czwartek, 24 lipca 2014

Suho - Flower

      Scenariusz pisany z mojej perspektywy, ponieważ jest mi tak wygodniej pisać. :) Oczekujcie następnego scenariusza w połowie sierpnia, bo razem z Lin jedziemy w piątek na obóz! :) Dziś scenariusz z Suhaczem, ale przez najbliższe miesiące nie napisze nic z którymś z chłopaków z exo, chyba, że Lin Young.



   Nie wiem czemu było to dla mnie takie trudne...Starałam się iść noga za nogą, ale wciąż się potykałam lub gibałam. Ha ha, ten chodnik jest taki nierówny...Swoją drogą muszę powiedzieć mamie, że to ja przed wyjściem stłukłam lustro w przedpokoju, ale to przez SooYeon, która po mnie przyszła i mnie na nie popchnęła, wówczas, kiedy ja trzymałam wielki dzban ze szkła.

- Sia la la la - Zaczęłam śpiewać z MinYoung, która złapała się mnie za ramie. Lekko pochyliwszy się w przód beknęłam, czym wywołałam śmiech całej reszty.
- Ej - Odezwała się Yuri, zatrzymując się w miejscu z dłonią przy ustach. - Stop! - Krzyknęła stając na nogach w rozkroku i podnosząc ręce do góry. - Wciąż się gibała to na lewo, to na prawo. Reszta dziewczyn, w tym ja, zwróciłyśmy na nią uwagę.
- Chciałam powiedzieć, że was koch- beknęła - kocham was. - Poprawiła się i na jednej nodze zaczęła nisko podskakiwać w stronę jakiegoś budynku.Albo się wygłupiała, albo nachlała jak świnia, bo nawet teraz nie umiała porządnie stanąć na dwóch kończynach.

  Dzisiejszego wieczoru, około dwudziestej, wszystkie spotkałyśmy się przy jednym z seulskich klubów. Był piątek, a naszych rodziców, jakimś dziwnym sposobem wszystkich, nie było w domu. Więc jako, że chciałyśmy posmakować nocnego życia, postanowiłyśmy wybrać się na imprezę. Mnie samej jakoś to nie przekonało. Oczywiście raz na jakiś czas mogę się wybrać na taką zabawę, ale jakoś nie przekonuje mnie to, żeby każdego wieczoru upijać się do nieprzytomności. Właśnie tego wieczoru oblewałyśmy urodziny Yuri.
 Z mojego zamyślenia wyrwały mnie dźwięki i odgłosy typu "bleee" lub "buaah", więc zaciekawiona kto je robił spojrzałam się w stronę skąd dochodziły. Właśnie tego się obawiałam przed wyjściem, a mianowicie ujrzenia którejś z dziewczyn wymiotującej pod jakimś szarym murem. Gdybym nie była pijana od razu rzuciłabym się jej na pomoc i zapytała "Czy wszystko w porządku?", jednakże nie jestem, poszłam do jubilatki, wcześniej wymijając się z MinYoung, która szła w pomocy do SooYeon.

- Yuri - Powiedziałam melodyjnie przedłużając jej imię. Dziewczyna spojrzała na mnie lekko przekrwionymi oczyma. Wodziła za mną wzrokiem, gdy ja szłam w kierunku jakiegoś balkonu, znajdującego się na parterze w dziesięciopiętrowym wieżowcu. Mocno chwyciłam za barierkę, a jedną stopę wsadziłam pomiędzy metalowe szczebelki.  Nabrałam siły i odepchnęłam się od ziemi. Zgrabnie przerzuciłam jedną i drugą nogę tak, że na niej siedziałam. Zeszłam z niej i wzrokiem zaczęłam wodzić po parapecie, na którym znajdowały się różne odmiany kwiatów.Jednak moje zainteresowanie zyskała żółta nasturcja, która znajdowała się pomiędzy jej koleżankami w kolorze czerwonym. Kilkuminutowe przyglądanie się tym roślinkom lekko mnie wytrzeźwiło. Ktoś, kto tu mieszka musi naprawdę kochać ogrodnictwo. Ucisnęłam rękę w pięści na zielonej łodyżce i pociągnęłam do góry, by ją wyciągnąć. Odwróciłam się od poręczy i wyciągając dłoń z owym kwiatem, nachyliłam się nad nią. Yuri, w czarnej, kusej sukience, podeszła do mnie. Uśmiechnęła się do mnie, a ja wręczyłam jej mój prezent, którego wcześniej nie otrzymała.
  Z powodu niezbyt ciekawej sytuacji finansowej, nie miałam jak i za co kupić jej naprawdę fajnego prezentu. Dlatego był nim mój kwiatek, a przedwczoraj przyszła do mnie na nocowanie i spędziłyśmy miło czas na słuchaniu muzyki, czasem do niej tańcząc.

-Dziękuje - Powiedziała jubilatka wdychając zapach rośliny.
- Cała przyjemność po mojej stronie - Odpowiedziałam nadal będąc w zgięciu. Barierka niefortunnie wbijała mi się w brzuch, ale pomimo tego było mi wygodnie.  Dlatego postanowiłam tkwić w takiej figurze.
- A po mojej nie - Odezwał się nieznany głos.  Męski.  Myślałam, że moja głowa wystawia mnie na próbę i chce pokazać, że na dziś wypiłam za dużo alkoholu. Jednak, gdy niedaleko moich pośladków poczułam coś innego od razu się wyprostowałam. Odwróciłam się w stronę wejścia na balkon i momentalnie odskoczyłam wpadając na metalową rurę. Przede mną stała postać. Postać młodego mężczyzny, ledwo po dwudziestce. Był ode mnie, może, o połowę głowy wyższy. Nie chcąc i bojąc się coś do niego powiedzieć, bo w końcu heloł... Jest druga w nocy. Chwyciłam się metalowego czegoś i już chciałam zeskoczyćz jego "posiadłości', ale zatrzymała mnie jego zimna ręka.
- Nie tak szybko  - Zacisnął dłonie wokół mojego przedramienia. - Czemu zerwałaś kwiatka z mojej doniczki? Wiesz, że mogę nasłać policję?
- Ha ha, nie bądź śmieszny... Z powodu głupiego kwiatka?- Zaczęłam chichotać. Ten chłopak, albo próbował udawać śmiesznego, albo naprawdę był głupi.Odwróciłam się do niego plecami, ale nie zauważyłam żadnej z dziewczyn.
- Kurde - Przeklęłam je w myślach, mówiąc to pod nosem.To one będą odpowiadać w sądzie, jak ten koleś mnie zgwałci  i porzuci w lesie. O co mu w ogóle chodzi? Ponownie stałam z nim twarzą w twarz. Oparta na jednej nodze, zaplotłam ręce na piersi i spojrzałam na niego.
- Co chcesz?
- Zasadź mi tego kwiatka - Oparł się o parapet przeszywając mnie na wylot. Pod wpływem jego spojrzenia odwróciłam wzrok na brązową doniczkę.
- Chyba sobie jaja robisz.W ogóle to czy ty nie powinieneś spać o tej godzinie? - Spytałam. - Najwyraźniej nie, tylko po nocy stoisz przy oknie i patrzysz czy nikt nie kradnie ci roślin. - Odpowiedziałam sobie sama.
- To nie twoja sprawa, zasadź mi tego kwiatka! - Podniósł głos wyraźnie zniecierpliwiony. Zrobił krok ku mnie. Znalazł się w świetle pobliskiej latarni. Mocno rozjaśnione włosy spadały na jego oczy, przez co, co chwile je poprawiał. Miał na sobie szarą bluzę z kapturem i cienkie niebieskie spodenki do kolana. Nie miał butów, bo po co komu do noszenia po domu.
- A skąd mam ci go wziąć?! Przecież Yuri go zabrała! - Wykrzyczałam, żeby w końcu zrozumiał. Nie wiem czy był głuchy, czy nie mył uszu, ale chyba nie ogarnął co do niego mówiłam.
- Teraz to mnie nie obchodzi. Masz mi zasadzić tą nasturcję. - Nakazał, a potem złapał mój nadgarstek i pociągnął do drzwi prowadzących do jego mieszkania.
- Co ty robisz? Zostaw mnie! - Zaczęłam się szarpać i kopać jego nogi. Chłopak lekko zgiął kolana pod wpływem mojej stopy, ale mnie nie puścił. Trzymał mocno, przez co przeszkadzał mi w ucieczce od niego. Co on sobie myśli? Zapierałam się, aby zająć mu jak najwięcej czasu do doprowadzenia go do salonu.
- Jezus, no chodź! - Wydarł się na mnie. Nabrał siły i zdecydowanym ruchem pociągnął mnie na tyle daleko, że wylądowałam na środku pokoju - siedząc na brązowym dywanie.
- Po co mnie tu wciągnąłeś? - Zapytałam bardziej spokojnie Koreańczyka, który właśnie zamykał balkon.
- Proste. Zostaniesz tutaj do rana i wtedy pójdziemy do sklepu, kupisz mi kwiatka i mi go zasadzisz. - Powiedział podchodząc do jasno-drewnianej szafy.
- Co? Ja wychodzę.- Żwawo wstałam z siadu i poprawiłam bluzkę. Zaczęłam iść (chyba) w stronę korytarza, ale przerwał mi jego głos.
- Nigdzie nie wychodzisz.- Poczułam jego rękę na swoim barku i lekkie pociągnięcie, tak, że cofnęłam się o kilka kroków. Chłopak mnie wyprzedził i zamknął drzwi na klucz. Kiedy to zrobił, nie ukrywam, wystraszyłam się. Pierwszy raz go widzę, jest noc, a on zamknął mnie w jednym ze swoich pokoi. Ale chyba zapomniał, że jest tutaj balkon, więc kiedy stąd wyjdzie i mnie tu zostawi, ja z niego po prostu wyskoczę. Ciemnooki rzucił we mnie kocem i poduszką, którą przed chwilą wyjął z mebla.
- Ale my się nawet nie znamy...- Jęknęłam cicho.
- Jak masz na imię?- Zapytał blondyn odwracając się do mnie, kiedy ja siadałam na niewielkiej kanapie. Zmarszczyłam brwi.
-_____ - Powiedziałam niepewnie. Przecież w pięć minut się nie poznamy.
- A ja JunMyeon, miło mi.- Odpowiedział lekko przymykając drzwi od pomieszczenia. Najwyraźniej szedł do swojej sypialni. Cwaniacko się uśmiechnęłam, myśląc, że za niecałą godzinę się z nim pożegnam. - Widzisz, już się znamy.- Dodał trzymając za klamkę.-A, i nie myśl sobie,że nie będę słyszał jak będziesz chciała wyjść balkonem, albo drzwiami głównymi. Mam bardzo dobry słuch, więc ci to nie wyjdzie.

