czwartek, 7 sierpnia 2014

Changjo - Kawa~prześladowca


                                                       Love Lala ♥

 
                        


Wszystko rozpoczęło się cztery miesiące temu kiedy to zaczęłaś być z chłopakiem ze swojej klasy. Z normalnego związku powstała dziwna relacja prześladowania. Zaczął za tobą chodzić i kontrolować to z kim idziesz i gdzie. Powoli odczuwałaś nacisk z jego strony. Próbowałaś to parę razy zakończyć, ale nie byłaś w stanie, ponieważ nie potrafiłaś zranić jego uczuć. Dziś-dwudziesty ósmy luty miałaś się z nim spotkać. Ubrałaś się w granatowy sweterek zapinany na małe guziki, pod to założyłaś czarną bluzkę, rurki opinające twoje nogi optycznie ci je wyszczuplały, włosy lekko skręcone opadające na plecy, spięte jedną małą spinką na boku. Umówiłaś się z nim przy wielkim zegarze o godzinie siedemnastej. Byłaś na miejscu trochę wcześniej, aby jakoś się przygotować i przemyśleć co chciałabyś powiedzieć. W końcu się pojawił, szedł spokojnie i powoli w twoją stronę. Przytulił cię na przywitanie przyjaźnie się uśmiechając.

-Musimy ze sobą zerwać.-powiedziałaś szybko, tak, aby było już po wszystkim.

-Ale jak to? Co ja zrobiłem?

-Musze już iść.-odwróciłaś się idąc przed siebie przyspieszając kroku. Chłopak złapał cię za dłoń ciągnąc do siebie.

-Przepraszam.-wyrwałaś się z jego uścisków. Pobiegłaś do przodu chcąc zgubić ciemnookiego. Zauważyłaś go w oddali, z brakiem chęci ponownego spotkania z natrętem wsiadłaś do jednego z aut, zniżając się na siedzeniu.

-Przepraszam, co pani robi ?

-Ja..ja.-rozglądałaś się przez szybę sprawdzając, czy przypadkiem chłopak cię nie zauważył.-myślę, że pan jedzie do miasta, a tak się składa, że ja również tam potrzebuje dotrzeć, czy mógłby mnie pan podwieźć?Proszę.

-Tak się składa, że mógłbym. Jestem Choi Jong Hyun. 

-Dziękuje, a ja ______-dyskretnie zapięłaś pasy.


-Widzę, że chowa się pani za swoim wielbicielem.-zaśmiał się wyjeżdżając na drogę. 


-Można tak powiedzieć.-przez resztę drogi nie odzywałaś się patrząc w szybę samochodu.-To gdzie cię podwieźć?-zapytał.


-W sumie możesz mnie tu wysadzić.-zjechaliście na pobocze, nie wiedziałaś za bardzo gdzie jesteś, ale sądząc po twojej dobrej orientacji w terenie zaraz się dowiesz patrząc na pobliską tabliczkę z nazwą miasta.-Dziękuję.-schyliłaś głowę w ramach wdzięczności. Mężczyzna odjechał,a ty szłaś poboczem przyglądając się otaczającym cię kolorowych budynkom. Po jakiś dwudziestu minutach byłaś już u swojej mamy, którą zamierzałaś odwiedzić, po spotkaniu z można już powiedzieć byłym chłopakiem. Windą wjechałaś na dziewiąte piętro. Już po chwili zdejmowałaś buty. Szukając mamy w najbliższym pomieszczeniu pobiegłaś do niej obejmując ją w pasie i mocno ściskając.-Moje dziecko, zaraz mnie udusisz.-śmiejąc się odwzajemniła uścisk nie wiedząc o co chodzi. -Mamusiu, czy to wszystko musi być takie skomplikowane, czemu nie możemy mieszkać razem? Czemu zawsze natrafiam na złych chłopaków, którzy albo mnie prześladują, albo są debilami troszczącymi się tylko i wyłącznie o siebie? 


-Kochanie, masz dopiero <wiek> lat, to jasne, że wszystko przed tobą, zobaczysz jeszcze spotkasz tego jedynego, a co do mieszkania, wiesz przecież jaki jest ojciec, dwa lata temu kiedy nie zgodziłaś się wyjść za jego kandydata, którego tak cenił obraził się i nie chce utrzymywać z tobą kontaktu, jest egoistycznym i aroganckim dupkiem, ale wciąż pozostaje twoim ojcem i tego nie zmienisz. Przez resztę popołudnia użalałaś się nad swoim życiem, nie często ci się to zdarzało, więc raz na jakiś czas nie zaszkodzi. 


***


<Twoje mieszkanie>

Szykowałaś się do kąpieli, było około godziny dwudziestej pierwszej. Zajęło ci to nie więcej niż piętnaście minut. Rozścieliłaś łóżko i dokładnie wyszczotkowałaś swoje zęby. Włączyłaś telewizor przeglądając wszystkie możliwe kanały. Po pół godzinnym oglądaniu zasnęłaś. Rano twoje nudne życie wyglądało wciąż tak samo jak dotychczas. Jedząc śniadanie słuchałaś radia w którym mówili o najciekawszych zdarzeniach młodych gwiazd czy wpadkach stylistycznych. Przeżuwając płatki zastanawiałaś się nad sensem plotkowania na temat prywatnego życia wszystkich sławnych osób. Po co utrudniać sobie sytuację, skoro każdy może być szczęśliwy, nawet jeśli prowadzi takie nudne i przeciętne życie jak ty. Patrząc przez okno zauważyłaś, że pogoda jest piękna, niebo niebieskie nie kiedy przelatujące małe, białe chmurki przypominające kształtem postacie z bajek. Włożyłaś na siebie zwiewną sukienkę. Robiąc małe porządki w kuchni usłyszałaś dzwonek do drzwi. *A to kto? Przecież nikogo nie zapraszałam*-zdziwiona zastanawiałaś się kierując w stronę drzwi wejściowych. Podnosząc się na palcach zobaczyłaś przez oczko w drewnie kto zawitał do ciebie. Jednak nie wiedziałaś co to za człowiek, przekręciłaś zamek i otworzyłaś ukazując wysokiego chłopaka.

-W czym mogę pomóc?-spojrzałaś się pytająco.Mężczyzna uśmiechnął się.-Nie wpuścisz mnie do środka?

-Znamy się?-Czując niepewność złapałaś za klamkę ciągnąć w swoją stronę by móc je zamknąć. Brunet włożył buta w szparę, której już po chwili miało nie być.

-Może się pan odsunąć?

-Nie, bo mam do ciebie sprawę. 

-Od kiedy jesteśmy na ty?

-Wpuście mnie to się dowiesz.- Po chwili zastanowienia postanowiłaś zaryzykować i wpuścić nieznajomego. Chłopak wszedł do środka rozglądając się po pomieszczeniu. Wciąż śledziłaś go wzrokiem, aż usiadł na jednym z pobliskich foteli w salonie. Nagle z jego plecaka podróżnego wyjął średniej wielkości torbę prezentową. Zajęłaś miejsce na przeciw niego. Brunet położył przedmiot na stole przysuwając go do ciebie.

-Co to takiego?

-Otwórz i zobacz.-zaśmiał się po czym założył nogę na nogę. Złapałaś i otworzyłaś tajemniczy prezent. Przed twoimi oczami ukazał się twój czerwony portfel i dokumenty również należące do ciebie.

-Skąd to masz? Czy my... się już wcześniej spotkaliśmy?

-Nadal mnie nie pamiętasz?-pomachałaś głową na potwierdzenie pytania.-Dokładnie wczoraj wsiadłaś do mojego auta, podwiozłem cię niedaleko tego miejsca. Potem na siedzeniu w moim samochodzie zobaczyłem te rzeczy, domyśliłem się, że należą do Ciebie, a żeby móc ci je oddać musiałem zajrzeć do środka.

-Skoro tak, to dziękuje.-spojrzałaś na niego po czym delikatnie skłoniłaś głowę.

-Widzę, że gdzieś się wybierasz.- powiedział wstając z miejsca.

-ymm.. miałam iść na spacer, bo jest ładna pogoda.-jeszcze raz spojrzałaś na prawie bezchmurne niebo.

-No dobrze, to ja już ci nie przeszkadzam.

-Poczekaj!-zawołałaś.- Może chcesz iść ze mną na kawę?-zapytałaś troszkę speszona.

