sobota, 25 października 2014

Doo Joon-Skarbonka cz.1


Bardzo krótki scenariusz, ale tylko dlatego, że mam zamiar napisać część drugą, która myślę, że wyjdzie zdecydowanie dłuższa. Chciałam was bardzo przeprosić, ponieważ jak na razie nasze scenariusze będą wrzucane rzadziej przez naukę,brak czasu, niekiedy brak weny.  




Za pewne jak każda prawdziwa k-popowiczka, chciałaś wyjechać do najpiękniejszego dla ciebie miejsce jakim była Azja. Rodzice nauczyli cię byś oszczędzała, więc już jako mała dziewczyna wrzucałaś sobie wszystkie pieniądze, które dostałaś do swojej małej skarbonki świnki,otwierającej się  tylko i wyłącznie poprzez rozwalenie. Do pełnoletności każdego dnia wkładałaś do niej po pięć złotych, lecz po pewnym czasie musiałaś wymienić świnkę z błahych powodów, była już za mała. Uzbierałaś chyba z dwadzieścia takich samych puszeczek. Aby ze swoim pomysłem nie zostać sama w pewne wakacje poznałaś czwórkę dziewczyn, które wprowadziłaś we wszystkie najważniejsze kwestie dotyczące azjatyckiej kultury. Koleżanką od razu się to spodobało i również starały się oszczędzać, choć nie zawsze się to udawało. Miałyście szczęście, ponieważ jak się później okazało chodziłyście do tej samej szkoły, a dwie z nich nawet były z twojej klasy. Spędzałyście ze sobą mnóstwo czasu, prawie zawsze byłyście razem. Po szkole przychodziłyście do jednej, aby razem cieszyć się i słuchając waszych ulubionych piosenek.Oczywiście nie polegało to tylko na tym, że nie miałyście innych tematów oprócz biasów i innych tego typu spraw. Robiłyście różne filmiki i wysyłałyście je do odpowiednich miejsc mając nadzieje, że chociaż jedno dotrze do waszych ulubieńców. Pewnego wieczoru zastanawiałaś się ile tak właściwie już uzbierałaś pieniędzy i czy to aby na pewno wystarczy na tak długą podróż i wydatki jakie będą cię czekać na miejscu. Robiłaś się coraz starsza, a więc miałaś więcej problemów na głowie, twoje koleżanki również nie miały tak dużo czasu jak kiedyś. Ostatnio ograniczałyście wspólne wyjścia, ponieważ musiałyście uczyć się do egzaminów, które nie długo będziecie musiały zdawać. Stwierdziłyście, że jeśli każdej z was uda się zdać wszystko tak jak chciałyście możecie sobie zrobić prezent i właśnie w tym czasie wyjechać na wymarzoną wycieczkę. Minął tydzień, byłaś już na prawdę zmęczona ciągłą nauką i czytaniem masy książek. Niekiedy miałaś myśli, żeby to wszystko zostawić powiedzieć fuck school i się nie przejmować, ale w tedy słyszałaś tylko od rodziców, byś się przyłożyła, a potem będziesz miała to wynagrodzone. W końcu nadszedł dzień sprawdzianów. Elegancko ubrana z pozytywnym nastawieniem poszłaś do budynku, który w tym momencie stawał się jak nigdy przerażający, zostawiający na twoim ciele dreszcze. Usiadłaś w jednej z wolnych ławek, przed sobą miałaś tylko długopis, ołówek, gumkę i linijkę. Po piętnastominutowym czekaniu otrzymałaś pracę. Spojrzałaś na nią przyglądając się pytaniom, w sumie pierwsza strona była dosyć łatwa, druga to część matematyczna z którą miałaś większe problemy, ale jakoś sobie poradziłaś. Reszta była w miarę okey. Po stresie jaki zafundował Ci test poszłaś wraz ze swoimi przyjaciółkami do kawiarni, aby się odprężyć. 

                                                                    * * *

Nareszcie! Po długim oczekiwaniu na wyniki egzaminu listonosz w końcu przyniósł upragnioną kartkę. Wybiegając rano w kapciach zajrzałaś do skrzynki od razu zauważając białą kopertę. Delikatnie choć szybko otworzyłaś pakunek. Bałaś się, ale to nie mogło spowodować, nie otwarcia ważnego dokumentu. Na trzy-cztery spojrzałaś na punkty. Jest ! Udało się! Radosna wbiegłaś do domu budząc wszystkich z rana i krzycząc w niebo głosy o nowo poznanej informacji. Wykonałaś już masę telefonów dopytując się jak poszło koleżanką. One również były radosne i szczęśliwe, tylko jedna z nich nie pałała entuzjazmem reszty, choć wcale nie poszło jej najgorzej. Tak jak sobie obiecałyście w jak najszybszym terminie macie zamiar wyjechać do upragnionego przez was miejsca. Najbliższy lot miał być już jutro. Trochę szybko, ale czas trwania podróży też nie jest powalający zwłaszcza jak ktoś ma chorobę lokomocyjną.

                                                           * * * 

Usiadłaś przy szybie zakładając na uszy wielkie słuchawki. Zabrałaś ze sobą kocyk i małą poduszkę, więc jak pewnie każdy mógł się spodziewać przez większość czasu w samolocie miałaś zamiar spać lub słuchać muzyki gapiąc się na chmury zza małego okienka transportu. Tyle godzin w jednym miejscu, nie licząc chodzenia to toalety była dla ciebie bardzo nie realna. Jednak jak się potem okazało udało ci się wysiedzieć w miejscu dłużej niż myślałaś. Wszystkie koleżanki były tak zafascynowane całym tym zajściem, że nie mogłaś nawet spokojnie napić się wody przyniesionej przez bardzo sympatyczną stewardesse. ~~ Miałaś tak głęboki sen, że nawet nie poczułaś jak koleżanki próbowały cię obudzić.

-Jesteśmy na miejscu! ____ wstawaj ! Szybko .- szturchając cię podnosiła głos. 