   Nie miałam się w co przebrać, więc zostałam w samej bluzce, która miała dać pozory, że jednak spędzę tu noc. Spodnie położyłam pod kanapą razem z butami. Tunika, którą jakimś cudem udało mi się wkasać w czarne rurki zakrywała moje majtki. Zgasiłam światło i położyłam się dając mu do zrozumienia, że już odpłynęłam. Niestety alkohol, który wypiłam jakieś półtorej godziny temu wciąż we mnie buzował, więc gdy moja głowa dotknęła miękkiego jaśka, powieki stawały się ciężkie. Nie _____, nie możesz zamknąć oczu! Krzyczała moja podświadomość, tym samym budząc mnie z przymulenia. Nogami odtrąciłam otulającą mnie kołdrę i usiadłam w siadzie skrzyżnym. To była męczarnia. Stanęłam, i na paluszkach, najciszej jak umiałam, podeszłam do drzwi, aby upewnić się, że spokojnie mogę stąd uciec.
 Pomimo tego, że go nie znałam, nie odczuwałam jakiegoś niepokoju. Blondyn mimo iż pokazał mi swoje kwiatowe uniesienie, wyglądał dosyć miło i sądzę, że byłby dobrym przyjacielem. Ostrożnie uchyliłam wrota, patrząc przez szparę, która się utworzyła. Było ciemno, więc mogłam stwierdzić, że nie będzie mnie słyszał, ponieważ zrobię to prędko i cicho. Kiedy byłam już w połowie drogi do wyjścia ewakuacyjnego, zakręciło mi się w głowie, dlatego natychmiast obiema rękoma złapałam się za skronie, cicho wpuszczając powietrze przez zęby. Kiedy ból minął zgarnęłam szybko jeansy i podeszłam do białej klamki. Z pionu ustawiłam ją poziomo, dzięki czemu drzwi były otwarte, ale również wydały z siebie dość głośny dźwięk. Zamknęłam oczy modląc się, żeby tego nie usłyszał. Nie tracąc więcej tej nocy, zrobiłam duży krok i już miałam zakładać nogę na barierkę, kiedy usłyszałam jego głos.
- _____, czyżbyś chciała uciec? - Zapytał. Miałam plan, żeby go olać i przeskoczyć przez przeszkodę jak gazela, jednak wiedziałam, że jest ode mnie szybszy i silniejszy, dlatego zanim ja bym przerzuciła obie nogi na drugą stronę on już czekałby na mnie na dole. - I to jeszcze w samej bluzce? Ubrałabyś się chociaż... Poza tym zostawiłabyś u mnie obcasy. - Pokazał na parę czarnych szpilek w rogu salonu. Zupełnie zapomniałam o tym, że jedyne co zasłania mój tyłek to czerwone majtki, które kupiła mi moja mama. Ostatecznie stałam na balkonie o trzeciej w nocy w samych majtkach, zgrabiona, żeby przedłużyć bluzkę, by zasłoniła co nie co; a Koreańczyk stał na przeciwko mnie w salonie w bokserkach z napisem " Jestem seksi" ( serio? ) i bluzce na ramiączka w jednym z odcieni brązu. Włosy miał w nieładzie, przez co słowa na jego bieliźnie zaczęły mówić prawdę. W tym momencie stał się dla mnie bardzo przystojny. Moi rodzice nie byliby zadowoleni,  a koleżanki umierały z zazdrości dowiadując się, że po godzinie znajomości oboje widzieliśmy siebie bez spodni.
- To może ja wejdę. - Powiedziałam lekko speszona widząc, że auta, które tu przejeżdżały widziały mnie w takim, a nie innym stanie. Nachylając się w jego stronę, wskoczyłam w rurki i spojrzałam na niego. W jego oczach odbijał się blask ulicznych lamp, a on przyglądał mi się równie tak samo jak ja jemu.
- Chodź. -  Powiedział łagodnie, nie urywając kontaktu wzrokowego. Chciałam spytać, czemu mnie nie wypuści, ale już znałam na to odpowiedź. Stwierdziłam, że owy chłopak nic mi nie zrobi. Nie był jakoś umięśniony, a nawet jeśli, to ja też miałam siłę.  Mój ojciec był trenerem boksu, więc gdy byłam mała uczył mnie podstawowych ruchów plus uczęszczałam na zajęcia samoobrony.  Wzięłam swoje obuwie i poszłam za Azjatą. Przeprowadził mnie przez kremowy przedpokój. Otworzył przede mną drzwi, więc weszłam jako pierwsza.
- Nie chcę, żebyś znów uciekła. W nocy jest nieprzyjemnie, a ja nic ci nie zrobię. Lepiej, żebyś spała u mnie, wtedy będę cię miał na oku. - Chłopak wyszedł z sypialni, a ja, że byłam ciekawska poszłam za nim. Chciałam zobaczyć po co poszedł. Jednym okiem wyjrzałam zza framugi. Jak się okazało blondyn szedł do drzwi wejściowych, aby przekręcić w nich zamek. Usłyszałam dźwięk sms-a swojej komórki. Sięgnęłam po nią, żeby zobaczyć kto normalny pisze o trzeciej w nocy, chodź domyślałam się, że to jedna z moich przyjaciółek.

Od : SooYeon
Do : ______
Gdzie ty jesteś? Wszystko w porządku?

 Nie myśląc dłużej czy mam odpisywać puknęłam na ekran, by ukazała się klawiatura. Sprawnie wystukałam "Jestem u tego chłopaka. Spokojnie, nie jest agresywny. Powiedziałam mu, że tego kwiatka zasadzę mu rano, a teraz pozostanę u niego, bo sama nie będę wracać w nocy." Literki mi się mieszały, głowa pobolewała, a stopy wciąż bolały od kilkugodzinnego noszenia szpilek. Usiadłam na dywanie, opierając się o niebieską ścianę. Chciało mi się spać, ale z drugiej strony miałam ochotę potańczyć. Nigdy więcej nie pije nic innego oprócz piwa i wina.
- Czemu siedzisz na podłodze? - Spytał chłopak, kiedy wchodził do pomieszczenia w którym się znajdowałam.
- O, JunMyeon, wystraszyłeś mnie. - Przestraszył mnie swoją nagłą obecnością. Wstałam podpierając się o ścianę. - Rozbolała mnie trochę głowa.
- Chcesz tabletkę? Ostatnio też miałem z tym problem, więc zostało mi kilka. - Pokiwałam głową i znów zostałam sama. Podeszłam do jego biurka. Lampka, komputer, książka i ramka ze zdjęciem. Chwyciłam ją w dłonie, ale wcześniej sprawdziłam czy idzie. Był tam dwie osoby na górskim tle. Pierwsza była podobno do chłopaka, u którego jestem teraz w mieszkaniu. Zaś druga to dziewczyna. Również Azjatka, czarne warkocze sięgały jej aż do żeber. Ubrana była w zwiewną, zieloną sukienkę, obejmowała JunMyeon'a. Czyżby to była jego dziewczyna? Co prawda Koreańczyk miał wtedy ciemną grzywkę i wyglądał na młodszego, ale gdyby jej nie miał to po co miałby trzymać ich wspólne zdjęcie? Kiedy usłyszałam stawiane na meblu kubki, a koło nich małą, białą tabletkę; od razu odłożyłam nieswoją rzecz.
- Sorki, nie chciałam. Ja po prostu, byłam ciekawa kto tam jest. Kto stoi koło ciebie. - Zaczęłam się tłumaczyć. Nie chciałam, żeby uważał mnie wścibską dziewczynę w dodatku, że przez sytuacje, która miała miejsce kilka minut temu. To jak jego oczy błyszczały, zaczął mnie pociągać. Byłoby mi smutno, gdyby okazało się, że to jego miłość.

- Nic się nie stało, ale następnym razem po prostu zapytaj.  - Wysłał mi blady uśmiech. Poszedł w kierunku łóżka stojącego za mną i opadł na nie.
- Nie muszę pytać, zapewne to ktoś ważny w twoim życiu. - Spojrzałam na niego, kiedy sięgałam po lek. Koreańczyk przytaknął. - Jak ma na imię twoja dziewczyna? - spytałam. A jak, co mi szkoda.  Pewnie i niestety go już nigdy nie spotkam, więc muszę być odważna i walić prosto z mostu.
- Nieee, to nie moja dziewczyna. - Zaprzeczył, pocierając o siebie dłonie i opuszczając dłonie w cichym uśmiechu. Zdziwiłam się.
-To kto? Na twoją matkę mi nie wygląda. - Zażartowałam, po czym zaczęłam się śmiać. I tak chwilę później przestałam widząc kamienną minę mojego towarzysza. - Sory, najwyraźniej alkohol jeszcze we mnie płynie. - Klapłam koło niego.
- To jest Jimin. Była jedną z opiekunek w domu dziecka, w którym się wychowałem. - Ręką przejechał po swojej twarzy. - W sumie to nie wiem, po co ci to mówię. Znamy się jakieś sześćdziesiąt minut, a ja już opowiadam ci moją gorszą historię. - Wstał do pionu, kręcąc się w różne strony. - Tak na prawdę nie chcę ci tego w ogóle mówić, ale to jak na mnie patrzysz i  to jak ja cię widzę...Po prostu, nie mogę ci odmówić. - Głos stopniowo zniżał. Jednak dzieląca nas cisza pozwalała mi na dokładne usłyszenie tego, czego niezbyt chciał i wstydził się przyznać. W mojej głowie pojawił się mętlik. - Nie żeby go wcześniej nie było, ale nie wiedziałam co odpowiedzieć.  Znacząco odkaszlnęłam, aby pokazać mu moje... zawstydzenie?
- Nie ważne. - Powiedział szybko i zbyt głośno, bo moja głowa dała mi jeden, mocny cios. - ______, dobrze się czujesz?
- Tak, jest ok. Ale nie mów tak głośno. Może połóżmy się już spać, jeśli nie chcesz mnie wypuścić.
- Musisz się z tym pogodzić. - Chłopak posłał mi ciepły uśmiech.
- Już się z tym pogodziłam, ale tylko troszeczkę. - Również się uśmiechnęłam i na słowo "troszeczkę" pokazałam charakterystyczny do tego gest na palcach.
Miałam ochotę poprosić, aby opowiedział mi więcej o swoim dzieciństwie, ale po tym co przed chwilą powiedział miałam wątpliwość. Nie mógł mi się oprzeć, dlatego mi to powiedział...Ale tak naprawdę tego nie chciał. Postanowiłam olać swoje zainteresowanie i pobyć w ciszy.
Najwyraźniej nie pasowało to blondynowi, bo zaczął pytać się mnie o nazwisko, zainteresowania, co właściwie robię w Korei i inne.