Changjo zgodził się niemalże od razu. Założyłaś balerinki i wyszliście do kawiarni kilometr od twojego domu. Po drodze za dużo nie rozmawialiście. Gdy już dotarliście na miejsce zajęliście stolik przy oknie.

-To jaką kawę chcesz?-zapytałaś wstając z miejsca.

-Ymm.. nie znam się na kawach, weź tą samą co ty. - Po chwili już wróciłaś ze swoim ulubionym zestawem.Chłopak przyjął picie patrząc w filiżankę.

*Perspektywa Changjo*

~`I jak ja mam jej teraz powiedzieć, że nie lubię kawy?! Odważyła się nawet zaprosić mnie na kawę z własnego pomysłu. Dobra, może nie będzie taka zła.-Pomyślałem. Złapałem za ucho od kubka i wziąłem duży łyk, aby mieć mniej do wypicia potem. Szybko przełknąłem nie dobrą ciecz uśmiechając się do uroczej dziewczyny.No nie,czemu musiała mnie zapytać czy mi smakowała? Nie lubię okłamywać ludzi.

-No wiesz, ona była .. ymm..

-Cześć!-zawołała jakaś dziewczyna w krótkich, brązowych włosach prawdopodobnie znajomą ____. Wstałem witając się z nieznajomą, w sumie była nawet ładna i uratowała mnie od wpadki przed dziewczyną która mi się podoba.

*Wracamy do narracji*

Nagle zobaczyłaś swoją dawną koleżankę.-Oo.. Co ty tu robisz? - zapytałaś ściskając ją mocno.

-Wczoraj wróciłam z Ameryki, ale widzę, że jesteś zajęta. Zadzwonię do ciebie i się umówimy.- powiedziała kierując się do wyjścia. Minęły dwie godziny od czasu wejścia do kawiarni,po mimo tego, że w waszych małych szklaneczkach nie było już żadnego picia, wciąż nie chcieliście zmieniać lokalizacji. W końcu przerwał wam telefon chłopaka. Musieliście się pożegnać, bo wracał do pracy. Poszliście na przystanek, wymieniliście się numerami telefonów i ruszyliście w swoje strony. Ty również dostałaś telefon o pomoc swojej siostrze przy robocie. Czasem przychodziłaś do jej biura, żeby pomagać przy ułożeniu papierów, czasem też przynosiłaś pracownikom kawę lub coś do jedzenia. Dzisiaj zrobiłaś to samo i zakupiłaś wszystkim ciepły napój. Wchodząc do wielkiego budynku przywitałaś się z ochroniarzami. Czekając na windę obok ciebie pojawiła się kobieta wyższa od ciebie, obje weszłyście do pomieszczenia. Poprawiłaś swoją fryzurę i już po chwili wysiadłaś.

-Cześć wszystkim! - zawołałaś donośnym głosem do wszystkich pracowników siedzących przy biurkach. Każdemu po kolei podawałaś picie mówiąc jego imię i zadając pytanie "co u nich słychać ? " Potem pojawiła się przed tobą twoja siostra, która zaprosiła cię do jej gabinetu.

-Co słychać siostra? Chcesz kawę?

-Wszystko dobrze, ja nie chce, ale możesz ją zanieść do mojego wspólnika. Jest w tamtym pokoju, jakbyś mogła tam iść ?

-Jasne.-uśmiechnęłaś się biorąc jedną z kaw.Zapukałaś do drzwi po chwili słysząc odpowiedź. Wchodząc do środku zobaczyłaś wielki fotel, zasłaniający postać siedzącą na nim. Położyłaś picie witając się z nieznajomym.

-Dzień dobry, przyniosłam kawę.- uśmiechnęłaś się plącząc ręce z tyłu.

-Znowu kawa? - mężczyzna mówił to odwracając się w twoją stronę. Przed tobą pojawił się kolejny raz w tym samym dniu Changjio.

-Myślę, że jesteśmy na siebie skazani. Wciąż cię spotykam.-zaśmiałaś się patrząc na osobę która szybko się uniosła z miejsca.

-Najwyraźniej tak.-potarmosił włosy z tyłu głowy.-Co tu robisz?

-Przyszłam pomagać siostrze i przyniosłam ci kawę.

-Dziękuje. Zobaczymy się potem?

-Tak, teraz idę układać papiery.-wróciłaś do swoich zadań. Cały dzień, który poświęciłaś na pomocy siostrze nie był taki zły, wszystko co robiłaś stawało się z każdą minuta przyjemniejsze odkąd widziałaś współpracownika swojej siostry. Nie ukrywajmy podobał ci się. W głowie miałaś cały czas jego pytanie "Zobaczymy się potem?", niestety nic z tego nie wyszło, wydawał się wobec ciebie stanowczy i starający cię unikać. W kolejnych dniach przychodziłaś do biura codziennie jednak bez skutku, wszystko co do ciebie powiedział to "cześć". Przynosiłaś mu kolejne porcje twojej ulubionej kawy, jednak zdawało ci się, że nie chce cię widzieć. W końcu już nie wytrzymałaś, musiałaś zadać mu pytanie dlaczego cię unika.Z hukiem weszłaś do pomieszczenia, w którym się znajdował.Zapytałaś się go o nurtujące cię pytanie, po czym usłyszałaś odpowiedź, iż teraz ma naprawdę dużo pracy i masz poczekać na niego jak skończy. Zdenerwowana opuściłaś miejsce, w którym przebywałaś.Po kilku godzinnym czekaniu w końcu chłopak pojawił się przed tobą, łapiąc cię za rękę i podążając do przodu. Wyprowadził cię z budynku idąc do pobliskiego parku.

-Bardzo Cię przepraszam, że nie poświęcałem tobie czasu, ani uwagi, ale to spotkanie, które będę miał jutro zadecyduje czy wciąż będę tu pracować czy nie. Jak tylko to się skończy dopilnuje, że ci to wynagrodzę. Podobasz mi się i to się nie zmieni, więc bądź spokojna -podszedł do ciebie łapiąc twoją głowę i całując w czoło, po czym odszedł wracając do pracy.Zrozumiałaś, że to nie ty zrobiłaś błąd po prostu  bardzo się martwi o przedłużenie umowy w firmie. Postanowiłaś, że na czas jego pracy nie będziesz stawała mu na drodze i ograniczysz spotkania z nim. Wieczorem gdy już leżałaś w łóżku, cieszyłaś się ponieważ miałaś nadzieje, że gdy  go jutro zobaczysz  ucieszy się na twój widok i będzie tak jak dawniej.  Następnego dnia po południu poszłaś zobaczyć się z siostrą no i oczywiście chciałaś sprawdzić jak ciemnookiemu poszła rozmowa. Szukając go wzrokiem nigdzie nie mogłaś go ujrzeć. *Może wyszedł wcześniej* Siedziałaś w biurze do jakieś dwudziestej czekając na chłopaka. Nie zjawił się. Zmęczona i senna poszłaś do parku przed wieżowcem. Siadając na ławce zobaczyłaś smutnego bruneta patrzącego się w chodnik. Zauważając go podbiegłaś do niego kucając przed nim. 

-Co się stało? Miałeś czekać na mnie w biurze, siedzę tam od rana zastanawiając się jak ci poszła rozmowa.

-Rozmowa?-popatrzył ci w oczy nie zwracając już uwagi na kafelki za tobą. 

-No o pracę.

-Aaa.. wciąż jestem szefem.

-To czemu zamiast świętować siedzisz tutaj i jesteś smutny ?-usiadłaś koło niego. 

-Moja mama jest chora, leży teraz w szpitalu. To wszytko przeze mnie. W te parę dni kiedy myślałem tylko o etacie zaniedbałem wszystko wokół siebie. Nie miałem pojęcia, że potrzebuje mojej pomocy, całymi dniami i nocami przesiadywałem w biurze, nawet się nie zastanawiając jak bliscy mi ludzie teraz się czują. 

-Przestań!- uścisnęłaś go na tyle mocno, że chłopak nie mógł złapać tchu.-Powinieneś teraz być przy niej, a nie użalać się na ławce i obwiniać siebie. Postąpiłeś jak dzieciak, to prawda, ale czasu nie da się cofnąć. Idź do mamy do szpitala, posiedź z nią, porozmawiaj. Na pewno poczuje się lepiej w twojej obecności. 

-Cieszę się, że tamtego dnia weszłaś do mojego auta, gdyby nie to nie siedzielibyśmy tu razem. Pójdziesz razem ze mną do szpitala?

-Ale czy to nie będzie dziwne? Przecież nie jestem kimś z rodziny. 