Przebudziłaś się przecierając oczy. Spojrzałaś na wszystkich wokół.Jak poparzeni ustawiali się by wyjść z samolotu, który jak się dowiedziałaś wylądował na ziemię. Wzięłaś swój bagaż podręczny i poszłaś za dziewczynami. Zaobserwowałaś jak jeden z policjantów aresztuje pewną kobietę za posiadanie w walizce środków odurzających. Wyrzucili jej wszystkie ubrania wraz z małymi torebkami, w której znajdowała się substancja. Zastanawiałaś się co by się stało gdyby przypadkowo w twojej walizce jakimś cudem znalazło się coś takiego. Wraz z twoim szczęściem przywitałaś Azjatycką ziemię, już na wejściu potknęłaś się o swój kocyk na który nie zwracałaś wcześniej uwagi. Beżowe spodnie zamieniły się w brudną szarość. Pięknym akcentem powitałaś to miejsce. Złapałyście jedną z tamtejszych taxówek jadąc do jednego z hoteli, które już w Polsce wybrałyście na miejsce tymczasowego pobytu. Dźwigając wielkie torby z ubraniami wjechałyście na szóste piętro, jedna z dziewczyn miała klucz do mieszkania. Pokój 653 to dosyć przestronna siedziba w której miałyście spędzać noce jak i ranki. Stwierdziłyście, że teraz odłożycie tylko swoje rzeczy i nie marnując czasu zaczniecie zwiedzać uliczki oraz miejsca. Poprosiłaś koleżanki by poczekały na ciebie jakąś chwilkę, ponieważ musiałaś zmienić swój strój, który już nie był w nienagannym stanie tak jak przed założeniem go na siebie. Schodząc na dół nie mogłaś się przestać dziwić, że gdziekolwiek być nie spojrzała widzisz skośnookich. To było całkiem fajne dla osoby, która się interesuje tego typu pochodzeniem. Wszystkie wyruszyłyście wychodząc na zatłoczoną uliczkę tutejszych ludzi. Była masa sklepików, barów jak i miejsc takich jak karaoke. Przed sobą zauważyłyście, że jest jakieś zbiorowisko wokół  grupki, która albo tańczy,albo śpiewa, tego jeszcze nie wiedziałyście. Starając się zobaczyć kto to taki przepychałaś się przez tłum nastolatków oraz innych ludzi również pragnących zobaczyć to co tam jest. Byłaś już prawie na wyciągnięcie ręki, kiedy to nagle jedna z Azjatek popchnęła się dosyć mocno powodując, że upadłaś. Podnosząc się złowrogim wzrokiem spojrzałaś na tamtą dziewczynę otrzepując swoje nowo założone ubrania. 
*No nie jak zwykle muszę się ubrudzić*-pomyślałaś. Stojąc tam usłyszałaś jak ktoś za tobą śpiewa, odwracając się ujrzałaś przed sobą znany zespół kpopwy jakim był B2ST, osobą, którą najbardziej zapamiętałaś z tamtego wydarzenia był Doo Joon, ponieważ jako jedyny podszedł do ciebie pytając się czy wszystko w porządku. Zapewniałaś go, iż jest świetnie i musisz wracać do koleżanek, jednak ten widząc twoją ranę na kolanie, stwierdził, że musisz z nim pójść, aby chociaż odkazić krwawiący punkt. Jako, że byłaś osobą, która nie mogła odmawiać przystojnym i uprzejmym kolesiom zgodziłaś się,aby opatrzył to. Było to na prawdę niesamowite przeżycie, bo zostawił wszystko, cały swój występ i po prostu poszedł z tobą tylko i wyłącznie dla tego, że na twoim kolanie pojawiła się czerwona ciecz zwana krwią. 

-Czy ty, aby na pewno nie powinieneś wracać do swoich kolegów z zespołu?-zapytałaś mając wątpliwości.

-Jakbym musiał z nimi być przez cały czas to chyba bym umarł. Muszę mieć kiedyś czas dla siebie, a ty mi to zapewniłaś. Dzięki tobie nie tylko mogę odpocząć od tamtych kolesi, ale również mogłem poznać tak piękną dziewczynę jak ty.

-Oo widzę, że ktoś tutaj trenuje na mnie swoje sztuczki, przepraszam nie jestem królikiem doświadczalnym, a po za tym na mnie to nie działa. 

-Nie, ja tylko mówię prawdę.Bez obrazy, ale widać, że nie jesteś stąd. Może mi powiesz co tu robisz?

*Jaka normalna dziewczyna przyznaje się kolesiowi, że w sumie jara się chłopakami z jego zespołu, nie to nie przejdzie, chyba muszę wymyślić coś na tyle ciekawego, żeby zachęcić go do dalszej rozmowy* 

-Jestem z Polski, przyleciałam tutaj by zwiedzać ten kraj, może znasz parę ciekawych miejsc? *ahh to było świetne, więcej spotkań oznacza dużo poznanych nowych osób i bliższe relacje z tą grupką*

-Pewnie, jak chcesz możemy się wymienić numerami to zadzwonię do ciebie jutro, tylko odbierz.-zaśmiał się. 