- Masz. - Zwrócił się do mnie, podając mi kołdrę, która została w dużym pokoju. - Pomimo tego, że wiem, że już nie uciekniesz to ja i tak będę spał na podłodze przy drzwiach, a ty zajmij moje łóżko.
- Ale...-
- Nie ma żadnego ale, ty jesteś moim gościem, więc nie będziesz spać na ziemi. - Powiedział rozkładając gruby, zielony koc na panele.
- No, ale...-
- Koniec konwersacji, możemy porozmawiać o czymś innym. - Rzucił poduszkę na jeden koniec materiału i nie wiem po co, usiadł na niej.
- Jasne... Więc zamieńmy się miejscami do spania. - Chłopak słysząc moją propozycje z pozycji leżącej wstał do siadu i spojrzał na mnie karcącym wzrokiem.
- Czego nie rozumiesz w zdaniu "Koniec konwersacji"? - Zapytał z uśmiechem i wstał, podszedł do mnie kucając kilka centymetrów przed moimi kolanami. - Tak jak było przed chwilą będzie idealnie. Ty się wyśpisz, ja... chyba też i będziemy zadowoleni, a teraz jestem naprawdę zmęczony, bo miałem nockę w pracy i moim marzeniem jest sen, więc połóżmy się, ok? - Pokiwałam głową na zgodę. Koreańczyk  powrócił na swoje wcześniejsze, a ja ze zrezygnowaniem i naburmuszeniem pochyliłam się do tyłu, by wygodnie ułożyć się na miękkim materacu. W miarę równym czasie oboje nakryliśmy się kołdrą. Położyłam się po lewej stronie, dlatego miałam dobry widok na skośnookiego, który odwrócił się ode mnie plecami. Postanowiłam zasnąć na lewym boku. Pierzynę zawinęłam między nogi, a jeden z rogów złapałam w dłoń. Było mi miło, ciepło i wygodnie, jednak to nie tuliło mnie do snu. Myślałam nad tym czy blondynowi było źle w sierocińcu. Czy miał tam przyjaciela, prócz tej niani. Ciekawiło mnie całe jego życie. Chłopak, którego poznałam niecałe dwie-trzy godziny temu, miał jedynie dobre intencje.
Ma rodzeństwo? Co z jego rodzicami? Oprócz ogrodnictwa, co go interesuje? Gdzie pracuje? Kim chciałby zostać w przyszłości? Ma jakieś talenty? Było masa pytań jakie chciałam mu zadać, ale po głębszym zastanowieniu się, stwierdzałam, że to nie miałoby sensu. Rano kupie mu tą nasturcję, a gdy ją zasadzę, będzie po kłopocie. Pożegnam się z nim i każdy pójdzie w inną stronę.
Co ja w ogóle gadam? Nie, nie będzie dobrze, bo on na prawdę mi się spodobał. Nawet gdy nie poprosi o numer to któregoś dnia, przyjdę niezapowiedzianie, ale normalnie, drzwiami. O! Albo znów wyrwę kwiatka. Moje rozmyślenia wzięły nade mną górę, dlatego w ogóle nie zwróciłam uwagi na to, że non stop się wiercę.
- Nie możesz zasnąć? - Spytał Jun Myeon zaspanym głosem odwracając się w moją stronę.
- Tak jakby. - Powiedziałam cicho. - Nie możemy się po prostu zamienić?
- Nie. - Odpowiedział stanowczo, ale nadal przyjaźnie. Wiedziałam, że tak łatwo nie odpuści, więc w głowie szybko wymyśliłam jakby tu go udobruchać i wrzucić na to łóżko.
Nie lubiłam jak ktoś musiał czuć się niewygodnie, gdy w tym czasie ja miałam bardzo komfortowe miejsce.
- No to...- Wahałam się. Nie wiedziałam czy to zaproponować, czy to nie wyjdzie dziwnie. Zauważyłam, że patrzył na mnie z cierpliwością. - Pomyślałam sobie, że...Ale to jest dziwneee.... - Zajęczałam poprawiając kołdrę. Blondyn nic nie mówił, ale wiedziałam, że nic nie powie. - No jeśli ty nie chcesz, żebym spała na podłodze, a ja nie chcę, żebyś spał tam gdzie teraz leżysz to oboje możemy spać na łóżku. Materac jest duży, a mi to chyba nie przeszkadza. - Powiedziałam z małą gulą w gardle.
- Może? - Powtórzył. - To przeszkadza ci czy nie? - Spytał wydostając się spod pierzyny.
- No... nie przeszkadza. - Odpowiedziałam, drugie zdanie mówiąc ciut odważniej. Chłopak jak na zawołanie wstał i zebrał cały bałagan z paneli i położył go niedaleko mnie. Uniosłam się na łokciach, aby lepiej widzieć co robi. W mojej głowie było jedno pytanie. Czy ja mu się podobam? Tego niestety nie wiedziałam, mogłam tylko przypuszczać. Było mi to trudno określić, bo blondyn niby mi coś powiedział, ale po ostatnim zdaniu już nic takiego nie zrobił. Ułożył wszystko na swoim miejscu, tak, że mieliśmy dwa oddzielne nakrycia. Oboje leżeliśmy na plecach, nikt nic nie powiedział, oboje zapatrzeni w zupełnie nieinteresujący, biały sufit.
- Chciałabym cię o coś zapytać. - Powiedziałam. Blondyn przekręcił do mnie głowę, aby pokazać mi, że słucha. - Ale nie patrz się na mnie, bo się wstydzę. - Dodałam szybko, dzięki czemu Azjata powrócił do wgapiania się w ścianę z lekkim uśmiechem. Zapewne śmiał się ze mnie.
Brzuch dosyć dziwnie mi drżał, a ja czułam się jakbym miała do siebie przyczepioną bombę, która denerwująco tyka i zaraz ma wybuchnąć. - Chciałbyś się ze mną jeszcze kiedyś spotkać? Wiesz...Tak na kawę, za dnia.
- Czemu by nie... - Odpowiedział z odczuwalną radością. Sama się do siebie uśmiechnęłam. Dumna z tego, że odważyłam się zapytać i szczęśliwa, że on też chcę się spotkać.

  Nocna lampka powoli stawała się zbędna, ponieważ zza zasłony zaczęły przedostawać się pojedyncze promyki rażącego słońca. Nie mam pojęcia ile już tak leże, ale razem z JunMyeon'em nie śpimy od kilku godzin. Leżymy w ciszy, czasem zerkając na siebie i wymieniając się uśmiechami.
- Powinniśmy iść spać. - Zachęcił Suho. Zgodziłam się. Jedną ręką poprawiłam upijającą mnie poduszkę i powoli zamknęłam oczy.
- Możesz wyrywać mi te kwiatki z balkonu. Ile chcesz, wyrywaj do woli. Jeśli to ma sprawić, że będziemy się częściej spotykać. - Wyrwał mnie jego kojący głos z pół-snu.

~Rin


niedziela, 13 lipca 2014

Chanyeol ~Wycieczka po lesie



Przepraszam, że musicie tak długo czekać ;c Postaram się przyspieszyć dodawanie scenariuszy :) 
Miłego czytania ^^
  Minnie
Wraz ze swoim chłopakiem świętowaliście wygraną w konkursie na najpiękniejszą parę. Zdobyliście możliwość wyjechania do ulubionego miejsca, które chcielibyście zwiedzić. Zastanawiając się dokąd chcecie jechać, przypomniało wam się, że zawsze marzyliście polecieć razem do Europy, żeby chłopak poznał twoich rodziców na żywo.  Zapisując kierunek lotu na wygranej karcie oddaliście ją kierownikowi całej tej zabawy. Z zaskoczoną miną przyjął zgłoszenie pytając dlaczego akurat tam. Odpowiedzieliście, iż twoi rodzice właśnie tam mieszkają, a Chanyeol nie miał okazji poznać ich osobiście, tylko przez internet. Od dwóch lat mieszkaliście wspólnie wynajmując mieszkanie w wieżowcu. Szczęśliwi trzymając się za rękę poszliście do parku siadając na jednej z ławek. Byłaś osobą, która zawsze miała temat do rozmowy. Po mimo tego, że czasem chłopak stawał się nieśmiały przy innych, będąc z tobą zawsze był radosny i wyluzowany. Gdy było ci smutno zawsze przychodził i zaczynał rapować co powodowało na twojej twarzy uśmiech. Znajomi, którzy spotykali was po drodze zawsze zazdrościli wam tego jak radośni przy sobie jesteście. Zdawałoby się, para idealna, lecz po mimo tego, też mieliście swoje problemy. Nikt nie jest doskonały, no chyba, że te piękne Koreanki śpiewające w telewizji, które zawsze wyglądają świetnie i bez skazy. Z tego co ustaliliście z kierownikiem podróży wyjechać mieliście już jutro o godzinie piętnastej. Z piwnicy przynieśliście dwie torby zabierając ze sobą dużo rzeczy, nie wiedząc ile tam będziecie. Dawno nie byłaś w swoich stronach, dlatego bałaś się kolejnej zmiany czasowej i klimatu. Zawsze powodowało to iż ty oraz chłopak czuliście się gorzej. Podróżowaliście zawsze kiedy zdarzyła się jakakolwiek możliwość ostatnio byliście w Grecji. Widoki piękne, a woda przejrzysta. Tym razem droga miała być dłuższa ponieważ, będziecie musieli zatrzymywać się co jakiś czas na lotniskach, żeby dać wywiad jak się czujecie z wygraną wycieczki. Przez całą noc nie spaliście(no prawie całą),pewnie byliście zafascynowani wylotem i nie mogliście zasnąć.  Optymistycznie nastawieni sprawdziliście jeszcze raz swoje bagaże i wyszliście z budynku kierując się w stronę auta, by pojechać na lotnisko. Gdy już byliście na miejscu spotkaliście asystentkę gospodarza zabawy, która pokierowała was do autokaru. To było dziwne, ponieważ zamiast w samolocie znajdowaliście się w busie. Uprzedzili was,że jest mała zmiana planów. Po długo godzinnej podróży zatrzymaliście się na stacji,by coś zjeść lub wypić. Staraliście się wydobyć jakiekolwiek informacje od ludzi, którzy mogli by coś wiedzieć. Niestety nikt nie umiał udzielić wam logicznej odpowiedzi. Z powrotem wsiedliście i jechaliście dalej. Pani w autokarze podeszła do was siadając na wolnym miejscu przed wami. Chanyeol był tym wszystkim zirytowany. 

-O co w tym wszystkim chodzi?-zapytał patrząc na śmiejącą się brunetkę. 

-Już wam to wszystko wyjaśniam, chodzi o to, że musieliśmy zmienić wasze plany. Nastąpiły małe problemy i nie było nas stać na wycieczkę do Europy, zamiast tego chcieliśmy wam zrobić niespodziankę. Wyjedziecie do ośrodka wypoczynkowego, myślę, że wam się tam spodoba. Może nie jest to podróż, której oczekiwaliście, ale na pewno będzie dobrze.-Uśmiechnęła się tłumacząc i wyjaśniając całą sytuacje. Spojrzeliście na siebie zaskoczeni i zmieszani. W pierwszej chwili nie wiedzieliście co powiedzieć po czym odpowiedzieliście słowami:

-Aha.-tylko na taką odpowiedź było was stać. Suche nie okazujące żadnych emocji "aha". 

Po męczącej jeździe w końcu dojechaliście do ośrodka w którym mieliście zamieszkiwać. Był to średniej wielkości, drewniany domek postawiony niedaleko lasu i pola kempingowego. Przed domkiem altana,a w środku stół i ławeczki. Wszystko wyglądało w miarę dobrze do póki nie weszliście do środka. Otwierając drzwi do waszego tymczasowego mieszkania wywaliła się na was szczotka waląc cię w czoło. Chłopak spojrzał na obolałe miejsce masując je, poszliście dalej mężczyzna chciał otworzyć okno niestety zamiast tego po prostu wypadło. 

-Jak my tu trafiliśmy? Przecież to miała być podróż po Europie. Może po prostu wrócimy do siebie?-zapytał rozglądając się ponownie po domku. 

-Skoro już tu przyjechaliśmy zostańmy i odpocznijmy, powinno być tu cicho i spokojnie. Nawet jeśli domek nie jest dobrze zaopatrzony damy sobie rade, my byśmy nie dali?-zawsze starałaś podchodzić do wszystkiego z optymizmem i tym razem ci tego nie zabrakło. Uśmiechnęłaś się do bruneta podchodząc do niego i się przytulając. Zabraliście z autokaru swoje bagaże i postawiliście je przy szafie. Założyłaś na siebie bluzę, ponieważ zrobiło się trochę zimno, a po za tym jak to w lesie wieczorem zaczynały gryźć komary. Wyszliście z domku i usiedliście na ławeczce.Przed wami pojawiła się mała dziewczynka trzymająca w ręku kwiat. Podeszła do was i podarowała go tobie.