-Jak to nie jesteś? Przecież oficjalnie moja mama może uważać cię za synową.-zaśmiałaś się słysząc te słowa. Changjo złapał cię za rękę. Odwiedziliście jego mamę, po kilkakrotnej wizycie w szpitalu kobieta czuła się lepiej. Zostałaś nawet zaproszona na obiad, jego bliscy traktowali cię jako członkinie ich rodziny. Non stop spędzałaś czas ze swoim chłopakiem. Oficjalnie zaczęłaś pracować w biurze, codziennie przynosiłaś brunetowi kawę, która w dziwnych okolicznościach po chwili znikała.  Za dwa dni miały być twoje urodziny. Azjata dzisiejszego wieczoru zaprosił cię do siebie. Wystroiłaś się zakładając zwiewną i bardzo słodką sukienkę. Zapukałaś do środka, mężczyzna otworzył ci po czym wpuścił cię do domu. Usiadłaś na kanapie. Rozmawialiście gdzie chciałabyś świętować swoje urodziny. Opowiedziałaś mu, że co roku urządzałaś dwa razy przyjęcia, ponieważ w pierwszy dzień spędzałaś go z tatą, a w drugi z innymi. Kiedyś gdy jeszcze byłaś mała zawszę przejmowałaś się opinią taty, byłaś małą córeczką tatusia, jednak po tym jak sam wybrał ci kandydata na męża, a ty odmówiłaś, wszystko się zmieniło. 

-Zamknij oczy.-powiedział siedząc przed tobą. Zaczęłaś się stresować, w głowię miałaś przeróżne myśli, że chłopak naglę cię pocałuję lub rzuci się na ciebie jak głodny pies, jednak on zaczął śpiewać ci urodzinową piosenkę, otworzyłaś powoli oczy patrząc na niego niosącego w rękach tort z truskawkami i rozpalonymi świeczkami. 

-Pomyśl życzenie.- z powrotem zamknęłaś oczy wypowiadając swoje małe zachcianki.-Chciałabym,aby..-chłopak dotknął twoich ust, dotykaliście swoich nosów, pocałunek zaczął być coraz głębszy. Ssałaś jego górną wargę, kiedy chłopak łapał cię w pasie. Po tym wydarzeniu przytuliłaś się do niego szepcząc mu do ucha "dziękuję". Robiło się późno, zjadłaś z nim kawałek tortu po czym wyszłaś udając się do swojego mieszkania. Chłopak sprzątając ze stołu zauważył mały notesik leżący na ziemi. Najpierw się zaśmiał.-Znowu zostawiła u mnie swoje rzeczy.-Podniósł przedmiot otwierając go na jednej z kartek, tam zobaczył zdjęcie ciebie z twoim tatą, obok tego widniał opis dnia. Były to twoje urodziny, co roku gdy go z nim świętowałaś udawałaś się do wesołego miasteczka, wsiadałaś na karuzelę przyglądając się jak gwiazdy na niebie mrugają robiąc się coraz jaśniejsze. Mężczyzna postanowił odnowić wspomnienia i specjalnie z okazji twoich urodzin wynajął wesołe miasteczko. Nie była to mała kwota, ale według niego byłaś warta jeszcze więcej. W końcu dobiegł czas twoich urodzin. Changjo uprzedził cię tylko, żebyś na ten dzień nie robiła sobie planów. Weszliście do wesołego miasteczka, biegłaś na wszystkie kolejki. Chłopakowi robiło się nie dobrze, ale cały czas wchodził z tobą na kolejne, przyglądając się twojemu szerokiemu uśmiechowi. Wygrał nawet dla ciebie misia, nie był z byt duży, ale nawet to i lepiej, bo zmieścił się do twojego małego plecaczka. W końcu wybiła godzina twojego urodzenia. Brunet zaprowadził cię do miejsca,w którym co roku spędzałaś czas ze swoim ojcem , nagle z ciemności zapaliły się światełka z karuzeli, która zaczęła się kręcić, przed wejściem na nią widniał wielki napis "WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ________!"Byłaś wzruszona, łza spłynęła ci po policzku, przytuliłaś mocno chłopaka nie chcąc go puścić. 

-Dziękuję ci bardzo, jesteś najwspanialszym chłopakiem jakiego miałam!

-Skoro już tak mówimy sobie prawdę to ja też chciałbym cię o coś prosić, wiem jak bardzo lubisz kawę, ale nie przynoś mi jej już więcej.-zaśmiał się.-Tak na prawdę nigdy jej nie lubiłem, ale piłem ją ze względu na ciebie, bo miałaś wymówkę, żeby do mnie przychodzić i mi ją dawać, w tedy mogłem cię widzieć, nawet jeśli ciężko pracowałem.-Po tym kiwnęłaś głową i razem z chłopakiem udaliście się na karuzelę, patrząc w niebo i przyglądając się milionom gwiazd.




czwartek, 24 lipca 2014

Suho - Flower

      Scenariusz pisany z mojej perspektywy, ponieważ jest mi tak wygodniej pisać. :) Oczekujcie następnego scenariusza w połowie sierpnia, bo razem z Lin jedziemy w piątek na obóz! :) Dziś scenariusz z Suhaczem, ale przez najbliższe miesiące nie napisze nic z którymś z chłopaków z exo, chyba, że Lin Young.



   Nie wiem czemu było to dla mnie takie trudne...Starałam się iść noga za nogą, ale wciąż się potykałam lub gibałam. Ha ha, ten chodnik jest taki nierówny...Swoją drogą muszę powiedzieć mamie, że to ja przed wyjściem stłukłam lustro w przedpokoju, ale to przez SooYeon, która po mnie przyszła i mnie na nie popchnęła, wówczas, kiedy ja trzymałam wielki dzban ze szkła.

- Sia la la la - Zaczęłam śpiewać z MinYoung, która złapała się mnie za ramie. Lekko pochyliwszy się w przód beknęłam, czym wywołałam śmiech całej reszty.
- Ej - Odezwała się Yuri, zatrzymując się w miejscu z dłonią przy ustach. - Stop! - Krzyknęła stając na nogach w rozkroku i podnosząc ręce do góry. - Wciąż się gibała to na lewo, to na prawo. Reszta dziewczyn, w tym ja, zwróciłyśmy na nią uwagę.
- Chciałam powiedzieć, że was koch- beknęła - kocham was. - Poprawiła się i na jednej nodze zaczęła nisko podskakiwać w stronę jakiegoś budynku.Albo się wygłupiała, albo nachlała jak świnia, bo nawet teraz nie umiała porządnie stanąć na dwóch kończynach.

  Dzisiejszego wieczoru, około dwudziestej, wszystkie spotkałyśmy się przy jednym z seulskich klubów. Był piątek, a naszych rodziców, jakimś dziwnym sposobem wszystkich, nie było w domu. Więc jako, że chciałyśmy posmakować nocnego życia, postanowiłyśmy wybrać się na imprezę. Mnie samej jakoś to nie przekonało. Oczywiście raz na jakiś czas mogę się wybrać na taką zabawę, ale jakoś nie przekonuje mnie to, żeby każdego wieczoru upijać się do nieprzytomności. Właśnie tego wieczoru oblewałyśmy urodziny Yuri.
 Z mojego zamyślenia wyrwały mnie dźwięki i odgłosy typu "bleee" lub "buaah", więc zaciekawiona kto je robił spojrzałam się w stronę skąd dochodziły. Właśnie tego się obawiałam przed wyjściem, a mianowicie ujrzenia którejś z dziewczyn wymiotującej pod jakimś szarym murem. Gdybym nie była pijana od razu rzuciłabym się jej na pomoc i zapytała "Czy wszystko w porządku?", jednakże nie jestem, poszłam do jubilatki, wcześniej wymijając się z MinYoung, która szła w pomocy do SooYeon.