<wymieniacie się numerami telefonów>

-Dzięki, a teraz muszę już iść, bo moje koleżanki pewnie się zastanawiają gdzie teraz jestem. Miłego dnia, mam nadzieje, że znowu się spotkamy-uśmiechnęłaś się i wyszłaś z pomieszczenia.
~~~~~~~~~~~~~

CDN

czwartek, 25 września 2014

Kidoh - Zazdrośnica

 Scenariusz dla Xoexoxo.  Wyszedł dość krótki, ale nie chciałam przedłużać na siłę. Taki trochę kijowy, ale pisało mi się go z przyjemnością. Niestety na tę chwilę nie napiszę nic LEPSZEGO i DŁUŻSZEGO, a na moją wenę dopiero czekam.



  Mazałaś nic nieznaczące kółeczka po kartce. To była twoja ósma lekcja, a zmęczenie dało o sobie znać. Pan od historii maksymalnie zanudzał, co jeszcze bardziej potęgowało twoją senność. Złapałaś za rękę swojego chłopaka, w nadziei, że to jakoś polepszy twój stan.
Co prawda wasze dłonie splecione były pod ławką, ale to tylko dlatego, aby wasi koledzy nie wiedzieli o tym, że jesteście w związku. Większość myślała, że między wami jest tylko przyjaźń, jednak się mylili. Od początku waszej znajomości między tobą, a Hyo Sang'iem było coś więcej.
Oboje podzielaliście zdanie na temat utrzymania waszego związku w tajemnicy. Gdyby było inaczej, nie było by ci to na rękę, poza tym, czułabyś się zbyt niekomfortowo.
Kidoh, bo tak większość klasy się do niego zwracała, był cudownym chłopakiem. Co prawda nie wymagałaś od niego fantastycznych randek, kwiatów co ranek, ani słodkich słówek - jednak nie gardziłabyś, gdybyś z jego ust usłyszała zbyt przesłodzone przezwisko.
Lakier, którego właśnie przed chwilą zgryzłaś był bardziej interesujący, niż tablica zapisana historycznymi datami. Koreańczyk pociągnął cię za rękę, w celu upomnienia się, abyś uważała i słuchała na lekcji. Posłałaś mu zaspany uśmiech i ponownie powróciłaś do świata zwanego wyobraźnią.

-Cześć! - Pomachałaś ręką w stronę swojej koleżanki z klasy. Stałaś sama przed szkołą, gdy inni w kilkuosobowych grupach śmiali się z różnych rzeczy. Niecierpliwie wyczekując Hyu Sang'a, zaczęłaś grzebać czubkiem buta w ziemi. Prawdopodobnie był on jeszcze w szatni.
- _____! - Usłyszałaś wołanie chłopaka. Spojrzałaś spod grzywki, która przysłaniała ci widoczność. - Ja idę w drugą stronę - Pokazał palcem na przeciwną drogę od twojej.
- Jak to? - Spytałaś, nie rozumiejąc po co tam idzie.
-Mama prosiła, żebym wstąpił do dziadka. - Wyjaśnił szybko.
- Mogę iść z tobą - Zaoferowałaś. I tak nie miałaś nic lepszego do roboty.
-N... nie, nie. Ja pójdę sam. - Cmoknął cię w policzek, bo wciąż byliście pomiędzy nastolatkami z liceum. Chłopak podbiegł do jednej z grup i poklepał jednego z kolegów po ramieniu. Po chwili cała ósemka zaczęła się oddalać od szkolnego budynku. Obserwowałaś ich, aż nie zniknęli zza jednym z budynków. Nie byłaś zła, dlatego nie rozmyślałaś czemu twój chłopak nie chciał z tobą iść.
Czerwone światełko zapaliło się dopiero, gdy uświadomiłaś sobie, że koło niego znajduję się YooMin.
Nie miałaś innego wyjścia. Musiałaś wrócić do domu i bezczynnie oglądać telewizję.

  Pod wieczór, wybrałaś się z Hyu Sang'iem na orzeźwiający spacer. Lubiłaś spacerować, ponieważ po nim było ci o wiele lepiej zasnąć. Gadaliście o dzisiejszym dniu i innych błahych rzeczach. Mogłabyś poświęcić mu o wiele więcej czasu, tylko, że twój chłopak nigdy nie miał czasu i nie wiedziałaś jaki był tego powód. Nie mówił ci wszystkiego, czułaś to. Ale nie chciałaś nalegać, chciałaś być dobrą dziewczyną i nie czepiać się o byle co.
-Co tam u dziadka? - Spytałaś, utrzymując równe tempo przechadzki.
- Wszystko okej. Poszedłem z YooMin do sklepu, bo dziadek potrzebował zakupów. - Odpowiedział, obejmując twoje ramię. Spojrzałaś na niego marszcząc brwi i analizując co właśnie do ciebie powiedział. Jak to z YooMin? Co to miało znaczyć? Ciebie się pozbył, by móc pobyć z inną? Zaczynało ci się to nie podobać...
- Jak to z YooMin? - Twoja myśl samoistnie wyszła z ust. Nie ukrywając swojego zaciekawienia, niecierpliwie czekałaś na to co powie.
- Okazało się, że mieszka niedaleko, więc zaproponowałem, żeby poszła ze mną. - Uśmiechnął się i chciał dalej iść, gdy ty niespodziewanie się zatrzymałaś.
- A ze mną nie chciałeś iść, powiedziałeś, żebym poszła do domu. - Rzuciłaś z wyrzutem, jednak nadal spokojnie.Powoli twoja cierpliwość się kończyła. Musiałaś mu coś powiedzieć, bo twoje myśli powoli wysadzały ci głowę. Nie wiedziałaś nic, a nie chciałaś wyobrażać sobie tego, że on może coś do niej czuć.
Osobiście, nie miałaś nic do jej osoby, jednak wiedziałaś, że ona na niego nie zasługuje. Nie liczy się tylko wygląd. Chłopak spojrzał na ciebie z nieodgadniętym wyrazem twarzy. Niestety, odpowiedziała ci cisza. Trochę wzburzona tym co się przed chwilą, wystrzeliłaś w przód.
- Po prostu wolałem, żebyś odpoczęła. - Odparł głośno, gdy dzieliła was już pokaźna przestrzeń. - Myślałem, że... że byłaś zmęczona! - Dodał podbiegając i chwytając cię za ramię spowodował byś zwolniła. Nie miałaś ochoty z nim rozmawiać. Na dzień dzisiejszy, chciałabyś w spokoju położyć się do łóżka.
- Odprowadź mnie do domu. - Burknęłaś niezadowolona.
- Ale.. -
- Powiedziałam coś. - Dałaś wyraźny nacisk na to zdanie. Nie chciałaś się zdenerwować, nie lubiłaś tego. Musiałaś nad tym pomyśleć, bo może to nie był powód do zazdrości? Jednak to nie zmienia, że mógł jej NIE prosić o pomoc w sklepie. Ugh....