-Proszę, to dla ciebie.-zawołała uśmiechając się i podając ci piękną roślinę,po czym odeszła kontynuując zabawę w piaskownicy na placu zabaw, który znajdował się tuż przy was. 

Spojrzeliście na siebie. Chłopak zbliżył się do ciebie dając ci buziaka w policzek.-Bardzo chciałem poznać twoich rodziców, ale skoro teraz się nie udało, może innym razem. Chodźmy, chyba oboje jesteśmy zmęczeni.-Chanyeol złapał cię za dłoń kierując się w stronę drewnianego domku. Tego wieczora obejrzeliście film i wtuleni w siebie zasnęliście. 


_ Ranek _
Wstałaś robiąc śniadanie i biorąc krótki prysznic. Wychodząc z łazienki potknęłaś się o próg i lecąc do przodu wypowiedziałaś imię chłopaka. Jak na niego przystało szybko zareagował oraz był tuż obok, ponieważ miał zamiar wejść do toalety od razu po tym jak wyjdziesz. Złapał cię patrząc ci w oczy. -___ następnym razem bądź ostrożniejsza.-uśmiechnął się stawiając cię na nogach. Zapowiadało się, że dzisiaj pójdziecie na spacer do lasu.Założyłaś krótkie spodenki, beżowy sweterek w czarne groszki, bluzkę z małymi kokardkami oraz białe buty. Chłopak również wyglądał nienagannie, aż nie mogłaś się napatrzeć. 

-Zróbmy zdjęcie!-zawołałaś wyjmując z torebki telefon. Stanęłaś koło chłopaka klikając na przycisk aparatu. -No i pięknie, a teraz chodź zjeść śniadanie.-pociągnęłaś go za sobą prowadząc do stołu. Usiadłaś koło niego. Na stole leżało jedzenie przyszykowane przez ciebie w czasie gdy on był w łazience. 

-Wiesz, że nie musiałaś tego robić?

-Wiem, no i co? Kiedyś mówiłeś, że uwielbiasz śniadania przygotowane przeze mnie.- powiedziałaś kładąc chłopakowi na talerzu parę przekąsek.-Wydaje mi się, że dzisiaj jest idealna pogoda na spacer. Co ty na to ?

-Pewnie, od razu jak zjemy, chodźmy na wycieczkę.


_Spacer_

-Zawsze zastanawiałam się jak to jest zgubić się w lesie, bez żadnej pomocy, po prostu zostać tutaj i być sama. 

-Nie bądź śmieszna-chłopak położył na twoim ramieniu rękę przysuwając cię bliżej.-Gdybyś zgubiła się w lesie nie zostałabyś sama, co najmniej po pół godzinie przyszedł bym do ciebie ratując cię i nigdy w życiu nie wypuszczając.-Chanyeol pokazał szereg swoich śnieżnobiałych zębów powodując na twojej twarzy małe zakłopotanie. Po pewnym czasie postanowiliście się trochę powygłupiać, uciekałaś chłopakowi chowając się za drzewami i strasząc go kiedy nie widzi. Wiedziałaś, że zawsze go to doprowadzało do szału, ale lubiłaś gdy był troszkę wkurzony. Zrobiłaś to kolejny raz,niefortunnie doprowadziło to do tego, że cofnął się do tułu potykając o gałąź.

-Nic ci nie jest?-zawołałaś podbiegając do niego.

-Chyba skręciłem kostkę.

-Przepraszam.-zrobiłaś smutną minę.-To przeze mnie, gdybym cię w tedy nie straszyła nie upadłbyś. 

-Czy wszystko musi być kolorowe? Za co mnie przepraszasz?-zaśmiał się, starając oprzeć się o pień drzewa. Kuśtykał na jedną nogę co nie ułatwiało powrotu, trzymałaś go tak, aby mógł się oprzeć jednak jak zwykle mówił, że da sobie radę. 

-Jesteś strasznie uparty!-zatrzymałaś się krzycząc na chłopaka.-Byłoby o wiele szybciej gdybyś pozwolił mi pomóc.-po tych słowach chłopak uległ i w taki o to sposób po piętnastu minutach znaleźliśmy się przy placu zabaw. 

-Co się dzieje?-zawołał patrząc w przód. Twój wzrok z niego powędrował w punkt przed tobą. Zobaczyłaś, iż waszego domku nie ma. 

*Ile nas tu nie było, to nie możliwe, żeby w tak szybki sposób mieszkanie zniknęło!*-zastanawiając się doszliście do ławeczki na której chłopak zajął miejsce, uklękłaś przed nim spoglądając na dość poważnie spuchniętą kostkę. Po chwili podeszła do was wysoka blondynka podając maść i bandaż. -O co tu chodzi?-powstałaś patrząc się w górę, ponieważ jak już wcześniej wspomniałam dziewczyna miała jakieś metr osiemdziesiąt.

-Chyba macie pecha, wasz domek, w którym mieliście odpocząć zamienił się w ruinę, okazało się, że miał tu powstać apartament dla bogacza, który wykupił właśnie to miejsce. Bardzo mi przykro.-powiedziała podając ci rzeczy trzymane w jej ręku.-Czy.. nie będzie wam przeszkadzało..ym..no wiecie..

-No powiedz to w końcu.-zawołałaś nie mogąc dalej słuchać jej bełkotu. 

-Czy byłaby możliwość, abyście zgodzili się na czas innego miejsca pobytu na spanie w namiocie?

-Słucham?-zrobiłaś wielkie oczy przyglądając się osobie, która wypowiedziała te słowa. -Po pierwsze nie mieliśmy tutaj w ogóle się znajdować, prawdopodobnie o właśnie tej godzinie bylibyśmy w Europie, ciesząc się widokiem moich rodziców.Po drugie namawiałam chłopaka, który chciał zrezygnować i wrócić do naszego mieszkania, żeby tu został. A pani mówi mi teraz, że mamy spać w namiotach, bo nie ma dla nas miejsca?-opadły ci ręce, przedmioty wyleciały na chodnik, poczułaś, że brunet łapię twoją dłoń.

-Dobrze.-odpowiedział za ciebie, podnosząc bandaż.-Zgadzamy się, mamy je sami rozłożyć czy bylibyście tak mili, żeby zrobić to za nas?-opanowanym tonem pokierował słowa do dziewczyny. 

-Oczywiście, namiot jest już gotowy. Myślę, że wam się spodoba.

-To samo mówili nam gdy tu przyjechaliśmy.. O naszym domku, którego już tu nie ma!-krzyknęłaś, nie mogąc się opanować.Kobieta odeszła, mówiąc, że zaraz ktoś was do niego pokieruje. 

-Oni są śmieszni, wróćmy do domu, miałeś racje nie można być cały czas optymistom.-klapnęłaś na ławce koło chłopaka.

-A właśnie, że nie. Myliłem się. Spójrz, gdyby nie te wszystkie sytuacji nasze życie prawdopodobnie było by nudne,a tak na stare lata gdy będziemy mieli już trójkę dzieci opowiemy im co się wydarzyło.-zaśmiałaś się.-Trójkę dzieci?-zapytałaś.

-Tak, nasza rodzina ma być duża.-raper odkręcił maść smarując ją na napuchnięte miejsce.

-Ooo.. kompletnie zapomniałam, daj to.-opatrzyłaś nogę po czym poszliście za panem, który miał wam pokazać miejsce spania. Z małym trudem, w końcu Chanyeol jak i ty doszliście do namiotu.Nie był taki zły, nie patrząc na to, że mogą do niego wlecieć różne owady, które ciężko będzie odgonić lub co gorsza natrętne mrówki, albo inne zwierzęta znajdujące się w tej okolicy. 

-Chwila!-podskoczyłaś.-Gdzie są nasze bagaże? Przecież zostawiliśmy je w domku. Ajć!-Klepnęłaś się w czoło wydobywając z siebie dźwięk jęczenia. 

-Wszystko już jest w środku, proszę zobaczyć.-dość starszy mężczyzna otworzył wam materiał. W środku,można powiedzieć, było nawet lepiej niż w domku, może nie było tu zwykłego łóżka,ale dużo koców i wielkie poduszki. Po wszystkich wydarzeniach w końcu mogliście spokojnie usiąść, wiedząc, że nic gorszego nie może się już stać. Dochodziła godzina dwudziesta druga. Przebraliście się w piżamy, leżąc i robiąc co innego. Ty czytałaś książkę, a on słuchał muzyki zasypiając. Chłopka zaczął nucić twoją ulubioną piosenkę co w końcowym rezultacie dokonało, iż oboje zaczęliście ją śpiewać, wygłupiając się, że ołówek to mikrofon patrzyłaś na chłopaka melodyjnie mówiąc tekst piosenki i poruszając się w rytm.Mężczyzna od razu się rozbudził robiąc to samo.Nagle poczułaś, gilgotanie na swojej stopie. 

-Przestań, to swędzi.-zaśmiałaś się klepiąc chłopaka w ramię.

-Co ja Ci robię?-nastała cisza.

-Przed chwilą mnie łaskotałeś w stopę. Przyznaj się.

-Ale przecież mam ugięte kolana, to niemożliwe, żebym to był ja.-Podniosłaś pościel widząc wijącego się węża.

-aaaaaaa!-krzyczałaś w niebo głosy wstając i ciągnąc za sobą chłopaka. 

-Co się dzieje? -zdziwiony poszedł za tobą. 

-Tam był wąż!-zawołałaś. Teraz byliście już na zewnątrz, wokół was zebrało się liczne zgromadzenie ludzi, którzy z ciekawością zastanawiali się czemu tak krzyczysz. W końcu przyszły osoby, które zabrały węża z waszego namiotu. Po całym zdarzeniu, wiedząc, że już go tam nie ma o tak bałaś się wejść i tam spać.Chanyeol śmiał się z twojej reakcji w ogóle nie przejmując, że na prawdę byłaś kompletnie przerażona. 

-Chodźmy na spacer.-powiedziałaś przytulając chłopaka.-I nie śmiej się już ze mnie. 

-Teraz?Patrz jak jest ciemno.-Po namowie uległ,szybko pobiegłaś do namiotu zabierając ze sobą parasolkę na wszelki wypadek gdyby padało.Spacerowaliście w blasku księżyca  patrząc na gwiazdy. Wycieczka po lesie zajęła wam dość sporo czasu, ponieważ nawet się nie obejrzeliście, a już był ranek. Ziewnęłaś po czym chłopak zrobił to samo. 

-To nie miało tak wyglądać, miało być pięknie. Wszystko przed wyjazdem zaplanowałam, miałeś poznać moich rodziców, miałam pokazać ci najpiękniejsze miejsca w moim mieście, ale musiało nas to spotkać. Cieszę się, że jestem tu z tobą,  jednak musimy mieć takiego pecha?-spojrzałaś na niego. Rozłożyłaś niechcący parasol.Chłopak podszedł do jednego z krzaków róży, szybkim ruchem,ostrożnie wyrwał ją kierując się z powrotem do ciebie.Brunet przybliżył się, powodując, że czułaś zapach jego perfum. Objął cię delikatnie, tak, że aż mogłaś posłuchać jak bije jego serce.

-Nie przejmuj się, tak też jest dobrze.