- Yuri - Powiedziałam melodyjnie przedłużając jej imię. Dziewczyna spojrzała na mnie lekko przekrwionymi oczyma. Wodziła za mną wzrokiem, gdy ja szłam w kierunku jakiegoś balkonu, znajdującego się na parterze w dziesięciopiętrowym wieżowcu. Mocno chwyciłam za barierkę, a jedną stopę wsadziłam pomiędzy metalowe szczebelki.  Nabrałam siły i odepchnęłam się od ziemi. Zgrabnie przerzuciłam jedną i drugą nogę tak, że na niej siedziałam. Zeszłam z niej i wzrokiem zaczęłam wodzić po parapecie, na którym znajdowały się różne odmiany kwiatów.Jednak moje zainteresowanie zyskała żółta nasturcja, która znajdowała się pomiędzy jej koleżankami w kolorze czerwonym. Kilkuminutowe przyglądanie się tym roślinkom lekko mnie wytrzeźwiło. Ktoś, kto tu mieszka musi naprawdę kochać ogrodnictwo. Ucisnęłam rękę w pięści na zielonej łodyżce i pociągnęłam do góry, by ją wyciągnąć. Odwróciłam się od poręczy i wyciągając dłoń z owym kwiatem, nachyliłam się nad nią. Yuri, w czarnej, kusej sukience, podeszła do mnie. Uśmiechnęła się do mnie, a ja wręczyłam jej mój prezent, którego wcześniej nie otrzymała.
  Z powodu niezbyt ciekawej sytuacji finansowej, nie miałam jak i za co kupić jej naprawdę fajnego prezentu. Dlatego był nim mój kwiatek, a przedwczoraj przyszła do mnie na nocowanie i spędziłyśmy miło czas na słuchaniu muzyki, czasem do niej tańcząc.

-Dziękuje - Powiedziała jubilatka wdychając zapach rośliny.
- Cała przyjemność po mojej stronie - Odpowiedziałam nadal będąc w zgięciu. Barierka niefortunnie wbijała mi się w brzuch, ale pomimo tego było mi wygodnie.  Dlatego postanowiłam tkwić w takiej figurze.
- A po mojej nie - Odezwał się nieznany głos.  Męski.  Myślałam, że moja głowa wystawia mnie na próbę i chce pokazać, że na dziś wypiłam za dużo alkoholu. Jednak, gdy niedaleko moich pośladków poczułam coś innego od razu się wyprostowałam. Odwróciłam się w stronę wejścia na balkon i momentalnie odskoczyłam wpadając na metalową rurę. Przede mną stała postać. Postać młodego mężczyzny, ledwo po dwudziestce. Był ode mnie, może, o połowę głowy wyższy. Nie chcąc i bojąc się coś do niego powiedzieć, bo w końcu heloł... Jest druga w nocy. Chwyciłam się metalowego czegoś i już chciałam zeskoczyćz jego "posiadłości', ale zatrzymała mnie jego zimna ręka.
- Nie tak szybko  - Zacisnął dłonie wokół mojego przedramienia. - Czemu zerwałaś kwiatka z mojej doniczki? Wiesz, że mogę nasłać policję?
- Ha ha, nie bądź śmieszny... Z powodu głupiego kwiatka?- Zaczęłam chichotać. Ten chłopak, albo próbował udawać śmiesznego, albo naprawdę był głupi.Odwróciłam się do niego plecami, ale nie zauważyłam żadnej z dziewczyn.
- Kurde - Przeklęłam je w myślach, mówiąc to pod nosem.To one będą odpowiadać w sądzie, jak ten koleś mnie zgwałci  i porzuci w lesie. O co mu w ogóle chodzi? Ponownie stałam z nim twarzą w twarz. Oparta na jednej nodze, zaplotłam ręce na piersi i spojrzałam na niego.
- Co chcesz?
- Zasadź mi tego kwiatka - Oparł się o parapet przeszywając mnie na wylot. Pod wpływem jego spojrzenia odwróciłam wzrok na brązową doniczkę.
- Chyba sobie jaja robisz.W ogóle to czy ty nie powinieneś spać o tej godzinie? - Spytałam. - Najwyraźniej nie, tylko po nocy stoisz przy oknie i patrzysz czy nikt nie kradnie ci roślin. - Odpowiedziałam sobie sama.
- To nie twoja sprawa, zasadź mi tego kwiatka! - Podniósł głos wyraźnie zniecierpliwiony. Zrobił krok ku mnie. Znalazł się w świetle pobliskiej latarni. Mocno rozjaśnione włosy spadały na jego oczy, przez co, co chwile je poprawiał. Miał na sobie szarą bluzę z kapturem i cienkie niebieskie spodenki do kolana. Nie miał butów, bo po co komu do noszenia po domu.
- A skąd mam ci go wziąć?! Przecież Yuri go zabrała! - Wykrzyczałam, żeby w końcu zrozumiał. Nie wiem czy był głuchy, czy nie mył uszu, ale chyba nie ogarnął co do niego mówiłam.
- Teraz to mnie nie obchodzi. Masz mi zasadzić tą nasturcję. - Nakazał, a potem złapał mój nadgarstek i pociągnął do drzwi prowadzących do jego mieszkania.
- Co ty robisz? Zostaw mnie! - Zaczęłam się szarpać i kopać jego nogi. Chłopak lekko zgiął kolana pod wpływem mojej stopy, ale mnie nie puścił. Trzymał mocno, przez co przeszkadzał mi w ucieczce od niego. Co on sobie myśli? Zapierałam się, aby zająć mu jak najwięcej czasu do doprowadzenia go do salonu.
- Jezus, no chodź! - Wydarł się na mnie. Nabrał siły i zdecydowanym ruchem pociągnął mnie na tyle daleko, że wylądowałam na środku pokoju - siedząc na brązowym dywanie.
- Po co mnie tu wciągnąłeś? - Zapytałam bardziej spokojnie Koreańczyka, który właśnie zamykał balkon.
- Proste. Zostaniesz tutaj do rana i wtedy pójdziemy do sklepu, kupisz mi kwiatka i mi go zasadzisz. - Powiedział podchodząc do jasno-drewnianej szafy.
- Co? Ja wychodzę.- Żwawo wstałam z siadu i poprawiłam bluzkę. Zaczęłam iść (chyba) w stronę korytarza, ale przerwał mi jego głos.
- Nigdzie nie wychodzisz.- Poczułam jego rękę na swoim barku i lekkie pociągnięcie, tak, że cofnęłam się o kilka kroków. Chłopak mnie wyprzedził i zamknął drzwi na klucz. Kiedy to zrobił, nie ukrywam, wystraszyłam się. Pierwszy raz go widzę, jest noc, a on zamknął mnie w jednym ze swoich pokoi. Ale chyba zapomniał, że jest tutaj balkon, więc kiedy stąd wyjdzie i mnie tu zostawi, ja z niego po prostu wyskoczę. Ciemnooki rzucił we mnie kocem i poduszką, którą przed chwilą wyjął z mebla.
- Ale my się nawet nie znamy...- Jęknęłam cicho.
- Jak masz na imię?- Zapytał blondyn odwracając się do mnie, kiedy ja siadałam na niewielkiej kanapie. Zmarszczyłam brwi.
-_____ - Powiedziałam niepewnie. Przecież w pięć minut się nie poznamy.
- A ja JunMyeon, miło mi.- Odpowiedział lekko przymykając drzwi od pomieszczenia. Najwyraźniej szedł do swojej sypialni. Cwaniacko się uśmiechnęłam, myśląc, że za niecałą godzinę się z nim pożegnam. - Widzisz, już się znamy.- Dodał trzymając za klamkę.-A, i nie myśl sobie,że nie będę słyszał jak będziesz chciała wyjść balkonem, albo drzwiami głównymi. Mam bardzo dobry słuch, więc ci to nie wyjdzie.

