczyłaś jedne z wrót podpisanych jako "Szatnia damska". Znajdując się już w pomieszczeniu, prawie żadna dziewczyna nie zwróciła na ciebie uwagi. Wszystkie w pośpiechu zakładały swe stroje, a ty podeszłaś do szafki numer siedem. Otworzyłaś ją i zauważywszy czarny wieszak z szarą sukienką zapinaną na środku białymi guziczkami do kolana. Zdobiły ją białe wykończenia rękawów i tego samego koloru kołnierz. Na półce ujrzałaś mini fartuszek do przepasania sobie przez pas.
Zauważając, że już ta godzina szybko zmieniłaś strój i jak na zawołanie, do szatni weszła Pani Goo.

 Twoja szefowa, każdej ze sprzątaczek przydzieliła piętro do sprzątania. Hotel miał 24 piętra, a zatrudnionych było dwanaście. Ty dostałaś dziewiętnaste i dwudzieste. Chwyciłaś za jeden z metalowych wózków, na których było to co jest niezbędne do pracy. Czysta pościel, worek na śmieci, szczotka, mop i woda, uprane ręczniki, ścierki, co tylko chciałaś.
Od swojej pracodawczyni dostałaś kartę, która pasuje do wszystkich czytników. Zdarzały się pokoje, bardzo, ale to makabrycznie brudne, które niestety trzeba było wyczyścić. Wysprzątałaś już dwadzieścia trzy pokoje i zostało ci jedynie pięć. Miałaś nadzieje, że w którymś z nich ujrzysz swą walizkę, bo jak na razie nic nie było.
Tak jak za każdym razem, najpierw zapukałaś by upewnić się czy ktoś tam jest, bo jeśli takowe by wystąpiło to musiałaś krzyknąć "Wymiana pościeli, czyste ręczniki!". Nie słysząc żadnej odpowiedzi, tylko głuchą ciszę, użyłaś karty i weszłaś do pomieszczenia.  Stanęłaś na środku i chwyciłaś za pościel, aby ją zmienić. Zdaje się, że nie ma właściciela tego pokoju. Nie chciałaś rozglądać się po nim - jak po wcześniejszych dwudziestu trzech - ale teraz postanowiłaś spojrzeć.
O! W rogu zauważyłaś coś znajomego. Rzuciłaś pościel i podeszłaś bliżej. TAK! W kącie, za szafą, stała twoja walizka. Chwyciłaś uchwyt i pociągnęłaś do siebie, aby opuściła róg pomieszczenia.
Do twojej głowy dotarło to, że jest to pokój Siwon'a, bo to w końcu on miał twoją walizkę. Żeby się upewnić odpięłaś suwak bagażu, by zobaczyć czy na pewno są w nim twoje rzeczy.
Pozwoliłaś sobie o spojrzenie w jego szafki, no bo w końcu coś za coś - on też powinien się starać znaleźć ciebie i oddania tego co twoje.
 Otworzyłaś dużą, czarną szafę w której były jedynie koszule w każdym kolorze. W kratkę, w paski, gładkie - jakie tylko chcesz. Żeby nie zapomnieć, ustawiłaś walizkę przy wejściu. Ten apartament był trzy razy większy od twojego. Ciekawe jaką ma łazienkę. Pomyślałaś i  poszłaś w stronę wielkich drzwi. Chwyciłaś za klamkę i pociągnęłaś w dół, popychając ją w tym samym czasie.
Nieoczekiwanie zobaczyłaś stojącego przed lustrem Siwona z przewieszonym ręcznikiem na biodrach, który się golił.
-Kurwa! - Krzyknęłaś po polsku, tak aby nie zrozumiał. Koreańczyk tylko spojrzał na ciebie i po chwili wrócił do swej czynności. Może on wiedział, że jesteś w pokoju?
- Przepraszam, ja tylko chciałam posprzątać.
- Dlatego zaglądasz do mojej szafy? - Speszona jego tonem opuściłaś głowę, jednak kiedy kątem oka na niego zerknęłaś zobaczyłaś, że się śmieje.
Nie słuchając swojego mózgu pozwoliłaś sobie zjechać na dół, na jego brzuch. Idealne linie oddzielające każdy mięsień od siebie.
- Kiedy kończysz? - Spytał, wyrywając cię z podziwiania jego sześciopaku. Spojrzałaś w jego oczy i już wiedziałaś, że zauważył twoje wcześniejsze podglądanie. Poprawiłaś włosy jak gdyby nigdy nic i wyprostowałaś się.
- Zostało mi jeszcze kilka pokoi, więc za niecałą godzinę powinnam skończyć. - Odpowiedziałaś łapiąc ręką za framugę.
- W jakim pokoju jesteś? - Wytarł pozostałości pianki w ręcznik.
- Dziesięć, ale po co ci to wiedzieć?
- Świetnie. Idź sprzątać inne pokoje, a za godzinę spotkamy się w twoim pokoju, ok?
- Okej... - Rzuciłaś cicho. Podeszłaś do drzwi.
- Nie bierz walizki! Przyniosę ci ją. - Wyciągnięta ręka powróciła do stanu pierwotnego. Zmarszczyłaś brwi, po co ma ci ją przynosić, jeśli zarówno sama mogłabyś ją wziąć. Zamykając drzwi wejściowe, usłyszałaś jego głos.
- Ładne masz nogi! - Zatrzasnęłaś wrota z lekkim uśmiechem na ustach.