środa, 9 lipca 2014

Jin - Pójdziesz ze mną na (impreze) bankiet

      Scenariusz dla Sayuri. Nie wiem jaki charakter ma Jin, a to pewnie dlatego, że w ogóle nie słucham zespołu MR.MR.
Btw To chyba on na gifie, prawda? xD W pisaniu scenariusza pomogła mi moja koleżanka~ < 3



Oczami Jin'a:

    Jak zawsze, bez nuty nieśmiałości śmiało kroczyłem przez korytarz wielkiej korporacji. Moje nowe, czarne buty zniewalająco prezentowały się na lśniących kafelkach, które jeszcze kilka godzin zostały myte przed otwarciem firmy. Pracownicy grzecznie pochylali się w moim kierunku mówiąc ciche "dzień dobry" lub "witam". Nie miałem ochoty im odpowiadać, jedyne co to posłałem im mój zniewalający wzrok. Jestem ciekawy dlaczego mój ojciec kazał mi go zastąpić. Był tu szefem, więc czemu go tu nie ma? Na prawdę nie mam tu zamiaru siedzieć do końca dnia. Mam swoje sprawy, a on karze mi tu siedzieć i sprawdzać jakieś beznadziejne, nudne papiery.  Stanąłem przed windą i nacisnąłem guzik. Chwilę później stanęła przy mnie niska, jednak bardzo seksowna dziewczyna. W ręku trzymała jakieś teczki, a sama ubrana była w bardzo kuszącą spódniczkę; która prowokująco opinała jej boski tyłeczek. Spojrzałem na nią od stóp do głów i zatrzymałem się na jej twarzy widząc, że mi się przygląda. Kokieteryjnie zatrzepotała rzęsami, po czym zarzuciła długimi włosami na swe plecy wchodząc do windy. Z ręką w kieszeni garniturowych spodni podążyłem za nią. Nacisnąłem numer jedenaście, a ona tuż za mną numerek sześć. Starała się nie zwracać na mnie uwagi, jednak po tym jak zaczesałem swoimi palcami grzywkę do tyłu ta wbiła we mnie wzrok. Nie musiałem na nią patrzeć by o tym wiedzieć. Każda dziewczyna o zdrowym umyśle zerknęłaby na mnie przez nawet pięć sekund.
Wysiadłem i pokierowałem się w stronę korytarza po lewej stronie. Minąłem kilka donic z roślinami maranty. Koło mnie przechodził jakiś typek, coś około mojego wieku, jednak wyglądał o wiele starzej. Mam dwadzieściasześć lat, więc jak w tym wieku można ubierać się w nudny, szary sweter bez rękawów. Bez obrazy, ale wyglądał jak mój dziadek, z którym mam najlepsze jak dotąd kontakty. Z jego strony usłyszałem następne powitanie, na co wywróciłem oczyma... Czy wszyscy tu muszą być tak grzeczni? Dałbym im trochę zioła to może by się rozluźnili.
Chwilę później znajdowałem się przed drzwiami z napisem sekretariat. Mój ojciec powiedział mi, że jego gabinet znajduje się za sekretariatem, więc musiałem tak wejść. Wypuściwszy głośno powietrze z ust nacisnąłem klamkę i mocno za nią szarpnąłem. Co jest do cholery? Szarpnąłem nią jeszcze raz, a one ani rusz. Zirytowany i troszkę wkurwiony, przejechałem dłońmi po twarz. Tak, poczekam. Oprę się o nisko położony parapet i poczekam na jakiegoś idiotę, który wreszcie to otworzy. Skrzyżowałem swoje długie nogi i wgapiałem się jak ten idiota, w jakiś obraz wiszący na ścianie przede mną.
Z rozmyśleń wyrwał mnie stukot obcasów. Odwróciłem z kamienną miną głowę, aby zobaczyć kto zmierza w moją stronę.
Dziewczyna przemierzająca korytarz, a nawet biegnąca przez niego ubrana w czerwone szpilki, jasne jeansy podkreślające jej zgrabne nogi, białą bluzkę i szary kardigan z białymi wstawkami. Nie pytajcie skąd znam to słowo. Moja matka uwielbia modę i zawsze kazała mi ze sobą jeździć, aby miała kogoś kto potrzyma jej torby - tak to byłem ja.
Dziewczyna zwinne wyjęła z tylnej kieszeni spodni pęk kluczy po czym wsadziła jeden do zamka, następnie przekręcając go. Otworzyła je i weszła do środka tuż przede mną.
- Witam - powiedziała patrząc pod nogi. Stanąłem obok jej (tak sądzę) biurka i patrzyłem na nią jak zamyka drzwi, a następnie wkłada białą teczkę na górną półkę szafy obok nich. Nie ma bata, żebym nie spojrzał na jej kształty. Długie włosy spadały kaskadami na ramiona, przysłaniały barki i przód klatki piersiowej dziewczyny. Zjechałem wzrokiem na dół by zatrzymać go na jej zgrabnej pupie. Ta partia była o wiele lepsza od tamtej laseczki w windzie. Nawet nie wiem kiedy obróciła się do mnie i patrzy swoimi dużymi oczyma na mnie. A no właśnie, wciąż się tu znajduje. Odchrząknąłem i przybliżyłem swą pięść do ust.
- Nazywam się Lee HyunJin i jestem tu, aby zastąpić mojego ojca. - rzuciłem od niechcenia.
- Ach, no tak. Pański ojciec mówił, że ma pan przyjść na zastępstwo. - Dziewczyna usiadła na krześle i dopiero teraz zorientowałem się, że nie jest azjatką. Na bank zauważyła, że wodziłem po niej wzrokiem, a ona nic. Żadnych komentarzy, by mi się przypodobać, żadnych uwodzicielskich ruchów, po prostu zero. Zerknąłem na zegarek i powiedziałem, aby zrobiła mi kawy. Podszedłem do drzwi za którymi podobnież znajdowało się biuro. Jednak zanim je otworzyłem, odwróciłem głowę do niej.
- Jak masz na imię?
- ____, proszę pana. - Odpowiedziała kładąc następne papiery na już, dość sporych rozmiarów stertę.
- No proszę cię kochanie, mów mi Jin, aż tak stary nie jestem.

  Chwilę później, gdy zająłem miejsce na wielkim, czarnym fotelu. Wsunąłem się pod biurko. Zamiast zająć się papierkową robotą, zacząłem układać w głowie plan jak zdobyć niedostępną sekretarkę ojca. Nigdy nie myślałem, że jakakolwiek kobieta zignoruje moje zaloty. To było hmmm... podniecające? Lubię wyzwania, szczególnie kiedy nagrodą może być seks. Jednak na to trofeum będę musiał poczekać. Planowanie upolowania zdobyczy, przerwała mi moja ofiara. Podeszła do biurka i postawiła białą filiżankę z czarną cieczą.
- Życzy pan sobie jeszcze czegoś?
- Skarbie dla ciebie jestem Jin, nie pan. Drugi raz nie będę powtarzał. Co do życzeń... może później. - Powiedziałem odwracając się na krześle w stronę dużego okna z widokiem na panoramę miasta.

 Znowu pochłonęły mnie rozmyślenia. Miałem kilkanaście planów w głowie, ale żaden nie był dość dobry.  Postanowiłem wybrać koło ratunkowe - telefon do przyjaciela. Zadzwoniłam do Jiwon'a.
- Czego chcesz? Nudzi ci się w pracy? - Odebrał i powiedział zaspanym głosem.
- Witam małego imprezowicza. Mały kacyk? - Powiedziałem wodząc wskazującym palcem po białej kartce A4.
- Zamknij się! Mów czego chcesz?
- Mam problem, musisz mi pomóc. - Pokręciłem się na krzesełku, jednak chwilę później przestałem, bo zaczęło kręcić mi się w głowie.
- Ty i problem pierwsze słyszę. To będzie ciekawe, a więc kontynuuj.
- Chodzi o dziewczynę. - Wstałem na równe nogi.
- HAHAHA. Ty masz kłopot z dziewczyną? Nie wierzę. - Wypowiedział te słowa z nutką ironii.
- Stul pysk! Jeszcze zobaczysz.
- Jesteś taki pewny siebie, to przyjdź jutro z NIĄ na moją imprezę.
- Załatwione, masz to jak w banku.
- Żebyś się nie przeliczył. - Po tych słowach rozłączyłem się. Jiwon jak zawsze udaje sprytnego, ale nie pomyślał o tym, że ta impreza to idealna okazja do zaliczenia _____. Teraz tylko jak ją tam zaciągnąć? Hmm... przez najbliższe kilka dni jestem szefem tej firmy. Ona jest sekretarką, czy inaczej mówiąc moją podwładną. Jestem genialny, już w głowie miałem ułożony plan od a do z. Miałem ochotę zaśmiać się złowieszczo, ale _____ uznałaby mnie za kompletnego dzieciaka, co tylko utrudniłoby mi poderwanie jej.
Skierowałem się do wyjścia, tylko jeszcze wziąłem płaszcz i wyszedłem z pokoju.
Znów znalazłem się w tym samym pomieszczeniu co moja przyszła zdobycz. Nie zauważyła mnie, ponieważ stała plecami do mnie i myła jeden kubek. (dla wyjaśnienia, w tym sekretariacie, przy rogu, znajduje się mała kuchnia, tak aby sekretarka mogła od razu i na miejscu robić kawę/herbatę swojemu przełożonemu)
- Muszę cię poinformować, że będziesz jutro musiała się ze mną wybrać w jedno miejsce. - Rzekłem zakłócając ciszę, dziewczyna podskoczyła ze strachu. Odwróciła się i spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. - Musisz jechać ze mną na bankiet o osiemnastej. - Wyjaśniłem robiąc krok w jej stronę. Między nami zostały jeszcze dobre trzy metry.
- Czy nie mógłby jechać ktoś inny z biura? Moja przyjaciółka ma jutro urodziny o osiemnastej. - Grzecznie poprosiła.
- Niestety... mój ojciec kazał mi zabrać właśnie ciebie i jeśli nie pójdziesz to chyba wiesz, jak może się to skończyć. - Nie musiałem się zamartwiać, że nie zrozumiała, bo od razu na jej twarzy pojawiła się lekka złość słysząc, że mówię tu o stracie jej posady.
- Pan Lee jeszcze przed swoim urlopem powiedział mi, że nic się nie wydarzy ważnego pod jego nieobecność, a nawet jeśli to zadzwoni do mnie. Więc sądzę, że pański ojciec nie miał z tym nic wspólnego. - Cwana - pomyślałem. Zapomniałem, że tata wszystko dopiął na ostatni guzik, a wie, że lubię podrywać panienki. ____ chwyciła stertę papieru z biurka i podeszła do niszczarki wkładając po kolei kilka kartek, przez co powstał hałas. Sięgnąłem do kieszeni spodni i wyjąłem moją wizytówkę, podszedłem bliżej niej, dzieliło nas tylko biurko. Odwróciłem świstek na drugą stronę, gdzie nic nie było napisane i położyłem go przed nią.
- Po co to? - zapytała głupio.
- Adres - wskazałem palcem na kartkę. - Napisz mi swój adres - dodałem po chwili.
- Ty na prawdę nie odpuścisz?
- Oo... teraz przypomniało ci się, że masz do mnie mówić na "ty". - zaśmiałem się. - czekam. - uśmiechnąłem się do niej i oczekiwałem jej ruchu. Nie jestem cierpliwy, dlatego jak zaraz nie napisze mi tej cholernej ulicy i numerku mieszkania to wybuchnę. ______ chwyciła długopis z czarnym wkładem i pochyliła się nad papierem, zrobiła ruch jakby chciała już coś napisać, ale ZNÓW spojrzała na mnie.
- No nie wiem... - Wątpliwość w jej głosie była słyszalna, ale wiedziałem, że się zgodzi. Musi. Chciałem nic nie mówić i po prostu to olać, ale jej wzrok był tak denerwujący, że się poddałem.
- Dobra, przyjadę o dwudziestej. - Prychnąłem i energicznie opuściłem dłonie wzdłuż talii. Od kiedy jakakolwiek kobieta steruje moim zachowaniem? Po co ja się zakładałem, że z nią przyjdę na tą imprezę?
- Okej. - Napisała miejsce pod którym mam się stawić i oddała wizytówkę. Brakowało mi jedynie jej numeru, żeby w każdym razie móc po nią zadzwonić, że już czekam.
Bez zastanowienia wziąłem jej białego samsunga, który leżał niedaleko klawiatury od komputera i wstukałem swój kod cyfrowy, po czym nacisnąłem zieloną słuchawkę. Dziewczyna po tym od razu wyrwała mi komórkę z dłoni. Na szczęście zdążyłem wykręcić numer.
- Nie mogłeś poprosić?! - wydarła się ____. - Przecież dałabym ci!- możesz dać mi coś innego - moja podświadomość sama dopowiedziała.
- Będę jutro o ósmej - Rzuciłem i wyszedłem przymykając drzwi.