   Nie miałam się w co przebrać, więc zostałam w samej bluzce, która miała dać pozory, że jednak spędzę tu noc. Spodnie położyłam pod kanapą razem z butami. Tunika, którą jakimś cudem udało mi się wkasać w czarne rurki zakrywała moje majtki. Zgasiłam światło i położyłam się dając mu do zrozumienia, że już odpłynęłam. Niestety alkohol, który wypiłam jakieś półtorej godziny temu wciąż we mnie buzował, więc gdy moja głowa dotknęła miękkiego jaśka, powieki stawały się ciężkie. Nie _____, nie możesz zamknąć oczu! Krzyczała moja podświadomość, tym samym budząc mnie z przymulenia. Nogami odtrąciłam otulającą mnie kołdrę i usiadłam w siadzie skrzyżnym. To była męczarnia. Stanęłam, i na paluszkach, najciszej jak umiałam, podeszłam do drzwi, aby upewnić się, że spokojnie mogę stąd uciec.
 Pomimo tego, że go nie znałam, nie odczuwałam jakiegoś niepokoju. Blondyn mimo iż pokazał mi swoje kwiatowe uniesienie, wyglądał dosyć miło i sądzę, że byłby dobrym przyjacielem. Ostrożnie uchyliłam wrota, patrząc przez szparę, która się utworzyła. Było ciemno, więc mogłam stwierdzić, że nie będzie mnie słyszał, ponieważ zrobię to prędko i cicho. Kiedy byłam już w połowie drogi do wyjścia ewakuacyjnego, zakręciło mi się w głowie, dlatego natychmiast obiema rękoma złapałam się za skronie, cicho wpuszczając powietrze przez zęby. Kiedy ból minął zgarnęłam szybko jeansy i podeszłam do białej klamki. Z pionu ustawiłam ją poziomo, dzięki czemu drzwi były otwarte, ale również wydały z siebie dość głośny dźwięk. Zamknęłam oczy modląc się, żeby tego nie usłyszał. Nie tracąc więcej tej nocy, zrobiłam duży krok i już miałam zakładać nogę na barierkę, kiedy usłyszałam jego głos.
- _____, czyżbyś chciała uciec? - Zapytał. Miałam plan, żeby go olać i przeskoczyć przez przeszkodę jak gazela, jednak wiedziałam, że jest ode mnie szybszy i silniejszy, dlatego zanim ja bym przerzuciła obie nogi na drugą stronę on już czekałby na mnie na dole. - I to jeszcze w samej bluzce? Ubrałabyś się chociaż... Poza tym zostawiłabyś u mnie obcasy. - Pokazał na parę czarnych szpilek w rogu salonu. Zupełnie zapomniałam o tym, że jedyne co zasłania mój tyłek to czerwone majtki, które kupiła mi moja mama. Ostatecznie stałam na balkonie o trzeciej w nocy w samych majtkach, zgrabiona, żeby przedłużyć bluzkę, by zasłoniła co nie co; a Koreańczyk stał na przeciwko mnie w salonie w bokserkach z napisem " Jestem seksi" ( serio? ) i bluzce na ramiączka w jednym z odcieni brązu. Włosy miał w nieładzie, przez co słowa na jego bieliźnie zaczęły mówić prawdę. W tym momencie stał się dla mnie bardzo przystojny. Moi rodzice nie byliby zadowoleni,  a koleżanki umierały z zazdrości dowiadując się, że po godzinie znajomości oboje widzieliśmy siebie bez spodni.
- To może ja wejdę. - Powiedziałam lekko speszona widząc, że auta, które tu przejeżdżały widziały mnie w takim, a nie innym stanie. Nachylając się w jego stronę, wskoczyłam w rurki i spojrzałam na niego. W jego oczach odbijał się blask ulicznych lamp, a on przyglądał mi się równie tak samo jak ja jemu.
- Chodź. -  Powiedział łagodnie, nie urywając kontaktu wzrokowego. Chciałam spytać, czemu mnie nie wypuści, ale już znałam na to odpowiedź. Stwierdziłam, że owy chłopak nic mi nie zrobi. Nie był jakoś umięśniony, a nawet jeśli, to ja też miałam siłę.  Mój ojciec był trenerem boksu, więc gdy byłam mała uczył mnie podstawowych ruchów plus uczęszczałam na zajęcia samoobrony.  Wzięłam swoje obuwie i poszłam za Azjatą. Przeprowadził mnie przez kremowy przedpokój. Otworzył przede mną drzwi, więc weszłam jako pierwsza.
- Nie chcę, żebyś znów uciekła. W nocy jest nieprzyjemnie, a ja nic ci nie zrobię. Lepiej, żebyś spała u mnie, wtedy będę cię miał na oku. - Chłopak wyszedł z sypialni, a ja, że byłam ciekawska poszłam za nim. Chciałam zobaczyć po co poszedł. Jednym okiem wyjrzałam zza framugi. Jak się okazało blondyn szedł do drzwi wejściowych, aby przekręcić w nich zamek. Usłyszałam dźwięk sms-a swojej komórki. Sięgnęłam po nią, żeby zobaczyć kto normalny pisze o trzeciej w nocy, chodź domyślałam się, że to jedna z moich przyjaciółek.

Od : SooYeon
Do : ______
Gdzie ty jesteś? Wszystko w porządku?

 Nie myśląc dłużej czy mam odpisywać puknęłam na ekran, by ukazała się klawiatura. Sprawnie wystukałam "Jestem u tego chłopaka. Spokojnie, nie jest agresywny. Powiedziałam mu, że tego kwiatka zasadzę mu rano, a teraz pozostanę u niego, bo sama nie będę wracać w nocy." Literki mi się mieszały, głowa pobolewała, a stopy wciąż bolały od kilkugodzinnego noszenia szpilek. Usiadłam na dywanie, opierając się o niebieską ścianę. Chciało mi się spać, ale z drugiej strony miałam ochotę potańczyć. Nigdy więcej nie pije nic innego oprócz piwa i wina.
- Czemu siedzisz na podłodze? - Spytał chłopak, kiedy wchodził do pomieszczenia w którym się znajdowałam.
- O, JunMyeon, wystraszyłeś mnie. - Przestraszył mnie swoją nagłą obecnością. Wstałam podpierając się o ścianę. - Rozbolała mnie trochę głowa.
- Chcesz tabletkę? Ostatnio też miałem z tym problem, więc zostało mi kilka. - Pokiwałam głową i znów zostałam sama. Podeszłam do jego biurka. Lampka, komputer, książka i ramka ze zdjęciem. Chwyciłam ją w dłonie, ale wcześniej sprawdziłam czy idzie. Był tam dwie osoby na górskim tle. Pierwsza była podobno do chłopaka, u którego jestem teraz w mieszkaniu. Zaś druga to dziewczyna. Również Azjatka, czarne warkocze sięgały jej aż do żeber. Ubrana była w zwiewną, zieloną sukienkę, obejmowała JunMyeon'a. Czyżby to była jego dziewczyna? Co prawda Koreańczyk miał wtedy ciemną grzywkę i wyglądał na młodszego, ale gdyby jej nie miał to po co miałby trzymać ich wspólne zdjęcie? Kiedy usłyszałam stawiane na meblu kubki, a koło nich małą, białą tabletkę; od razu odłożyłam nieswoją rzecz.
- Sorki, nie chciałam. Ja po prostu, byłam ciekawa kto tam jest. Kto stoi koło ciebie. - Zaczęłam się tłumaczyć. Nie chciałam, żeby uważał mnie wścibską dziewczynę w dodatku, że przez sytuacje, która miała miejsce kilka minut temu. To jak jego oczy błyszczały, zaczął mnie pociągać. Byłoby mi smutno, gdyby okazało się, że to jego miłość.

- Nic się nie stało, ale następnym razem po prostu zapytaj.  - Wysłał mi blady uśmiech. Poszedł w kierunku łóżka stojącego za mną i opadł na nie.
- Nie muszę pytać, zapewne to ktoś ważny w twoim życiu. - Spojrzałam na niego, kiedy sięgałam po lek. Koreańczyk przytaknął. - Jak ma na imię twoja dziewczyna? - spytałam. A jak, co mi szkoda.  Pewnie i niestety go już nigdy nie spotkam, więc muszę być odważna i walić prosto z mostu.
- Nieee, to nie moja dziewczyna. - Zaprzeczył, pocierając o siebie dłonie i opuszczając dłonie w cichym uśmiechu. Zdziwiłam się.
-To kto? Na twoją matkę mi nie wygląda. - Zażartowałam, po czym zaczęłam się śmiać. I tak chwilę później przestałam widząc kamienną minę mojego towarzysza. - Sory, najwyraźniej alkohol jeszcze we mnie płynie. - Klapłam koło niego.
- To jest Jimin. Była jedną z opiekunek w domu dziecka, w którym się wychowałem. - Ręką przejechał po swojej twarzy. - W sumie to nie wiem, po co ci to mówię. Znamy się jakieś sześćdziesiąt minut, a ja już opowiadam ci moją gorszą historię. - Wstał do pionu, kręcąc się w różne strony. - Tak na prawdę nie chcę ci tego w ogóle mówić, ale to jak na mnie patrzysz i  to jak ja cię widzę...Po prostu, nie mogę ci odmówić. - Głos stopniowo zniżał. Jednak dzieląca nas cisza pozwalała mi na dokładne usłyszenie tego, czego niezbyt chciał i wstydził się przyznać. W mojej głowie pojawił się mętlik. - Nie żeby go wcześniej nie było, ale nie wiedziałam co odpowiedzieć.  Znacząco odkaszlnęłam, aby pokazać mu moje... zawstydzenie?
- Nie ważne. - Powiedział szybko i zbyt głośno, bo moja głowa dała mi jeden, mocny cios. - ______, dobrze się czujesz?
- Tak, jest ok. Ale nie mów tak głośno. Może połóżmy się już spać, jeśli nie chcesz mnie wypuścić.
- Musisz się z tym pogodzić. - Chłopak posłał mi ciepły uśmiech.
- Już się z tym pogodziłam, ale tylko troszeczkę. - Również się uśmiechnęłam i na słowo "troszeczkę" pokazałam charakterystyczny do tego gest na palcach.
Miałam ochotę poprosić, aby opowiedział mi więcej o swoim dzieciństwie, ale po tym co przed chwilą powiedział miałam wątpliwość. Nie mógł mi się oprzeć, dlatego mi to powiedział...Ale tak naprawdę tego nie chciał. Postanowiłam olać swoje zainteresowanie i pobyć w ciszy.
Najwyraźniej nie pasowało to blondynowi, bo zaczął pytać się mnie o nazwisko, zainteresowania, co właściwie robię w Korei i inne.