  Następnego dnia, było lepiej. Wieczorem, gdy już Kidoh poszedł do domu, przemyślałaś to i wiedziałaś, że nie ma o co się denerwować. Może po prostu myślał, że nie da sobie rady i prosił ją o pomoc. Nie ważne, po prostu wiedziałaś, że nie będziesz sobie tym zaprzątać głowy. Właśnie wychodziłaś ze stołówki, na której jadłaś obiad. Hyu Sang nie wykupił sobie obiadów, dlatego zazwyczaj jadłaś sama. Za swoimi klasowymi koleżankami nie za bardzo przepadałaś, więc spożywanie posiłków w samotności to nie taki zły pomysł. Sprawnie pokonałaś kilkanaście schodków, więc w czasie natychmiastowym znalazłaś się na pierwszym piętrze budynku szkoły.
Rozejrzałaś się w prawo i w lewo, aby znaleźć ciemnookiego. Już po chwili uchwyciłaś go wzrokiem. Stał ze znajomymi, przeważało tam towarzystwo męskie, ale znalazły się tam też dziewczyny. Ustawieni w kółko, podpierali ściany, gdyż stanęli w rogu. Zza postaci ChanJoon'a wyjawiła się, dobrze ci znana, postać - YooMin. Twój oddech momentalnie przyspieszył, a w twojej głowie już powstał plan jakby przemówić jej do rozumu, żeby trzymała się od twojego ukochanego  z daleka.
Powoli, nigdzie się nie spiesząc, zaczęłaś iść w ich stronę. Z twojej perspektywy Kidoh stał do ciebie plecami, a jego "pomocniczkę" widziałaś jedynie lewą stronę ciała.  Mijałaś przeróżnych ludzi na dość zaludnionym korytarzu, ale wciąż widziałaś te dwie, najważniejsze w tym momencie, osoby. Chłopak coś nagle upuścił, dlatego zgiął się w pół - eksponując przy tym swój tyłek - i przytrzymał się talii tej koreańskiej ździry, która z uśmiechem na ustach patrzyła na każdy jego ruch.
Może się nie przytulali, ani nie robili czegoś gorszego, ale krew się w tobie zagotowała. Niecały metr dzielił cię od ludzi z twojej klasy, jednak w ostatniej chwili, z rękami w kieszeniach przeszłaś obok nich.
- ____! - Krzyknął przez hałas, którzy robili inni uczniowie. Spojrzałaś na niego złowrogo i odeszłaś, Azjata widząc twój wzrok, niepewnie się wycofał i postanowił zostać tam gdzie stał.

- Czemu się do mnie nie odzywasz? - Spytał idąc koło ciebie, kiedy chwilę temu wyszliście ze szkoły. Ty jedynie prychnęłaś pod nosem i postanowiłaś dalej go olewać. Chciałaś z nim to wyjaśnić, ale bałaś się, że wyjdziesz na przewrażliwioną. Przecież ty też mogłaś mieć kolegów i spędzać z nimi czas, tylko, że nie mogłaś nic na to poradzić, po prostu jesteś zazdrosna.
- Będziesz mnie teraz unikać i olewać? - Wsunął palce pomiędzy twoje po czym splątał je ze sobą. Próbowałaś wyswobodzić dłoń z jego, ale chłopak za mocno trzymał. - Powieeedz coś. - Nalegał pociągając cię w swoją stronę
- Co chcesz? - Rzuciłaś, obojętnym tonem.
- Chcę, żebyś powiedziała mi, czemu się do mnie nie odzywasz? - Powiedział stanowczo.
- Nie.
- Dlaczego? Jeśli mi nie powiesz, nie będę miał szansy wyjaśnić, a to oznaczało by kolejne ciche dni między nami. - Siłą zatrzymał cię i spojrzał w twoje oczy.
- Szkoda, że między tobą, a Yoomin nie ma cichych dni, bo jak na razie widzę, to to; że świetnie się dogadujecie. Myślałam, że dzisiaj też pójdziecie razem na zakupy. - Wykrztusiłaś ze słyszalnym wyrzutem w głosie.
- Czyli chodzi ci o YooMin? - Jego kąciki ust zaczynały się unosić.
- A o kogo innego?! - Twój ton się podniósł, a ty zirytowana ułożyłaś grzywkę za ucho.
- Nie wiedziałem, że o to chodzi. Przecież ty nigdy zazdrosna nie byłaś. - Przyznał, śmiejąc się z ciebie.
- Wiem, że to nic takiego nie było. Jedynie wyjście do sklepu i kontakt fizyczny, ale wiesz, albo i nie; że jestem zazdrosna o najmniejsze rzeczy. Także uważaj! - Pogroziłaś mu palcem.
- Nawet gdyby ona coś ode mnie oczekiwała to na dzień dzisiejszy nie dostała by nic, a nic.
- Ech... - Powiedziałaś pod nosem, spoglądając w ziemię. Było ci trochę głupio za takie podejrzenia, ale różne rzeczy się dzieją na świecie. Przecież nikt nie jest idealny. Poza tym, znając swoją koleżankę z klasy, byłaby w stanie posunąć się do wszystkiego, nawet gdyby nie znała dość dobrze twojego chłopaka.
Koreańczyk owinął sobie wokół ręki jeden z końców twojego szalika - jesień zaczęła się pełną parą - i w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Przy waszych znajomych z klasy przyciągnął cię do siebie za materiał i wpił się niczym wygłodniały wampir w szyję, cóż za porównanie. Zszokowana, początkowo stałaś bez ruchu. Ale kiedy zorientowałaś się, że TWÓJ chłopak cię całuje, bez większych zmartwień oddałaś się chwili. Hyu Sang przejechał językiem po dolnej wardze prosząc o dostęp, by sekundę później złączyć się z twoim. Kiedy już się od siebie odkleiliście, na twoich policzkach wystąpiły różowe pąsy, gdy zobaczyłaś, że wszyscy zgromadzeni patrzyli się na was. Schowałaś głowę za szalikiem, chłopak zakłopotany, jednak zadowolony przejechał dłonią po karku. Jednak gdy zobaczyliście, że twoja, już nieważna, konkurentka widziała całą akcję; rozpromieniłaś się do Kidoh'a. Złapałaś go pod rękę i w świetnym nastroju powędrowaliście do domu.

środa, 10 września 2014

Eli - Doktor +18

  Razem z Lin Young postanowiłyśmy, że podzielimy się zamówieniami; gdyż wyszło ich więcej niż byśmy tego chciały. (Miało być 10, a wyszło 18...) Niby nie dużo, ale my w miesiącu dodajemy po trzy scenariusze, a nie więcej. Pozwoliłam sobie, że zrobię +18, bo nikt dawno mnie o niego nie prosił. xD One shot dla Sashikee. Nie jesteś zła, prawda? xD Możliwe, że są błędy.