  Opuszczając budynek zerknąłem na zegarek. Co?! Już po piętnastej?! Chyba trochę się zasiedziałem.Ale z drugiej strony to i tak nie ważne, bo całe popołudnie mam wolne. Dzisiejszy dzień był gorący i duszny. Teraz zrozumiałem, że nałożenie na siebie czarnego płaszcza nie było dobrym pomysłem. Od razu się go pozbyłem gdy poczułem gorące promyki słońca na sobie. Jak na centrum ludzi było mało, ale to może dlatego, że dopiero koło czwartej będą wychodzić z pracy. Poszedłem na parking, który znajdował się tuż za jedną z ulic. Musiałem zaparkować na jego końcu, bo te początkowe miejsca już były zajęte. Wyjąłem kluczyki z tylnej kieszonki w spodniach i nacisnąłem guziczek, który się przy nich znajdywał. Samochód tak jak zawsze wydobył z siebie charakterystyczny dźwięk, dlatego wiedziałem, że jest już otwarte. Otworzyłem drzwi i usiadłem za kierownicą. Sprawdziłem jeszcze mój telefon, czy aby nikt do mnie nie dzwonił. Kiedy to robiłem z mojego brzucha wydobyło się głośne burknięcie.
Wpadłem na pomysł, żeby pojechać właśnie teraz pod dom, mieszkanie ____, żeby wcześniej nie musieć go szukać. Poza tym byłem ciekawy jak to wszystko wygląda. Klucz przekręciłem w stacyjce i pojechałem. W połowie drogi kupiłem sobie Chicken Box w mcdrive, którego spożywałem na czerwonym świetle (no i na zielonym. Ogólnie gdzie się dało tam jadłem). Kiedy włożyłem rękę do małego pudełka wypowiedziałem kilka przekleństw, wkurzając się na samego siebie za to, że nie kupiłem drugiej porcji lub czegokolwiek innego.
Wreszcie, po kilkunastu minutach błądzenia, wjeżdżania w nie te uliczki i ślepe zaułki - dojechałem. Zaparkowałem kilka metrów przed wejściem, tak abym ja go dobrze widział, a ona niekoniecznie mnie spostrzegła. Oparłem się o siedzenie i poprawiłem włosy. Zimne powietrze klimatyzacji rozwiało ją, dlatego wyglądałem dziwnie, a każdy kto mnie zna; wie, że moich włosów się nie dotyka. Chwyciłem za komórkę i kliknąłem "Stwórz wiadomość tekstową".

Do: Seksowna sekretareczka
Możesz dzisiaj skoczyć do sklepu i kupić sobie jakąś ładną sukienkę. 
Oboje wiemy,  że przy mnie nie możesz wyglądać źle. 
Miłego popołudnia kwiatuszku.

Iii wyślij. No pięknie, jestem zadowolony. Lepiej, żeby ____ na prawdę jutro się wystroiła, bo w innym razie zrobi mi siarę.  

    Następnego dnia nie musiałem iść do biura, bo była sobota. Obudziłem się sam, aż dziwne. Na początku się zdziwiłem, że nie obudził mnie budzik, ale później przypomniałem sobie, że go wyłączyłem. Przetarłem zaspane oczy dłonią i podparłem się łokciem. Sięgnąłem po telefon, który leżał na nocnej półce. Odblokowałem go wpisując znany mi na pamięć kod liczbowy "8615", następnie pokazała mi się tapeta. A tak ogólnie to jej brak, była po prostu czarna, a na niej biały zegar, który wskazywał dwunastą czterdzieści pięć. Poprawiłem spadającą na oczy grzywkę i z ciężkością zrzuciłem z siebie kołdrę za pomocą nóg. Ponownie wziąłem komórkę i sprawdziłem skrzynkę odbiorczą. Co jest do cholery? Od wczoraj ta mała żmija mi nie odpowiedziała. Oj ____, ty na prawdę mnie denerwujesz. Podczas prysznica wymyśliłem sobie zajęcie na dzisiejszy dzień. Jeśli ____ nie ma ochoty mi odpisać to będzie musiała się ze mną spotkać. Co ona sobie w ogóle wyobraża? W między czasie napisałem jej jeszcze jednego sms'a dodatkową z malusieńką groźbą, że jak na niego nie odpisze to będzie miała problem. Kiedy już skończyłem małe porządki (niestety, musiałem to zrobić), zjadłem śniadanie, które musiałem sobie sam przygotować. Zazwyczaj nie jadam śniadań, ale dobra... Potraktujmy to jak obiad. Tuż przy drzwiach na nogi założyłem granatowe new balance. Podszedłem do lustra, żeby zobaczyć jak się prezentuje. Czarne nie za ciasne spodnie i tego samego koszulka z rękawem do ramienia. Dziś było bardziej deszczowo, dlatego w rękę wziąłem ulubioną skórzaną kurtkę. Zamykając mieszkanie, spojrzałem na wyświetlacz. Wciąż nie odpisała. Cholera! Co ona sobie myśli! Jeszcze nikt mnie nie olewał. Była czternasta, jeśli w tym momencie do niej pojadę będę u niej o piętnastej. Tak wyszło, że nasze domy były na dwóch końcach miasta, a biorąc pod uwagę korki na ulicy to zajmie mi to z 60 minut.
 Jadąc tam nawet nie wiedziałem po co to robię. W sumie to nie miałem żadnego planu co mógłbym jej powiedzieć, ale nagle do głowy przyszedł mi dosyć dobry pomysł.
Zamknąłem czarne bmw i podążyłem do bramy pomalowanej na kolor czerwony, która na szczęście, była otwarta.
Zwinnie przeskakiwałem po dwa schodki na górę. Po chwili znalazłem się przed drzwiami, jednak przed tym spojrzałem przez okna. ____ była w kuchni i najwyraźniej coś gotowała, więc wiedziałem, że mi otworzy. Chyba mnie nie zauważyła, kiedy na nią patrzyłem.
Zapukałem. Dwa razy. Zacząłem szurać czubkiem buta między kafelkami pode mną. Coraz bardziej się niecierpliwiłem, ponieważ ta dziewczyna jest w domu, a nie otwiera.
Zapukałem jeszcze raz. Teraz głośniej, żeby mieć pewność, że usłyszy. Chyba skutecznie, bo po tym od razu się rozchyliły, a zza nich ujrzałem długie, gęste włosy. Mina _____ z uśmiechniętej momentalnie zmieniła się na zdziwiła się gdy mnie zobaczyła. Przymrużyła oczy.
- Co tu chcesz? Miałeś być o dwudziestej, a do niej jest jeszcze sześć godzin!
- Poprawka, pięć - Odpowiedziałem patrząc na zegarek na nadgarstku. Europejka przewróciła oczyma.
- Po co tu przyjechałeś? Nie szkoda było ci godziny? - Wypowiedziała, a chwile później zamknęła buzię za pomocą ręki. Zaskoczyła mnie.
- Skąd wiesz, że zajmuje mi to godzinę? - Spytałem podejrzliwie. - Czyżbyś próbowała się dowiedzieć o mnie coś więcej, bo ci się podobam?
- Przestań. Tak jakoś wyszło, że wiem. Nie ważne. Możesz odpowiedzieć mi na moje pytanie?
- Oczywiście. Przyjechałem tu, aby móc zobaczyć co zakładasz na wieczór. - Ręką poprawiłem suwak kurtki.
- Chyba sobie jaja robisz, nie masz ciekawszych rzeczy do zrobienia?! - Wykrzyczała powoli zaczynając się denerwować. - Zobaczymy się wieczorem, żegnam! - dodała chłodno i zebrała się do tego, aby zamknąć mi drzwi przed nosem, jednak sprytnie wsadziłem nogę w szparę.
- Nie tak szybko - Popchnąłem drzwi w jej stronę, aby znów się otworzyły. Kiedy już nie wytrzymała mojej sił puściła je. Wrota rozwarły się na oścież, a ja wszedłem do pomieszczenia zwanego korytarzem. Ściany pomalowane na jasny brąz, fotografie na których znajdowała się ____ upiększały i rozweselały ponury kolor farby. Dębowe mocha sherwood znajdowały się na podłodze. Obkręciłem się wokół własnej osi i spojrzałem na zagubioną i zestresowaną sekretarkę.
- Ładnie tu - Przyznałem, a w tym samym czasie ona mnie wyminęła prychając. Poszedłem za nią. - Jesteś strasznie humorzasta. - Powiedziałem siadając na kanapie, kiedy znaleźliśmy się w niebieskim salonie. Ona jedynie stanęła kilka metrów nade mną. - To pokażesz mi wreszcie swoje ubranie na bankiet?
- A czy po tym wyjdziesz stąd? - spytała.
- Możliwe. - Długowłosa podążyła w nieznany mi kierunek, więc od razu stanąłem na równe nogi, żeby jej nie zgubić. Po ominięciu jednych drzwi ta skręciła w lewo do pokoju, który okazał się być garderobą. Stanąłem przy lustrze, a ona otworzyła czarną szafę, która znajdowała się obok okna. Pogrzebała, pogrzebała oczywiście starając się do mnie nie wypinać, co było widoczne i przez to się zaśmiałem, a ta spiorunowała mnie wzrokiem. Kiedy już znalazła to co szukała znów na mnie spojrzała.
- No wyjdziesz? Muszę się przebrać - burknęła, a ja pokręciłem głową. Chciałem na nią popatrzeć, pomimo że nie miała ciała jak modelka to i tak była bardzo pociągająca. Spojrzała na mnie spod zmarszczonych brwi i zaczęła do mnie iść. Przez to co mówiła nie usłyszała jak zamykam na klucz drzwi. Kiedy uniosłem rzecz w mojej dłoni od razu zatrzymała się.
- Oddaj to, albo otwórz zamek. - Powiedziała powoli. Pokręciłem głową na nie i wsadziłem sobie go do majtek. Wiedziałem, że go stamtąd nie weźmie, a będzie musiała się tu przebrać, bo chce się mnie pozbyć.
- aaaaaaaaa! - wykrzyczała wkurzona i minęła mnie, aby upewnić się czy na pewno są zamknięte.
- No przebierz się i będzie po krzyku. - nakazałem, kiedy zsuwałem się po ścianie, żeby usiąść.
- Ja pierdziele - Powiedziała pod nosem i odwróciła się do mnie plecami, jednak po chwili znów stanęła przodem. Zapewne uświadomiła sobie, że pokazanie mi tyłka przy drugim spotkaniu nie będzie dobre. Jednakże ja nie mam nic przeciwko. Zabrała się za odpinanie guzika i ekspresu w spodniach, ale przestała i zdjęła białą bluzkę. Mogłyby być większe krzyczała moja podświadomość, ale i tak cieszyłem się że w ogóle coś tam jest. Schyliła się po sukienkę leżącą na podłodze przez co na jej brzuchu utworzyły się dwie, małe oponki na co zachichotałem. Najchętniej podszedłbym do niej i zrzucił z niej wszystko, ale przecież muszę poczekać do wieczora. Na bank mi się nie oprze. Szybkimi ruchoma założyła ją na siebie i gdy zasłoniła pupę to dopiero zdjęła jeansy. Była czarna, do połowy uda, opinała jej ciało. Całość ubrania dopełniały krótkie koronkowe rękawy. Wyglądała dość szaro, jednak bardzo seksownie i zjawiskowo. Cholera, w moich wyobrażeniach miała na sobie jakąś szmatkę kupioną na pobliskim rynku, jednak w rzeczywistości prezentowała się fenomenalnie. Kuźwa, czy wszystko jest przeciwko mnie? Miałem z nią jechać do centrum handlowego.
- Wyglądasz badziewnie - Rzuciłem kłamstwo mając nadzieje, że zabrzmiało wiarygodnie. Spojrzała na mnie lekko przygnębionym wzrokiem. Czyżbym zrobił jej przykrość? Oj, nie powinienem. Jin, masz być dla niej miły!!! krzyczał głos w mojej głowie. - Sądzę, że w niejednej sukience wyglądałabyś cudownie. Jednak ta jest do dupy. - wyjaśniłem do złagodzenia wstając.
- Mi się podoba - Odpowiedziała spoglądając w swoje odbicie. Dłońmi wygładzała materiał na brzuchu, sama do siebie się uśmiechnęła. Wyglądała cudownie.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Wiesz... bankiet i te sprawy. - Dalej wciskałem kita jak się dało. Beznadziejne, przecież przed wejściem tam zorientuje się, że to domówka, a nie imprezka dla sztywniaków. ____ nie odpowiedziała. Chwyciłem za klamkę, nacisnąłem na nią i pociągnąłem do siebie.
- Chodź - rozkazałem.
- Gdzie? - spytała. Nie chciałem jej powiedzieć, że idzie ze mną na zakupy, bo wiem, że nie zgodziłaby się. Zostałem przy opcji milczenia. Gestem ręki powtórzyłem, aby się ruszyła i stąd wyszła. Europejka niechętnie wykonała to na co czekałem. Wróciłem się do korytarza, schyliłem się i złapałem za jej czarne buty na niewielkim obcasie. Szukałem jej wzrokiem, ale nie było jej przy mnie. Ponownie wszedłem do środka domu, żeby móc ją z naleźć. Okazało się, że była w kuchni. Stała przy zlewie i zabierała już suche naczynia by móc włożyć je do szafki. Nie przebrała się. Odstawiłem obuwie przy futrynie pomalowanej na biało i podszedłem do niej cicho.Odwrócona była do mnie tyłem, nie obejrzała się, więc wywnioskowałem, że nie słyszała mnie. Przybliżyłem się do niej jak najbliżej. _____ chyba dopiero teraz zdała sobie sprawę z mojej obecności w tym pomieszczeniu. Głęboko wciągnęła powietrze. Trzymała w prawej dłoni biały talerz do schowania, ale nie poruszyła się, zastygła. Owinąłem ręce wokół jej talii. Pachniała brzoskwinią.
- Ładnie pachniesz. - Wypaplałem, jednak kiedy zdałem sobie sprawę o moim zachowaniu rozszerzyłem oczy. Wciąż trzymałem ją w objęciach, ale w mojej głowie szalało jedno wielkie pytanie. Co to do cholery było?! Naprawdę nie wiedziałem po co i w jaki sposób mogłem to powiedzieć. Czemu w ogóle te słowa wyszły z moich ust? _______ nie skomentowała tego, więc stwierdziłem, że najprostszym będzie olać to.
Odchrząknąłem z pięścią przy ustach, kiedy się od niej odsunąłem. Na szczęście stała bez słowa wpatrując się we mnie. Złapałem ją za przedramię, kazałem założyć obcasy i wyszliśmy.
- Gdzie ty mnie ciągniesz? - pytała.
- Do mojego auta.