- Masz. - Zwrócił się do mnie, podając mi kołdrę, która została w dużym pokoju. - Pomimo tego, że wiem, że już nie uciekniesz to ja i tak będę spał na podłodze przy drzwiach, a ty zajmij moje łóżko.
- Ale...-
- Nie ma żadnego ale, ty jesteś moim gościem, więc nie będziesz spać na ziemi. - Powiedział rozkładając gruby, zielony koc na panele.
- No, ale...-
- Koniec konwersacji, możemy porozmawiać o czymś innym. - Rzucił poduszkę na jeden koniec materiału i nie wiem po co, usiadł na niej.
- Jasne... Więc zamieńmy się miejscami do spania. - Chłopak słysząc moją propozycje z pozycji leżącej wstał do siadu i spojrzał na mnie karcącym wzrokiem.
- Czego nie rozumiesz w zdaniu "Koniec konwersacji"? - Zapytał z uśmiechem i wstał, podszedł do mnie kucając kilka centymetrów przed moimi kolanami. - Tak jak było przed chwilą będzie idealnie. Ty się wyśpisz, ja... chyba też i będziemy zadowoleni, a teraz jestem naprawdę zmęczony, bo miałem nockę w pracy i moim marzeniem jest sen, więc połóżmy się, ok? - Pokiwałam głową na zgodę. Koreańczyk  powrócił na swoje wcześniejsze, a ja ze zrezygnowaniem i naburmuszeniem pochyliłam się do tyłu, by wygodnie ułożyć się na miękkim materacu. W miarę równym czasie oboje nakryliśmy się kołdrą. Położyłam się po lewej stronie, dlatego miałam dobry widok na skośnookiego, który odwrócił się ode mnie plecami. Postanowiłam zasnąć na lewym boku. Pierzynę zawinęłam między nogi, a jeden z rogów złapałam w dłoń. Było mi miło, ciepło i wygodnie, jednak to nie tuliło mnie do snu. Myślałam nad tym czy blondynowi było źle w sierocińcu. Czy miał tam przyjaciela, prócz tej niani. Ciekawiło mnie całe jego życie. Chłopak, którego poznałam niecałe dwie-trzy godziny temu, miał jedynie dobre intencje.
Ma rodzeństwo? Co z jego rodzicami? Oprócz ogrodnictwa, co go interesuje? Gdzie pracuje? Kim chciałby zostać w przyszłości? Ma jakieś talenty? Było masa pytań jakie chciałam mu zadać, ale po głębszym zastanowieniu się, stwierdzałam, że to nie miałoby sensu. Rano kupie mu tą nasturcję, a gdy ją zasadzę, będzie po kłopocie. Pożegnam się z nim i każdy pójdzie w inną stronę.
Co ja w ogóle gadam? Nie, nie będzie dobrze, bo on na prawdę mi się spodobał. Nawet gdy nie poprosi o numer to któregoś dnia, przyjdę niezapowiedzianie, ale normalnie, drzwiami. O! Albo znów wyrwę kwiatka. Moje rozmyślenia wzięły nade mną górę, dlatego w ogóle nie zwróciłam uwagi na to, że non stop się wiercę.
- Nie możesz zasnąć? - Spytał Jun Myeon zaspanym głosem odwracając się w moją stronę.
- Tak jakby. - Powiedziałam cicho. - Nie możemy się po prostu zamienić?
- Nie. - Odpowiedział stanowczo, ale nadal przyjaźnie. Wiedziałam, że tak łatwo nie odpuści, więc w głowie szybko wymyśliłam jakby tu go udobruchać i wrzucić na to łóżko.
Nie lubiłam jak ktoś musiał czuć się niewygodnie, gdy w tym czasie ja miałam bardzo komfortowe miejsce.
- No to...- Wahałam się. Nie wiedziałam czy to zaproponować, czy to nie wyjdzie dziwnie. Zauważyłam, że patrzył na mnie z cierpliwością. - Pomyślałam sobie, że...Ale to jest dziwneee.... - Zajęczałam poprawiając kołdrę. Blondyn nic nie mówił, ale wiedziałam, że nic nie powie. - No jeśli ty nie chcesz, żebym spała na podłodze, a ja nie chcę, żebyś spał tam gdzie teraz leżysz to oboje możemy spać na łóżku. Materac jest duży, a mi to chyba nie przeszkadza. - Powiedziałam z małą gulą w gardle.
- Może? - Powtórzył. - To przeszkadza ci czy nie? - Spytał wydostając się spod pierzyny.
- No... nie przeszkadza. - Odpowiedziałam, drugie zdanie mówiąc ciut odważniej. Chłopak jak na zawołanie wstał i zebrał cały bałagan z paneli i położył go niedaleko mnie. Uniosłam się na łokciach, aby lepiej widzieć co robi. W mojej głowie było jedno pytanie. Czy ja mu się podobam? Tego niestety nie wiedziałam, mogłam tylko przypuszczać. Było mi to trudno określić, bo blondyn niby mi coś powiedział, ale po ostatnim zdaniu już nic takiego nie zrobił. Ułożył wszystko na swoim miejscu, tak, że mieliśmy dwa oddzielne nakrycia. Oboje leżeliśmy na plecach, nikt nic nie powiedział, oboje zapatrzeni w zupełnie nieinteresujący, biały sufit.
- Chciałabym cię o coś zapytać. - Powiedziałam. Blondyn przekręcił do mnie głowę, aby pokazać mi, że słucha. - Ale nie patrz się na mnie, bo się wstydzę. - Dodałam szybko, dzięki czemu Azjata powrócił do wgapiania się w ścianę z lekkim uśmiechem. Zapewne śmiał się ze mnie.
Brzuch dosyć dziwnie mi drżał, a ja czułam się jakbym miała do siebie przyczepioną bombę, która denerwująco tyka i zaraz ma wybuchnąć. - Chciałbyś się ze mną jeszcze kiedyś spotkać? Wiesz...Tak na kawę, za dnia.
- Czemu by nie... - Odpowiedział z odczuwalną radością. Sama się do siebie uśmiechnęłam. Dumna z tego, że odważyłam się zapytać i szczęśliwa, że on też chcę się spotkać.

  Nocna lampka powoli stawała się zbędna, ponieważ zza zasłony zaczęły przedostawać się pojedyncze promyki rażącego słońca. Nie mam pojęcia ile już tak leże, ale razem z JunMyeon'em nie śpimy od kilku godzin. Leżymy w ciszy, czasem zerkając na siebie i wymieniając się uśmiechami.
- Powinniśmy iść spać. - Zachęcił Suho. Zgodziłam się. Jedną ręką poprawiłam upijającą mnie poduszkę i powoli zamknęłam oczy.
- Możesz wyrywać mi te kwiatki z balkonu. Ile chcesz, wyrywaj do woli. Jeśli to ma sprawić, że będziemy się częściej spotykać. - Wyrwał mnie jego kojący głos z pół-snu.