 - To będzie twoje łóżko - Powiedziała do ciebie starsza kobieta w białym ubraniu, zwana pielęgniarką, która pokazała na materac pod oknem. Oddział kardiologiczny, na którym leżałaś już nie pierwszy raz, był bardzo zaludniony. Nie mieli dla ciebie miejsca w normalnych salach, dlatego trafiłaś do mniejszej, trzyosobowej. Co pół roku przychodziłaś tutaj na tygodniowe badania. Standardowe procedury: monitorowanie na noc, EKG, echo, 24-godzinny holter. Minęło trzy lata, kiedy przeprowadzono u ciebie zabieg. Od tego momentu musiałaś stawiać się w szpitalu w umówionym terminie. Kucnęłaś przy torbie, mając nadzieje, że zdążyć się rozpakować przed przyjściem swojego lekarza prowadzącego. Pojedyncze rzeczy zaczęłaś wkładać do szafki z drzwiczkami koloru zielonego.  Swoje ubrania starannie ułożyłaś na półce, a bardziej przydatne rzeczy wrzuciłaś do szuflady na górze. Na blacie położyłaś komórkę, butelkę wody truskawkowej i jedną z książek, którą chciałaś przeczytać. 
Zauważyłaś, że jedno łóżko jest wolne. Natomiast na drugim, obok poduszki, leżały słuchawki podłączone do laptopa firmy Samsung. Miałaś nadzieje, że twoja nowa koleżanka będzie fajna i w podobnym wieku do ciebie. Ogólnie, rzecz biorąc, powinnaś być już na dorosłym, ale że skończyłaś osiemnaście dopiero osiem dni temu, oddziałowa stwierdziła, że ten ostatni raz jeszcze poleżysz na dziecięcym. 
Kiedy już sprawdzałaś swój telefon, czy ktoś do ciebie nie zadzwonił, w pokoju rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę. - Zza drzwi wyjawił się młody Azjata. Lekko cię to zszokowało, bo nigdy nie widziałaś tu rasy azjatyckiej, a w dodatku lekarza. Zaciekawiło cię skąd się wziął w polskiej służbie zdrowia. Skośnooki napotkał twój lekko zdziwione spojrzenie, ale nie przejął się nim i od razu wszedł do środka pomieszczenia. Wzrok wlepił w twoją kartę zdrowia, którą trzymał w dłoniach i już po chwili zjawił się przy twoich nogach. 
- Witam, nazywam się Kim KyoungJae. Jestem twoim lekarzem prowadzącym. - Podał ci rękę, którą od razu chwyciłaś. Jego dłoń była aksamitna, a zarazem zimna.  Mężczyzna widząc, że się zacięłaś, szybko powrócił do wcześniejszej postury i cierpliwie poczekał, aż znów skupisz się na tym co ma on do powiedzenia.
- A to nie prowadzi mnie już -
- Nie. Ponieważ skończyłaś osiemnaście lat, teraz ja cię przejąłem. - Lekko się uśmiechnął. 
 Po skonsultowaniu wszystkich twoich problemów zdrowotnych i objaśnieniu co i kiedy będziesz miała robione, miałaś nadzieję, że za pięć dni, w piątek, będziesz mogła wyjść do domu. Musiałaś jeszcze przejść się z KyoungJae do sekretariatu, w którym zostawił papiery, które miał ci wręczyć i na dziś - do pory obiadowej - miałaś spokój. 
Wchodząc do swojej sali zobaczyłaś, że twoja nowa koleżanka już leży na łóżku. Ubrana w czarne leginsy, niebieską tunikę i związane włosy w kucyk czytała jakąś lekturę. Oczywiście, że miałaś ochotę ją poznać, ale nie chciałaś przeszkadzać jej w tym co dotychczas robiła. Wtem, przerywając ciszę i szum liści szalejących za oknem rozbrzmiała melodyjny dzwonek twojego telefonu. Żwawo podeszłaś do szafki by ująć go w dłoń i nacisnąć zieloną słuchawkę. Przez tak dynamiczne wejście, niebieskooka spojrzała na ciebie z kamienną miną. 
Może gdy ją bliżej poznasz wyda się milsza z charakteru. 

 Od razu po obiedzie, "piguła" zaprosiła cię na badanie echo, na którym zarejstrowali ruchy twojego serca. 
- Do widzenia. - Rzuciłaś do profesora, który cię badał i wyszłaś z pomieszczenia. Złapałaś za drzwi i pokierowałaś się w stronę wind. 
- O, ____! Jak dobrze, że cię widzę. - Usłyszałaś głos lekarza prowadzącego. Odwróciłaś głowę, by móc go zobaczyć, a on w tym samym momencie złapał cię za ramie - równocześnie czując swoją niepewność przy jego osobie. 
- Chciał coś pan ode mnie? - Spytałaś półgłosem. Tak na prawdę, głupio było ci do niego mówić "Pan", ponieważ był od ciebie niewiele starszy. W jego wieku masz kilku takich znajomych. Oboje jesteście młodzi, więc nie widziałaś problemu - prócz tego, że on był 
doktorem. 
- Niezupełnie, jedyne co to to, że pokieruje się z tobą na oddział. - Odpowiedział zabierając dłoń z twojego ciała. Ukradkiem spojrzałaś na jego twarz, która teraz patrzyła na ludzi, którzy przechodzili obok was. Śliczne oczy, nos bez skazy i ładnie zarysowane usta. Nie miałaś swojego ideału, dlatego nietrudno było spotkać kogoś kto wpadł by ci w oko. Jednak musiałaś przyznać, że akurat w nim, było coś interesującego. Sięgną ręką do kieszeni białego kitla, równocześnie przyłapując cię na wpatrywaniu się w niego. Jego kąciki uniosły się ku górze, a okulary które przed chwilą wyjął, pojawiły się na nosie. W szkłach kontaktowych wyglądał poważniej i trochę go postarzały. Ale nie mogłaś zaprzeczyć, że wciąż miał ten sam urok co bez nich. 
Usłyszałaś dźwięk otwieranych, metalowych drzwi, dlatego gdy tylko zrobiło się miejsce by wejść do środka, ruszyłaś. Złowiwszy uchem kroki za sobą, wiedziałaś, że Azjata zrobił to samo co ty. Odwróciłaś się twarzą do lustra, która była w nim zawieszona, tak, że świetnie widziałaś jego i siebie. 
Mężczyzna po chwili spojrzał w twoje odbicie i bez mniejszego problemu, może nawet trochę chamsko, wciąż wpatrywał się w ciebie. I wiedziałaś, że nie raz przez ten moment spojrzał ci się na tyłek. Cieszyłaś się, że akurat dzisiaj założyłaś luźne dresy, które nie były obcisłe. 