  Po dwudziestominutowej jeździe wreszcie wysiedliśmy na jednym z parkingów centrum handlowego. Wyjaśniłem jej, a raczej skłamałem, że w tak brzydkich ciuchach ze mną nie pójdzie. Oczywiście nie obyło się bez jej pyskowania przez co rozbolała mnie głowa.
Duże szklane drzwi otworzył się automatycznie przed nami, a odgłos wjeżdżających samochodów zastąpiła cicha melodyjka dochodząca z wiszącego w kącie głośnika. Wiedziałem, że z _____ nie będzie tak łatwo i będzie się opierać iść ze mną gdziekolwiek, dlatego zaplotłem swoje palce w jej. Dziewczyna była zaskoczona, swoje zszokowane spojrzenie spotkało moje, a ja się do niej uśmiechnąłem. HyunJin co się z tobą dzieje? Od kiedy taki miły? Uciszyłem ten cholerny głos w mojej głowie i poszedłem w stronę jednego z lepszych sklepów, a mianowicie.
- Giorgio Armani?! - Wykrzyczała zszokowana.
- Łał, umiesz czytać. - Zażartowałem przez co dostałem kuksańca od niej. - Widzę rozkręcasz się.
  Podchodziłem do różnych wieszaków patrząc to co było na nich zawieszone. To co mi się spodobało podawałem stojącej za mną ______. Ta zamiast patrzeć na ich wygląd, spoglądała na metki na których pokazana była cena. Z każdym kolejnym papierkiem przyczepionym do nich jej pisk zdziwienia był głośniejszy i wyższy. Ta dziewczyna na prawdę mnie rozśmiesza.
- Idź do przymierzalni. - Podpowiedziałem gdy zobaczyłem, że nie wie za bardzo co ma zrobić. Jej postać zniknęła za czerwoną zasłoną, a ja sam usiadłem przed nią na ciemnej kanapie. Wyjąłem komórkę i napisałem do Jiwon'a o tym, żeby się szykował na seks bombę, która będzie mi towarzyszyć.
 Ta impreza nie należy do tych zwykłych domówek. Po pierwsze są tam tylko i wyłącznie osoby z wysokim zarobkiem lub majątkiem. Po drugie, dla tych osób liczy się wygląd, tak zwane tylko tam, ponieważ z wielkich ludzi biznesu zamieniają się w osoby, które chcą się zabawić i oderwać od codziennego życia. Po trzecie, wszyscy ubrani są tam bardzo elegancko. No może dziewczyny są w sukienkach, jednak odkrywając znaczną część ciała.
Wreszcie po przebraniu i pokazaniu mi się w sześciu różnych sukienkach dokonałem wyboru. Od razu powiedziałem jej, że nie wpłynie na mój wybór i nie zależnie czy tego będzie chciała, czy nie i tak ją założy. Moim wyborem była czerwona sukienka, która świetnie opinała tyłek, a na piersiach była bardziej luźna. Plecy były wycięte w literę "U". Rękawki miała krótkie, a cała była wyżej niż połowa uda. Na pewno spodoba się Jiwon'owi.
Po całym centrum chodziliśmy sporo czasu, ale żadne z nas nie pilnowało godziny. W jej towarzystwie moje brzydkie cechy się chowają, wychodzi uśmiechnięty, przyjacielski Jin. Pomiędzy odwiedzaniem innych sklepów zatrzymaliśmy się w jednej z restauracji, gdzie oboje zamówiliśmy spaghetti z mięsem. _____ o wszystko się wykłócała, za wszystko chciała zapłacić, jednak jej nie pozwoliłem.
Kiedy już szliśmy w stronę parkingu, okazało się, że prócz sukienki kupiłem jej buty Jimmy Choo, kopertówkę Fendi i naszyjnik z Pandory. Europejka za wszelką cenę chciała dowiedzieć się o wydanej kwocie dla niej. Nie chciałem jej powiedzieć, ja chciałem jej to kupić więc nie powiem jej "Cześć, chciałem cię lepiej ubrać, a teraz oddaj mi swoją roczną pensję".

  Odpaliłem silnik, gdy tylko _____ zajęła miejsce obok mnie. Włączyłem cicho radio tak, aby wypełnić ciszę.
- O nie, o nie, o nie.
- Co się stało? - Zapytałem gdy opuszczałem parking, zerknąłem na nią. Spoglądała w swój telefon. - Ej, odpowiesz mi? - Cicho zachichotałem na widok jej śmiesznej miny. Nawet na mnie nie zerknęła. Chyba na prawdę się jej nie podobam.
- Jest  dziewiętnasta trzydzieści - Powiedziała przygnębionym głosem.
- To może - Zostałem uciszony przez jej palec. Trzymała samsunga przy uchu i czekała aż - chyba - ktoś odbierze. Dopiero gdy wypowiedziała imię swojej koleżanki i zaczęła przepraszać przypomniałem sobie, że miała dziś iść na urodziny swojej koleżanki. Bałem się, że będzie kazała mi ją tutaj wysadzić, bo będzie chciała jak najszybciej do niej przyjechać, jednak na szczęście się myliłem. ______ powiedziała mi, że jej przyjaciółka nie jest zła i umówiły się na jutrzejszy dzień. Wiedząc, że wszystko jest w porządku skręciłem w lewą uliczkę.Zatrzymałem się na poboczu, by mogła przejść na tyły, a gdy ruszyłem ona zaczęła się przebierać. Powiedziałem, że nie będę podglądać, ale chyba każdy wie, że to robiłem. Najlepszy moment był wtedy gdy na czerwonym świetle schyliła się, by zapiąć buty; przez co sukienka się nieco odchyliła dając świetny widok na jej dekolt.
 Po pokonaniu kilku przejść dla pieszych i wąskich uliczek dotarliśmy pod dość dużych rozmiarów dom. ____ wyszła z samochodu w tym samym momencie co ja, po chwili pojawiła się przy mnie. Czyżby się stresowała?
- Tu jest ten bankiet?
- To nie bankiet. - Odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Gdy ta usłyszała moje słowa od razu spojrzała na mnie ze złością i lekkim przerażeniem? Może to dlatego, że nie wiedziała gdzie się znajdujemy, bo owa willa znajdowała się na obrzeżach miasta, a ona nie miała ze sobą żadnego transportu. Tak czy inaczej musiała polegać na mnie.
- Jak to?! - Jej głos wybudził mnie z rozmyślań. Spojrzałem na jej klatkę, która niespokojnie unosiła się w górę i w dół. - To po co do cholery tu jesteśmy? - dopytała.
- Bo idziesz ze mną na imprezę - Powiedziałem niewzruszony jej zachowaniem. Dziewczyna odwróciła się na pięcie i zaczęła iść. Na moim czole pojawiły się liczne zmarszczki przez zdezorientowanie.
- Co ty robisz?! - Wykrzyczałem do niej, żeby usłyszała przez muzykę, która właśnie zaczęła grać i przebijać się przez  szyby.
- Wracam do domu, ciuchy prześle ci pocztą, żebyś mógł je zwrócić do sklepów. - Kiedy tak mówiła odchodząc ode mnie, ja szybkim krokiem zmierzałem ku jej znikającej figurze. Kiedy już znalazłem się w jej pobliżu złapałem ją za rękę i pociągnąłem z powrotem domu. Europejka szarpała się jak cholera, nie wiedziałem, że ma tyle siły zważając na jej szczupłą sylwetkę. Nie była gruba, ani dopakowana więc nie myślałem, że taką moc. Zdecydowanym ruchem otworzyłem drzwi wejściowe. Natychmiast puchnął w nas ciepły wiatr z wnętrza. Muzyka stała się głośniejsza, kilka kobiet po trzydziestce minęło nas patrząc na seksownie ubraną ____. O to mi chodziło. Teraz musiałem postarać się, aby ją zaliczyć.