~Rin


niedziela, 13 lipca 2014

Chanyeol ~Wycieczka po lesie



Przepraszam, że musicie tak długo czekać ;c Postaram się przyspieszyć dodawanie scenariuszy :) 
Miłego czytania ^^
  Minnie
Wraz ze swoim chłopakiem świętowaliście wygraną w konkursie na najpiękniejszą parę. Zdobyliście możliwość wyjechania do ulubionego miejsca, które chcielibyście zwiedzić. Zastanawiając się dokąd chcecie jechać, przypomniało wam się, że zawsze marzyliście polecieć razem do Europy, żeby chłopak poznał twoich rodziców na żywo.  Zapisując kierunek lotu na wygranej karcie oddaliście ją kierownikowi całej tej zabawy. Z zaskoczoną miną przyjął zgłoszenie pytając dlaczego akurat tam. Odpowiedzieliście, iż twoi rodzice właśnie tam mieszkają, a Chanyeol nie miał okazji poznać ich osobiście, tylko przez internet. Od dwóch lat mieszkaliście wspólnie wynajmując mieszkanie w wieżowcu. Szczęśliwi trzymając się za rękę poszliście do parku siadając na jednej z ławek. Byłaś osobą, która zawsze miała temat do rozmowy. Po mimo tego, że czasem chłopak stawał się nieśmiały przy innych, będąc z tobą zawsze był radosny i wyluzowany. Gdy było ci smutno zawsze przychodził i zaczynał rapować co powodowało na twojej twarzy uśmiech. Znajomi, którzy spotykali was po drodze zawsze zazdrościli wam tego jak radośni przy sobie jesteście. Zdawałoby się, para idealna, lecz po mimo tego, też mieliście swoje problemy. Nikt nie jest doskonały, no chyba, że te piękne Koreanki śpiewające w telewizji, które zawsze wyglądają świetnie i bez skazy. Z tego co ustaliliście z kierownikiem podróży wyjechać mieliście już jutro o godzinie piętnastej. Z piwnicy przynieśliście dwie torby zabierając ze sobą dużo rzeczy, nie wiedząc ile tam będziecie. Dawno nie byłaś w swoich stronach, dlatego bałaś się kolejnej zmiany czasowej i klimatu. Zawsze powodowało to iż ty oraz chłopak czuliście się gorzej. Podróżowaliście zawsze kiedy zdarzyła się jakakolwiek możliwość ostatnio byliście w Grecji. Widoki piękne, a woda przejrzysta. Tym razem droga miała być dłuższa ponieważ, będziecie musieli zatrzymywać się co jakiś czas na lotniskach, żeby dać wywiad jak się czujecie z wygraną wycieczki. Przez całą noc nie spaliście(no prawie całą),pewnie byliście zafascynowani wylotem i nie mogliście zasnąć.  Optymistycznie nastawieni sprawdziliście jeszcze raz swoje bagaże i wyszliście z budynku kierując się w stronę auta, by pojechać na lotnisko. Gdy już byliście na miejscu spotkaliście asystentkę gospodarza zabawy, która pokierowała was do autokaru. To było dziwne, ponieważ zamiast w samolocie znajdowaliście się w busie. Uprzedzili was,że jest mała zmiana planów. Po długo godzinnej podróży zatrzymaliście się na stacji,by coś zjeść lub wypić. Staraliście się wydobyć jakiekolwiek informacje od ludzi, którzy mogli by coś wiedzieć. Niestety nikt nie umiał udzielić wam logicznej odpowiedzi. Z powrotem wsiedliście i jechaliście dalej. Pani w autokarze podeszła do was siadając na wolnym miejscu przed wami. Chanyeol był tym wszystkim zirytowany. 

-O co w tym wszystkim chodzi?-zapytał patrząc na śmiejącą się brunetkę. 

-Już wam to wszystko wyjaśniam, chodzi o to, że musieliśmy zmienić wasze plany. Nastąpiły małe problemy i nie było nas stać na wycieczkę do Europy, zamiast tego chcieliśmy wam zrobić niespodziankę. Wyjedziecie do ośrodka wypoczynkowego, myślę, że wam się tam spodoba. Może nie jest to podróż, której oczekiwaliście, ale na pewno będzie dobrze.-Uśmiechnęła się tłumacząc i wyjaśniając całą sytuacje. Spojrzeliście na siebie zaskoczeni i zmieszani. W pierwszej chwili nie wiedzieliście co powiedzieć po czym odpowiedzieliście słowami:

-Aha.-tylko na taką odpowiedź było was stać. Suche nie okazujące żadnych emocji "aha". 

Po męczącej jeździe w końcu dojechaliście do ośrodka w którym mieliście zamieszkiwać. Był to średniej wielkości, drewniany domek postawiony niedaleko lasu i pola kempingowego. Przed domkiem altana,a w środku stół i ławeczki. Wszystko wyglądało w miarę dobrze do póki nie weszliście do środka. Otwierając drzwi do waszego tymczasowego mieszkania wywaliła się na was szczotka waląc cię w czoło. Chłopak spojrzał na obolałe miejsce masując je, poszliście dalej mężczyzna chciał otworzyć okno niestety zamiast tego po prostu wypadło. 

-Jak my tu trafiliśmy? Przecież to miała być podróż po Europie. Może po prostu wrócimy do siebie?-zapytał rozglądając się ponownie po domku. 

-Skoro już tu przyjechaliśmy zostańmy i odpocznijmy, powinno być tu cicho i spokojnie. Nawet jeśli domek nie jest dobrze zaopatrzony damy sobie rade, my byśmy nie dali?-zawsze starałaś podchodzić do wszystkiego z optymizmem i tym razem ci tego nie zabrakło. Uśmiechnęłaś się do bruneta podchodząc do niego i się przytulając. Zabraliście z autokaru swoje bagaże i postawiliście je przy szafie. Założyłaś na siebie bluzę, ponieważ zrobiło się trochę zimno, a po za tym jak to w lesie wieczorem zaczynały gryźć komary. Wyszliście z domku i usiedliście na ławeczce.Przed wami pojawiła się mała dziewczynka trzymająca w ręku kwiat. Podeszła do was i podarowała go tobie.

-Proszę, to dla ciebie.-zawołała uśmiechając się i podając ci piękną roślinę,po czym odeszła kontynuując zabawę w piaskownicy na placu zabaw, który znajdował się tuż przy was. 

Spojrzeliście na siebie. Chłopak zbliżył się do ciebie dając ci buziaka w policzek.-Bardzo chciałem poznać twoich rodziców, ale skoro teraz się nie udało, może innym razem. Chodźmy, chyba oboje jesteśmy zmęczeni.-Chanyeol złapał cię za dłoń kierując się w stronę drewnianego domku. Tego wieczora obejrzeliście film i wtuleni w siebie zasnęliście. 


_ Ranek _
Wstałaś robiąc śniadanie i biorąc krótki prysznic. Wychodząc z łazienki potknęłaś się o próg i lecąc do przodu wypowiedziałaś imię chłopaka. Jak na niego przystało szybko zareagował oraz był tuż obok, ponieważ miał zamiar wejść do toalety od razu po tym jak wyjdziesz. Złapał cię patrząc ci w oczy. -___ następnym razem bądź ostrożniejsza.-uśmiechnął się stawiając cię na nogach. Zapowiadało się, że dzisiaj pójdziecie na spacer do lasu.Założyłaś krótkie spodenki, beżowy sweterek w czarne groszki, bluzkę z małymi kokardkami oraz białe buty. Chłopak również wyglądał nienagannie, aż nie mogłaś się napatrzeć. 

-Zróbmy zdjęcie!-zawołałaś wyjmując z torebki telefon. Stanęłaś koło chłopaka klikając na przycisk aparatu. -No i pięknie, a teraz chodź zjeść śniadanie.-pociągnęłaś go za sobą prowadząc do stołu. Usiadłaś koło niego. Na stole leżało jedzenie przyszykowane przez ciebie w czasie gdy on był w łazience. 

-Wiesz, że nie musiałaś tego robić?

-Wiem, no i co? Kiedyś mówiłeś, że uwielbiasz śniadania przygotowane przeze mnie.- powiedziałaś kładąc chłopakowi na talerzu parę przekąsek.-Wydaje mi się, że dzisiaj jest idealna pogoda na spacer. Co ty na to ?

-Pewnie, od razu jak zjemy, chodźmy na wycieczkę.


_Spacer_

-Zawsze zastanawiałam się jak to jest zgubić się w lesie, bez żadnej pomocy, po prostu zostać tutaj i być sama. 