- Przepraszam. - Rzekłaś przy czym dynamicznie odwróciłaś się w stronę Koreańczyka. Ten spojrzał na ciebie lekko zawstydzony, już wiedząc, że przyłapałaś go na gorącym uczynku i wbił wzrok w czubki butów. Poczułaś się trochę dziwnie, więc postanowiłaś nieco rozluźnić atmosferę. - Wiem, że nie powinnam się pytać, ale ile ma pan lat? Wygląda pan dosyć młodo. - Odważyłaś się zapytać. 
- Mam dwadzieścia siedem lat, a pracuje tu od niecałego roku. - Miałaś ochotę zapytać się skąd się tu wziął. Czy urodził się tutaj, czy po prostu przyjechał tu na studia i już został. Chłopak świetnie znał język polski, ale wyraźnie słyszalny był jego akcent.
 Wyszliście z żelaznej wciągarki. Podeszliście do drzwi od kardiologi, czekałaś aż Pan Kim zeskanuje kartę w jakieś małej maszynie. Usłyszałaś charakterystyczny brzdęk, który informował, że już można otworzyć. Azjata sprawnie przejął od ciebie klamkę od drzwi i otworzył je przed tobą.  
Przypominając sobie to co wydarzyło się kilka minut temu, miałaś stu procentową pewność, że w tym momencie też obczaił twoją pupę. Postanowiłaś to olać, ale gdzieś w środku trochę cie to irytowało. No bo w końcu to lekarz, tak? Fajnie, że jest młody i przystojny, ale kiedy robi komuś ekg i każe rozebrać się ze stanika to też bez większego problemu wpatruje się w kobiecy biust? 
Swobodnym krokiem szłaś przez korytarz mijając rodziców i dzieci. Nie chciałaś następnym razem wylądować na oddziale dla dorosłych. Tutaj, gdzie były dzieci, mogłaś się z nimi pobawić. Nie ukrywajmy, kochałaś maluszki. Gorzej kiedy płakały. Już miałaś skręcić do swojego pokoju, kiedy jego ręka - no bo kogo innego - przejechała na wysokości twoich łopatek. Przeszedł cię dreszcz zaskoczenia. Ten chłopak, albo już mężczyzna był dla ciebie jedną, wielką zagadką.

  Przez następne dwa dni. Twój lekarz prowadzący nieustannie pojawiał się na twoim oddziale i kiedy tylko mógł, wchodził do twojego pokoju pytając się "Jak się czujesz?". Musisz przyznać, że w poniedziałkową noc trochę o nim myślałaś i szczerze mówiąc teraz podobały ci się jego zachowania w stosunku do ciebie. Na obiedzie, kiedy przechodził przez stołówkę wysłał ci buziaka. A gdy mijałaś go w drodze do łazienki - on rozmawiał z rodzicami, któregoś z dzieci - mruknął do ciebie okiem, po czym gdy już się myłaś. Uchylił trochę drzwi krzycząc przez lecącą wodę byś się nie utopiła. Oczywiście przy tym ostatnim wydarzeniu miałaś ochotę go udusić za to, że tak bezkarnie mógł zobaczyć cię nago.

 Dziś była środa, a ty po ciepłym prysznicu wskoczyłaś pod miłą pierzynkę. Spoglądałaś w sufit i myślałaś o nim. Czemu się tak do ciebie zaleca? Czy wszystkie swoje pacjentki tak traktuje? Może on po prostu robi sobie z tego żarty, albo jest zwykłym podrywaczem.
Nie wiedziałaś, ale chciałaś się tego dowiedzieć. Nie miałaś na to czasu, z dnia na dzień coraz bardzie ci się podobał, a to przez jego głupie zachowanie. Myśląc o tym teraz, na spokojnie chciało ci się śmiać z jego żałosnych prób poderwania ciebie. Czy nie byłaś dla niego za młoda?
Jasne, że nie. W końcu, gdybyście na prawdę się w sobie zakochali to różnica wieku nie ma znaczenia, prawda? Odwróciłaś się plecami do wejścia, próbując pozbyć się go z głowy. Dziś go nie widziałaś, ale to dla ciebie lepiej. Może to tylko los z ciebie drwi i chcę pokazać ci jak głupia jesteś, że w każdym chłopak, który ci się spodoba tworzysz historyjkę miłosną? Zacisnęłaś powieki, żeby wyrzucić te głupie myśli ze swojej głowy i zastąpić je czymś innym. Na przykład rozmyślaniem o swoich rodzicach i przyjaciółkach. Ciekawe co robią. Marta, bo tak nazywała się twoja koleżanka z sali szpitalnej wyszła na pobranie krwi i teraz spokojnie na nią czekałaś, aby porozmawiać z nią o błahych tematach. Pomimo tego, że było jakoś po dwudziestej drugiej poczułaś, że chce ci się spać. W jednej chwili zmieniłaś plany i postanowiłaś zasnąć.
Jak na złość, dosłownie chwile później Marta weszła zatrzaskując głośno drzwi.
- Marta... Mogłabyś robić to trochę ciszej. - Łagodnie rzuciłaś w powietrze. Nie widziałaś jej, bo jak wcześniej wspomniałam byłaś odwrócona twarzą ku parapetowi.
- A jak to nie Marta? - Powiedział męski głos łapiąc za twoje odkryte ramie. Drgnęłaś na jego dotyk. Bardzo dobrze wiedziałaś, że to on.
- Co pan robi? - Zerwałaś się do siadu. Mężczyzna zrobił to samo co ty na twym łóżku i spojrzał ci głęboko w oczy. Nie przerwałaś kontaktu wzrokowego, bowiem jego oczy były tak śliczne, że nie mogłaś przestać się w nie patrzeć. Koreańczyk zaczął się do ciebie nachylać. Jego silne ramiona, które ułożył po obu stronach twojego ciała, trzymały go aby się nie przewrócił.
W twojej głowie zapaliło się czerwone światło - większe niż to, które stoi przy ulicy - ale kompletnie je olałaś.  To była chwila, w której wszystko z twojej głowy wyparowało, a ty poddałaś się przystojnemu Azjacie.