 Nareszcie! Posprzątałaś tyle pokoi w cztery godziny, a teraz najchętniej poszłabyś spać. Podeszłaś do małego, drewnianego stoliczka, włączyłaś radio i usiadłaś na małym, szarym fotelu; który stał obok niego.
Stukając paznokciami o blat, czekałaś aż twój nowy kolega odda ci walizkę. Chwilę później, rozległo się pukanie.
- Proszę! - Krzyknęłaś, wyłączając właśnie jedną z piosenek BTS. Siwon kroczył ku tobie, a zaraz przy łóżku odstawił bagaż.
-Chodź, pójdziemy na obiad. - Zaproponował.
- Dobra, ale daj mi się przebrać. - Odpowiedziałaś, czując narastający głód w żołądku.  Chłopak kiwną głową i usiadł na materacu odprowadzając cię wzrokiem do łazienki. Utrzymywałaś z nim kontakt wzrokowy, aż do zatrzaśnięcia drzwi.

 Wysiadłaś z jego auta. Przystanęłaś na chwilę, aby Choi mógł cię dogonić. Szłaś z nim ramie w ramie po betonowym parkingu. On - ubrany w czarną, o dziwo, zwyczajną, przylegającą koszulkę, szare jeansy i buty New Balance. Ty - w białych sandałkach, szarej, bawełnianej spódnicy z wyższym stanem i białej podkoszulki. Mocno trzymałaś rączki swej mysiej torebki. Najprawdopodobniej byliście w centrum miasta. Podejrzewałaś , że możecie zmierzać w stronę jednej z tutejszych restauracji.
W jej wnętrzu przeważał kolor beżowy, przez co całe pomieszczenie wydawało się bardzo rodzinne i przyjemne dla oczu. Zajęliście jeden z dwuosobowych stolików przy ścianie, na której znajdowało się ogromne lustro. Kelnerka, zaraz po tym jak zajęliście miejsca wręczyła wam menu, a ty od razu je otworzyłaś. W sumie to ciągle nie znałaś koreańskiej kuchni, dlatego zdałaś się na gust swojego towarzysza. Do tego zamówiliście jakieś picie i czekaliście na zamówienie. Koreańczyk opowiedział ci jak to chciał dostać się do jednej z wytwórni, ale mu się nie udało i właśnie tak został zastępcą prezesa z jednej z firm. Usłyszałaś też, że zbiera pieniądze dla potrzebujących i przed snem czyta biblię - co cię zdziwiło, bo ty aż taka religijna nie jesteś.
Ty mu opowiedziałaś o swojej rodzinie, o tym jak się tu znalazłaś, i że właśnie teraz dorabiać by starczyło ci na kolejny rok studiów.
- Wiesz... w sumie mógłbym ci pomóc finansowo.  - Zaoferował. Cicho się zaśmiałaś.
- To miło z twojej strony, ale muszę odmówić. Źle bym się czuła, gdyby ktoś dawał mi pieniądze od tak. Poza tym... nie znasz mnie.
- Zdziwiła byś się. - Odważnie odpowiedział, patrząc ci w oczy.
- Jak to? - Zapytałaś wyraźnie zaskoczona. Teraz to cię dopiero zaciekawił.
- _____ od dwóch lat próbowałem do ciebie zagadać. Poznać cię. Kiedy jechałem do Gwangju i zobaczyłem, że łapiesz stopa, wiedziałem, że to był dar od boga. W każdej modlitwie prosiłem, abym mógł cię poznać. Kiedyś widziałem cię kilka razy w jednym ze sklepów z twoją koleżanką. Tak ślicznie wyglądałaś kiedy się śmiałaś. Od razu przykułaś moją uwagę. - Na światło dziennie, po raz pierwszy zobaczyłaś słodką stronę Choi'a Siwon'a. - A teraz, gdy ja cię poznałem, a ty mnie. Nie ma mowy, żebym nie mógł ci pomóc... Możemy zrobić tak, jak dziś wieczorem ze mną wyjdziesz na miasto to w ramach podziękowań opłacę ci studia. - Zrobił maślane oczka. - A jeśli się nie zgodzisz to i tak dam ci pieniądze. - Dodał po chwili łapiąc swoją dłonią twoją, która leżała na stole niedaleko szklanej szklanki z wodą.

~Rin

A! Zapomniałam dodać! W imieniu Lin Young i moim DZIĘKUJEMY ZA PONAD 100 000 WYŚWIETLEŃ! 
(Chyba was kocham) :)