 Kiedy przeciskaliśmy się przez grupki ludzi, wciąż trzymałem ją za rękę, żeby się nie zgubiła, albo ktoś jej nie zaczepił. Podeszliśmy do dużego stołu, gdzie znajdowały się drinki i jedzenie. Zgarnąłem dwa kubeczki w których były jakieś drinki. Musiałem ją rozluźnić, była cała spięta. Poza tym wiedziałem, że na trzeźwo nawet nie pozwoli się dotknąć prócz dłoni i talii . Dziewczyna zabrała ode mnie napój po czym (wnioskuję) niechętnie się go napiła.
- Rozluźnij się. - Przejechałem palcem po jej ramieniu. Przeszła ją gęsia skórka. - Chodź - Poszedłem w stronę dużej kanapy pod oknem, gdzie siedział Jiwon. Koło niego jakiś koleś, którego widziałem pierwszy raz na oczy. Nie ważne. Kiedy byłem kilka metrów od niego, zauważył mnie.
- Siema stary - Powiedział wstając i przybijając ze mną piątkę.  - No i gdzie jest ta -
- To jest ____ -  Odpowiedziałem przerywając jego pytanie. Ręką, która znajdowała się za moimi plecami pociągnąłem dziewczynę, aby ta mu się pokazała. Chłopak zlustrował ją od stóp do głów i to z trzy razy. Przejechał dłonią po ustach porozumiewając się ze mną wzrokiem.
- Może się czegoś napijecie? - Spytał przerywając ciszę.
- Dzięki, już o tym pomyśleliśmy. - Powiedziała _____ unosząc w górę swój napój.

Byliśmy już tu od dwóch godzin, wciąż sprawdzałem telefon zerkając na godzinę.  Dawałem jej dużo alkoholu, który opróżniała prawie natychmiast. Pomimo wypitych drinków ona wciąż była trzeźwa. Znów mnie zaskoczyła, nie wiedziałem że ma tak mocną głowę.
- Chodźmy zatańczyć - Zaproponowała, gdy w głośnikach puszczono nowy, szybki kawałek. Nie miałem nic przeciwko, dlatego się zgodziłem. Lubiłem tańczyć, a świadomość, że będzie przy mnie taka laska jak _____ nie pozwalała mi odmówić. Szedłem za długowłosą i nie mogłem się powstrzymać od spojrzenia na jej kształty. Była bardzo pociągająca. Nie wiem czy zdawała sobie z tego sprawę.
Gdy już dołączyliśmy do reszty ludzi, _____ zaczęła się ruszać. Nie mam pojęcia czy po prostu przestała czuć się w moim towarzystwie dziwnie, czy to procenty pozwoliły jej na małe szaleństwo. Mnie to nie obchodziło, ważne było to, że chciała ze mną zatańczyć. Tańczyliśmy do siebie twarzą w twarz, patrzyłem w jej oczy, a ona w moje. Jedną nogę miałem pomiędzy jej, a rękoma przysunąłem ją bliżej siebie, tak że nasze klatki się stykały. Dłoń zaplątałem w jej rozpuszczone włosy i lekko pociągnąłem, tak że jej głowa wraz z ustami lekko się odchyliła. To był dobry moment, aby ją pocałować.
Nie tracąc więcej czasu, to właśnie zrobiłem. Najpierw musnąłem ją ustami. Kiedy nie wyrwała się, ani nie dała mi z liścia krzycząc jaki to jestem bezczelni i inne, stwierdziłem, że mogę działać dalej - chodź wciąż wiedziałem, że normalnie kontaktuje. Wepchnąłem język do jej jamy ustnej przejeżdżając po jej każdym zębie. Była inna. ______ była inna od tych dziewczyn z którymi miałem już do czynienia. Kiedy mówiłem sobie w myśli, że miałbym zaciągnąć ją do łóżka to po prostu nie mogłem. Każda próba złapania jej za tyłek i powiedzenia "chodźmy na górę" była nieudana. Te słowa nie mogły przejść przez gardo i od tak wyjść z moich ust.
Kiedy już przestaliśmy się całować czułem się wspaniale. Inaczej, nie do opisania. Wszystkie złe zamiary jakie miałem jej zrobić prysły. Z moich myśli wybudziła mnie moja, tak właściwie nie wiem jak mogę ją nazwać.
- Idę do łazienki - Poinformowała.
- Odprowadzę cię. - Powiedziałem szybko zrywając się do "biegu".
- Nie, zostań. Poradzę sobie, spoko - zachichotała.
Zgodziłem się i uzgodniliśmy, że będę czekał na nią przy barze.

  Nie minęły dwie minuty, a znów nie byłem sam. Tym razem stał przy mnie Jiwon z dziwnym uśmieszkiem namalowanym na swojej twarzy.
- Co się tak szczerzysz? - Spytałem patrząc na niego jak na debila.
- Niezłą dupeczkę wyrwałeś. - Przyznał.
- Mówiłem?
- To teraz czekam, aż weźmiesz ją do łóżka i ostro przelecisz.
- Nie mów tak - Warknąłem, a dobry humor przerodził się w złość.
- No co? Przecież mówiłeś, że ją zaliczysz.
- Dobra, spieprzaj. - Powiedziałem gdy odszedłem od niego. Zbliżyłem się do drzwi, które wychodziły na ogród. Lekko je odsunąłem, ale patrzyłem to na bar, a to na parkiet i wejście od toalety, a nigdzie nie widziałem ______.
Nagle usłyszałem wielkie chluśnięcie, jakby ktoś wpadł do wody i śmiech ludzi, a konkretnie damski. Wyszedłem na zewnątrz zaciekawiony co mogło się stać. Laski, które mijałem razem z moją partnerką, jeśli mogę tak o niej powiedzieć, stały nad basenem i rękoma zakrywały usta wymieniając się spojrzeniami. Przesunąłem się kilka kroków w lewo, aby móc zobaczyć kto wylądował w nim.
 Jak się okazało, że to dziewczyna, którą przed dziesięcioma minutami całowałem, moje gałki omalże nie wyszły. Podbiegłem do drabinki, gdzie już podpłynęła długowłosa. Podałem jej rękę gdy wchodziła na ostatni szczebel drabinki.
 Było koło dwudziestej trzeciej, na dworze było coraz zimniej. To była jedna z zimniejszych nocy.  Stała przede mną cała przemoczona. Włosy z których kapała woda spadały na mokrą sukienkę, która całkowicie przyległa do jej ciała. Nie odezwałem się do tych kobiet, nie miało to sensu. Przybliżyłem się do ____ tak aby ją objąć, by było jej ciepło i zacząłem iść w stronę wyjścia. Szliśmy żwawo, chciałem jak najszybciej znaleźć się poza tą posesją.

  Kiedy już znalazła się w moim aucie zapiąłem jej pasy i narzuciłem na nią moją kurtkę, która została w nim. Zamknąłem drzwi od jej strony, a ta natychmiast głową oparła się o szybę. Pędem podbiegłem do mojej strony i zająłem miejsce obok niej. Wsadziłem kluczyki do stacyjki i wolno odjechałem z podjazdu. Włączyłem ogrzewanie pomimo tego, że samemu było mi cholernie gorąco. Nie tylko dlatego, że nigdy nie było mi zimno, ale dlatego, że ten materiał prześwitywał pokazując czarny stanik i majtki, plus przylegał do każdego centymetra jej ciała. ______ nic nie mówiła, jedynie cicho oddychała. Z minuty na minutę coraz mniej drgała, przez co się uspakajałem.
- Zatrzymaj się tu. - Usłyszałem jej cichy głos. Wiedziałem, że jutro będzie chora. Wnioskując po tych dwóch dniach znajomości, zazwyczaj była pełna życia, a w tym momencie była jak nadmuchana lalka z której ulatuje powietrze. Nie mówiąc nic wykonałem jej polecenie. Zgasiłem silnik i spojrzałem na nią przykrym wzrokiem. Nie chciałem, żeby przeze mnie zachorowała. W ogóle to od kiedy ja się przejmuje? ____ na prawdę robi ze mną dziwne rzeczy. Widząc, że europejka nic nie mówi, ja zacząłem.
- Powinnaś jechać do domu, odwiozę cię. Napijesz się ciepłej herbaty i pójdziesz spać. Nie chcę-
- Nie - Przerwała mi. Teraz siedziała normalnie, nie podpierała się o szybę, jednak wciąż okryta była moim ubraniem. Patrzyła na mnie bardziej obecnym wzrokiem.
- Co nie? - spytałem lekko zszokowany. Nie wiedziałem o co jej chodzi.
- Chcę pobyć z tobą, a u mnie w domu jest wujek - został na tydzień, bo ma remont. Tu jest dobrze. Chodź. - Powiedziała kiedy wychodziła z auta. "Ale gdzie?" zapytałem idąc za nią. Byliśmy przy jakimś moście i chyba ____ chciała na niego wejść, bo zaczęła iść po schodach. Podszedłem do niej, aby poprawić jej moją kurtkę.
- Przeziębisz się - wyjaśniłem, kiedy zauważyłem, że na mnie patrzy. Resztę drogi szliśmy w ciszy.
Zatrzymaliśmy się w jego połowie, przed barierką. Pod nami płynęła rzeczka. _____ częściowo wyschła.
-Wiesz... - zaczęła patrząc się przed siebie. - Kiedy się poznaliśmy myślałam, że jesteś jedynie pewnym siebie idiotą. Jednak kiedy myślałeś, że jestem pijana i mnie pocało-
- Czekaj, czekaj. Przecież wypiłaś ten alkohol.
- Szkoda tylko, że nie zauważyłeś, że wypluwam go z powrotem, a gdy odwracałeś głowę wylewałam go na przykład do kwiatka. - Powiedziała z uśmiechem od czasu do czasu na mnie spoglądając. - Ciii - dodała widząc, że chcę coś powiedzieć. - Jednak po tym pocałunku, ogólnie w tym pocałunku było coś dziwnego. Czułam się jakbyśmy byli sami, jakbym znała cię od kilku lat. W sumie to karcę się w myślach, że pocałowałam cię po zaledwie siedemdziesięciu dwóch godzinach znajomości, ale mówi się trudno. Zauważyłam, że patrzysz się na mój tyłek i doceniam to, że nie próbowałeś mnie obmacać. - Oj w tym momencie obudziło się we mnie poczucie winy. Jednak nie mogłem jej powiedzieć o zakładzie. - Sądzę - Spojrzała na mnie - że coś do ciebie czuje.

~Rin