Powoli nachylałaś się ku niemu. Między wami była cisza, chodź dało się uchwycić dźwięk pikającej maszyny za ścianą. Najwyraźniej kogoś już przypięli na noc. Wasze nosy się dotknęły, a na swoich przedramionach poczułaś ciarki. To nie był twój pierwszy pocałunek, jednak trochę się bałaś. W końcu byliście w szpitalu, a przed tobą siedzi lekarz! Powieki opadły na dół, kiedy byliście na prawdę blisko. Z ust zrobiłaś dzióbek, fizycznie byłaś przygotowana na powitanie jego miękkich warg; lecz gdy przysunęłaś się bliżej, nic nie poczułaś. Zrobiłaś to jeszcze raz, ale nic prócz powietrza na swoich ustach nie czułaś. Zdezorientowana otworzyłaś oczy i zobaczyłaś, że Pan Kim siedzi kilka centymetrów od ciebie z głupim uśmieszkiem wymalowanym na twarzy. Spojrzałaś na swoje palce, które były splecione. Byłaś zdezorientowana i bardzo zawstydzona. On sobie robi z ciebie jaja! Mężczyzna wielce rozbawiony uderzył dłońmi w kolana i wstał na równe nogi.
- Chciałbym podpiąć cię pod monitor. - Rzucił pokazując palcem na kabelki z monitorem zawieszone na ścianie nad twoją głową.  Byłaś już po kąpieli, dlatego miałaś na sobie piżamę, a stanik już dawno leżał w szafce. Położyłaś się na plecach, przez co sutki nieco odstawały przez bluzkę. Zażenowana położyłaś na nich kosmyki swoich włosów, bo przykrycie się kołdrą odpadało. Przecież musiał przykleić ci do ciała elektrody, a później je podpiąć do kabelków. Jak w transie patrzyłaś na jego długie palce, które próbowały rozwiązać poplątane kable.
- Gotowe. - Powiadomił cię z uśmieszkiem, który od tamtego momentu nie schodził z jego ust. Natomiast na twojej twarzy wyraźnie można było wyczytać grymas. Naciągnęłaś lekko dekolt koszulki, ponieważ Azjata musiał nakleić naklejki na twoją klatkę piersiową po prawej i po lewej stronie. Następnie odsłonił twój brzuch by móc przykleić trzecią elektrodę pod lewą piersią.
 Będąc na tym oddziale dużo razy musiałaś się rozbierać - jeśli chodzi o górną część garderoby i bielizny - ale ten koleś pierwszy raz podłączał cię do jakiej kolwiek maszyny, poza tym prawie byś się z nim pocałowała.
 To było dość niezręczne, jeszcze gdy nie mógł cię podłączyć i przybliżył się do twojego dekoltu. Wiedziałaś, że robi to specjalnie, ale nie chciałaś już się odzywać.
- Dzięki, widzimy się jutro. - Złapał cię za nos i lekko go pociągnął. Zmarszczyłaś czoło w wyrazie ukazania swojego zdezorientowania.

   Z kanapką w ręku wyszłaś ze stołówki. W drodze przez korytarz spotkałaś małego szkraba, którego z chiny nie mogłaś zapamiętać imienia. Chwile z nim porozmawiałaś i poczłapałaś do swojego łóżka. Marta przyszła trochę wcześniej od ciebie, dlatego kiedy ty minęłaś próg, ona już słodko spała. Dziewczyna, z tego co zauważyłaś, jedyne co tutaj robiła - pomijając badania - to spała, czytała książki lub grała w jakąś grę. Jednak nie była taka zła. Ceniłaś spokój, dlatego dziękowałaś, że nie wylądowałaś w sali z jakąś dziesięcioletnią dziewczynką, która ciągle by gadała.
Zdążyłaś ułożyć się z kanapką na łóżku, kiedy coś, a  raczej ktoś wparował do waszego pokoju, zakłócając wasz spokój. Spojrzałaś na swojego doktora, a on na ciebie. Posłałaś mu pytające spojrzenie.
- ____, chodź na ekg.- Powiadomił i w natychmiast opuścił mnie i moją koleżankę. Tym samym wzrokiem spojrzałam na Martę, która tylko podniosła i opuściła ramiona.
- Czyżby dziś doktorek miał zły humor? - Zaśmiała się nastolatka.

 KyoungJae czekał na ciebie przed drzwiami wyjściowymi z kardiologi. Nie chcąc aby się niecierpliwił rzuciłaś się w ich kierunku i chwilę później zmierzaliście po schodach do pokoju EKG.
- Czemu się nic nie odzywasz? - Zagadnęłaś do mężczyzny, który był przed tobą. Widziałaś jego plecy, dlatego nie mogłaś ocenić, czy dobrze zrobiłaś, że się odezwałaś.
- Po prostu. - Odpowiedział. Pokierowaliśmy się w lewą stronę, a zaraz potem w prawo do małego korytarza. - Od kiedy jesteśmy na ty? - Postanowiłaś już nic nie mówić.
Drzwi otworzył małym, srebrnym kluczykiem. Pchnął drzwi  i wreszcie na ciebie spojrzał, dając ci do zrozumienia, że właśnie cię przepuszcza. Chłopak zamknął drzwi na klucz, myśląc, że tego nie zobaczysz. Twoja pewność siebie trochę zmalała, po co on zamyka te drzwi? Może, żeby nikt nie wszedł, kiedy ty będziesz leżeć bez stanika? Absurd, przecież wszyscy pukają.
- Usiądź. - Pokazał palcem na leżankę za tobą. Zrobiłaś to o co prosił. Azjata podszedł do ciebie, byliście dość blisko siebie. - Zdejmij bluzkę. - Dodał, po czym napotykając twoje spojrzenie przeszedł do maszyny, która miała monitor i różne przyciski zamiast klawiatury. Chwyciłaś za koniec t-shirtu, przerzuciłaś go przez głowę i wstałaś, by móc go złożyć i położyć na blacie obok. Na swoim brzuchu poczułaś jego duże, tym razem ciepłe dłonie.
- _____, ja już tak nie mogę. - Powiedział zagłębiając się twarzą w twoją szyję.  Skrzyżowałaś ręce i położyłaś je na jego. Spletliście nawzajem palce, a ty przyciągnęłaś go do siebie. Chyba już wiedziałaś po co zamknął zamki.
- Czego nie możesz? - Spytałaś się, by dokładniej dowiedzieć się o co mu chodzi. Odwróciłaś się do niego, lekko unosząc głowę by móc go podziwiać. Z tak bliska był jeszcze piękniejszy. Pomimo tego, że wczoraj, jak mieliście się pocałować, też widziałaś go blisko; jednak wtedy było ciemno, a w środku twojego organizmu szalały hormony.
- Nie mogę patrzeć na ciebie. - Spojrzał na ciebie, a ty poczułaś się dziwnie. Co to miało znaczyć? Zrobiłaś dziwną minę i już chciałaś się wyswobodzić z uścisku, gdy dodał. - Nie mogę na ciebie patrzeć i nawet cię nie dotknąć. Nie będziesz mieć EKG, ale to jedyne miejsce jakie mi się nasunęło, byśmy mogli zostać sami. Mam nadzieje, że ty też coś do mnie czujesz, i że nie przeszkadza ci różnica dziewięciu lat między nami.