-Nie bądź śmieszna-chłopak położył na twoim ramieniu rękę przysuwając cię bliżej.-Gdybyś zgubiła się w lesie nie zostałabyś sama, co najmniej po pół godzinie przyszedł bym do ciebie ratując cię i nigdy w życiu nie wypuszczając.-Chanyeol pokazał szereg swoich śnieżnobiałych zębów powodując na twojej twarzy małe zakłopotanie. Po pewnym czasie postanowiliście się trochę powygłupiać, uciekałaś chłopakowi chowając się za drzewami i strasząc go kiedy nie widzi. Wiedziałaś, że zawsze go to doprowadzało do szału, ale lubiłaś gdy był troszkę wkurzony. Zrobiłaś to kolejny raz,niefortunnie doprowadziło to do tego, że cofnął się do tułu potykając o gałąź.

-Nic ci nie jest?-zawołałaś podbiegając do niego.

-Chyba skręciłem kostkę.

-Przepraszam.-zrobiłaś smutną minę.-To przeze mnie, gdybym cię w tedy nie straszyła nie upadłbyś. 

-Czy wszystko musi być kolorowe? Za co mnie przepraszasz?-zaśmiał się, starając oprzeć się o pień drzewa. Kuśtykał na jedną nogę co nie ułatwiało powrotu, trzymałaś go tak, aby mógł się oprzeć jednak jak zwykle mówił, że da sobie radę. 

-Jesteś strasznie uparty!-zatrzymałaś się krzycząc na chłopaka.-Byłoby o wiele szybciej gdybyś pozwolił mi pomóc.-po tych słowach chłopak uległ i w taki o to sposób po piętnastu minutach znaleźliśmy się przy placu zabaw. 

-Co się dzieje?-zawołał patrząc w przód. Twój wzrok z niego powędrował w punkt przed tobą. Zobaczyłaś, iż waszego domku nie ma. 

*Ile nas tu nie było, to nie możliwe, żeby w tak szybki sposób mieszkanie zniknęło!*-zastanawiając się doszliście do ławeczki na której chłopak zajął miejsce, uklękłaś przed nim spoglądając na dość poważnie spuchniętą kostkę. Po chwili podeszła do was wysoka blondynka podając maść i bandaż. -O co tu chodzi?-powstałaś patrząc się w górę, ponieważ jak już wcześniej wspomniałam dziewczyna miała jakieś metr osiemdziesiąt.

-Chyba macie pecha, wasz domek, w którym mieliście odpocząć zamienił się w ruinę, okazało się, że miał tu powstać apartament dla bogacza, który wykupił właśnie to miejsce. Bardzo mi przykro.-powiedziała podając ci rzeczy trzymane w jej ręku.-Czy.. nie będzie wam przeszkadzało..ym..no wiecie..

-No powiedz to w końcu.-zawołałaś nie mogąc dalej słuchać jej bełkotu. 

-Czy byłaby możliwość, abyście zgodzili się na czas innego miejsca pobytu na spanie w namiocie?

-Słucham?-zrobiłaś wielkie oczy przyglądając się osobie, która wypowiedziała te słowa. -Po pierwsze nie mieliśmy tutaj w ogóle się znajdować, prawdopodobnie o właśnie tej godzinie bylibyśmy w Europie, ciesząc się widokiem moich rodziców.Po drugie namawiałam chłopaka, który chciał zrezygnować i wrócić do naszego mieszkania, żeby tu został. A pani mówi mi teraz, że mamy spać w namiotach, bo nie ma dla nas miejsca?-opadły ci ręce, przedmioty wyleciały na chodnik, poczułaś, że brunet łapię twoją dłoń.

-Dobrze.-odpowiedział za ciebie, podnosząc bandaż.-Zgadzamy się, mamy je sami rozłożyć czy bylibyście tak mili, żeby zrobić to za nas?-opanowanym tonem pokierował słowa do dziewczyny. 

-Oczywiście, namiot jest już gotowy. Myślę, że wam się spodoba.

-To samo mówili nam gdy tu przyjechaliśmy.. O naszym domku, którego już tu nie ma!-krzyknęłaś, nie mogąc się opanować.Kobieta odeszła, mówiąc, że zaraz ktoś was do niego pokieruje. 

-Oni są śmieszni, wróćmy do domu, miałeś racje nie można być cały czas optymistom.-klapnęłaś na ławce koło chłopaka.

-A właśnie, że nie. Myliłem się. Spójrz, gdyby nie te wszystkie sytuacji nasze życie prawdopodobnie było by nudne,a tak na stare lata gdy będziemy mieli już trójkę dzieci opowiemy im co się wydarzyło.-zaśmiałaś się.-Trójkę dzieci?-zapytałaś.

-Tak, nasza rodzina ma być duża.-raper odkręcił maść smarując ją na napuchnięte miejsce.

-Ooo.. kompletnie zapomniałam, daj to.-opatrzyłaś nogę po czym poszliście za panem, który miał wam pokazać miejsce spania. Z małym trudem, w końcu Chanyeol jak i ty doszliście do namiotu.Nie był taki zły, nie patrząc na to, że mogą do niego wlecieć różne owady, które ciężko będzie odgonić lub co gorsza natrętne mrówki, albo inne zwierzęta znajdujące się w tej okolicy. 

-Chwila!-podskoczyłaś.-Gdzie są nasze bagaże? Przecież zostawiliśmy je w domku. Ajć!-Klepnęłaś się w czoło wydobywając z siebie dźwięk jęczenia. 

-Wszystko już jest w środku, proszę zobaczyć.-dość starszy mężczyzna otworzył wam materiał. W środku,można powiedzieć, było nawet lepiej niż w domku, może nie było tu zwykłego łóżka,ale dużo koców i wielkie poduszki. Po wszystkich wydarzeniach w końcu mogliście spokojnie usiąść, wiedząc, że nic gorszego nie może się już stać. Dochodziła godzina dwudziesta druga. Przebraliście się w piżamy, leżąc i robiąc co innego. Ty czytałaś książkę, a on słuchał muzyki zasypiając. Chłopka zaczął nucić twoją ulubioną piosenkę co w końcowym rezultacie dokonało, iż oboje zaczęliście ją śpiewać, wygłupiając się, że ołówek to mikrofon patrzyłaś na chłopaka melodyjnie mówiąc tekst piosenki i poruszając się w rytm.Mężczyzna od razu się rozbudził robiąc to samo.Nagle poczułaś, gilgotanie na swojej stopie. 

-Przestań, to swędzi.-zaśmiałaś się klepiąc chłopaka w ramię.

-Co ja Ci robię?-nastała cisza.

-Przed chwilą mnie łaskotałeś w stopę. Przyznaj się.

-Ale przecież mam ugięte kolana, to niemożliwe, żebym to był ja.-Podniosłaś pościel widząc wijącego się węża.

-aaaaaaa!-krzyczałaś w niebo głosy wstając i ciągnąc za sobą chłopaka. 

-Co się dzieje? -zdziwiony poszedł za tobą. 

-Tam był wąż!-zawołałaś. Teraz byliście już na zewnątrz, wokół was zebrało się liczne zgromadzenie ludzi, którzy z ciekawością zastanawiali się czemu tak krzyczysz. W końcu przyszły osoby, które zabrały węża z waszego namiotu. Po całym zdarzeniu, wiedząc, że już go tam nie ma o tak bałaś się wejść i tam spać.Chanyeol śmiał się z twojej reakcji w ogóle nie przejmując, że na prawdę byłaś kompletnie przerażona. 

-Chodźmy na spacer.-powiedziałaś przytulając chłopaka.-I nie śmiej się już ze mnie. 

-Teraz?Patrz jak jest ciemno.-Po namowie uległ,szybko pobiegłaś do namiotu zabierając ze sobą parasolkę na wszelki wypadek gdyby padało.Spacerowaliście w blasku księżyca  patrząc na gwiazdy. Wycieczka po lesie zajęła wam dość sporo czasu, ponieważ nawet się nie obejrzeliście, a już był ranek. Ziewnęłaś po czym chłopak zrobił to samo. 

-To nie miało tak wyglądać, miało być pięknie. Wszystko przed wyjazdem zaplanowałam, miałeś poznać moich rodziców, miałam pokazać ci najpiękniejsze miejsca w moim mieście, ale musiało nas to spotkać. Cieszę się, że jestem tu z tobą,  jednak musimy mieć takiego pecha?-spojrzałaś na niego. Rozłożyłaś niechcący parasol.Chłopak podszedł do jednego z krzaków róży, szybkim ruchem,ostrożnie wyrwał ją kierując się z powrotem do ciebie.Brunet przybliżył się, powodując, że czułaś zapach jego perfum. Objął cię delikatnie, tak, że aż mogłaś posłuchać jak bije jego serce.

-Nie przejmuj się, tak też jest dobrze.