- Oczywiście, że mi nie przeszkadza. Jakbym mogła nie czuć do ciebie nic a nic. Jesteś przystojny i mądry, a twoje zachowanie mnie trochę śmieszy, ale to pomińmy. Nie znam cię długo, ale moglibyśmy coś z tym zrobić. - Na jego ustach zawitał uśmiech. W przypływie emocji ujął twarz i zatopił się w twoich ustach. Jego wargi smakowały gumą do żucia. Położyłaś swoje ręce na jego bicepsie i zatopiłaś się w tym doznaniu. Czułaś coś w tym pocałunku. Chciałaś czegoś więcej dlatego swoim językiem rozchyliłaś jego wargi by móc wtargnąć do jego buzi. KyoungJae przeniósł dłonie na twoje pośladki, a ty swoimi paznokciami jeździłaś przez całą długość jego rąk. Zmysłowo, z pasją wymieniliście się rolami i teraz to on spotkał się z twym językiem. Ssał i dotykał go. Odepchnęłaś się tyłkiem od blatu tak, że staliście na środku pokoju. Chwyciłaś dłońmi jego koszulę na poziomie klatki piersiowej. Siłowałaś się z nią, dopóki nie pomógł ci doktorek. W tym samym momencie przerwał pocałunek, a  z jego ust wydobył się cichy chichot. Ucałował cię i owinął ręce wokół talii by przenieść się na łóżko w wersji biednej. Chciałaś się podeprzeć, ale coś ci się nie udało, bo zleciała rolka papieru kuchennego, która rozwinęła się na ziemi. Skośnooki naparł na ciebie, przez co musiałaś całkowicie się położyć. Lewą nogę miałaś zgiętą, bo na prawej wylądował Eli, który składał pocałunki na żuchwie. Chłopak zatopił rękę pod twoim dresem, drażniąc skórę na udzie. On sam został już w bokserkach. Z jego zachowania wyczytałaś, że się nie przejmował częściową nagością. Ty pragnęłaś w tym momencie tego samego co on, jednak lekko się zawstydziłaś kiedy pozbył się twych spodni. Właśnie tam, gdzie poczułaś przez wasze materiały jego nabrzmiałego członka, twoja kobiecość zaczęła pulsować, a tobie zrobiło się cholernie gorąco. Zrzuciłaś całe włosy na prawe ramie i zaczęłaś ssać mu obojczyki. Mężczyzna złapał za miseczkę stanika i pociągną ją lekko w dół przez co jedna z piersi uwolniła się z niej, a on swoim językiem zaczął drażnić sutek. Drugą wziął w swoją dużą dłoń i zaczął ją co chwila ściskać i puszczać. Twój oddech przyspieszył a chłopaka kolano wylądowało między twymi udami. Czując, że już długo tak nie wytrzymasz, zaczęłaś poruszać biodrami o jego nogę. Przynajmniej to dawało ci chwilę, na zaczerpnięcie głębokiego oddechu. Z trudem odpięłaś stanik, który zaczął ci przeszkadzać. Rzuciłaś go gdzieś w powietrze. Teraz, mało obchodziło cię to gdzie się znajdujesz.Wciąż się pod nim ruszając, przeniosłaś tam też swoją dłoń. KyoungJae zaczął lizać twoje obojczyki, później między nimi, pomiędzy piersiami, aż do pępka i linii majtek.
- To już nam nie będzie potrzebne. - Powiedział i jednym ruchem ściągnął twą bieliznę. Gdy chciałaś znów go pocałować, w pokoju rozległo się pukanie.
- Eli, wiem że tam jesteś! Wyjdź tutaj, potrzebuje cię! - Wykrzyczał męski głos.
- Nie możemy później? - Odpowiedział zirytowany chłopak, składając pocałunki na twoich ramionach. Przymknęłaś oczy i próbowałaś zapomnieć, że tak na prawdę jesteście w szpitalu i w każdej chwili ktoś mógłby wejść do pomieszczenia. Na pewno ktoś inny ma drugi klucz.
- Nie możemy! - Chłopak wypuścił głośno powietrze.
- Za pięć minut! Robię badanie! - Kiedy to usłyszałaś zaśmiałaś się w jego szyję.
- Czekam. - Odburknął lekarz za drzwiami.
- Nie mamy dużo czasu. - Ponaglił KyoungJae i zdjął bokserki jednym ruchem. Azjata zaczął powoli. Czubkiem penisa zaczął jeździć koło twojego wejścia. Hormony zaczęły pracować, dlatego głośno zaczerpnęłaś powietrza, po czym z twych ust wydobył się niekontrolowany jęk.
- Cii, musimy być cicho. - Upomniał chłopak. - Bo jeszcze nas usłyszą. - Skupiona na tym aby być cicho przygryzłaś wargę. Koreańczyk zdecydowanie wszedł w ciebie z całą siłą, a ty zraz z nim przesunęłaś się na skraj "łóżka".  Chłopak szybko i dynamicznie poruszał się w tobie. To nie był twój pierwszy raz, więc od razu poczułaś rozkosz. Przyciągnęłaś go do siebie. Rękoma jeździłaś po jego plecach, zatopiłaś się w jego wargach. Kochaliście się w szpitalu, jakiś koleś stał za drzwiami, a najlepsze było to, że swojego teraźniejszego partnera znasz niecałe cztery dni. Oplotłaś go swoimi nogami. Na jego nosie pojawiły się krople potu, które spadając trafiały na twą szyję.
- Ja.. już... nie..- Powiedziałaś cicho, dyszałaś cały czas ze zmęczenia, ale nigdy tego nie zapomnisz.
- Czekaj.. - Odpowiedział brązowooki i zrobił jeszcze kilka szybkich wejść w środek twojego ciała.
Ostatni raz pocałowałaś go najczulej jak potrafiłaś, a chłopak wyjął członka razem z prezerwatywą. Zaplątał ją na końcu, tak aby biała ciecz nie wydostała się na zewnątrz i wsadził je do spodni. Przecież gdyby ktoś zobaczył ją w koszu, byłoby to podejrzane. Oboje, szybko ubraliście się i przed wyjściem chłopak wziął cię w ramiona.
- Serduszko masz sprawne. - Wpił się w twoje usta, przy czym bardzo mocno przycisnął cię do swojego ciała.

 Jako pierwszy otworzył drzwi i wypuścił cię z pokoju. Minęłaś lekarza w podeszłym wieku, który najwidoczniej czekał na KyoungJae. Posłałaś mu promienny uśmiech i wróciłaś na kardiologie.
- ____ - Krzyknął do ciebie Koreańczyk.  Spojrzałaś na niego czekając co chce ci powiedzieć. - Jutro też przyjdź na EKG! - Machnęłaś zadowolona głową i poleciałaś w stronę schodów.

~Rin